Czarny kot z zadowolony mruczał gdy dłoń kobiety gładziła jego futro, Ramzes leżał na skraju wanny jak na wiernego towarzysza przystało. Elizabeth pozwoliła sobie na chwilę relaksu w wannie sącząc powoli lampkę białego wina, wcześniej wyłączyła telefon chcąc odpocząć w spokoju.
- W końcu sami przystojniaku- Ramzes zamruczał głośniej pochwalając wybór. – Co my zrobimy z tym Samem? – Jasno niebieskie oczy kota dokładnie ją obserwowały, przybliżył się zaczynając miauczeć głośno.- Chyba wyrażasz dość jasno swoje zdanie, co? Nie jesteś zadowolony z jego obecności od początku...
Przestała głaskać kota i westchnęła głośno zanurzając się w pianie, nie wiedziała co ma zrobić. Sięgnęła po lampkę winna stojąca na półce, jej ciotka przysłała je z Włoch, smakowało słońcem Toskanii. Ostatnio często myślała o odwiedzeniu rodzinnych stron ojca, w czasach dzieciństwa często jeździli tam na wakacje do dziadków. Zdecydowała się, że urlop spędzi właśnie tam, najlepiej sama. Po godzinie woda całkiem ostygła, właśnie podnosiła się do wstania gdy usłyszała przy drzwiach frontowych, klucze teraz miała tylko Katie która dziś do późna była w pracy i jej mama, przebywająca aktualnie poza Londynem. Przestraszona owinęła się w ręcznik, jedyną bronią jaką miała przy sobie okazała się prostownica do włosów, lepsze coś niż nic- wmówiła sobie. Ostrożnie otworzyła drzwi do łazienki, czym zbudziła Ramzesa śpiącego na parapecie, od razu zorientował się że coś jest nie tak i zeskoczył z okna wyprzedzając Elizabeth. Kiedy tylko stanął w przedpokoju najeżył się sycząc głośno.
- Głupi kocur- usłyszała zdenerwowany głos Sama. Odetchnęła z ulgą odkładając prostownice na pralkę stojąca tuż przy drzwiach. – Spieprzaj stąd.
- Lepiej wytłumaczy mi jak tu wszedłeś, zamykałam drzwi – wyszła na korytarz. Tym razem nie zamierzała odpuścić, wyobrażał sobie zbyt wiele. Jego blond włosy zostały starannie ułożone żelem, zielone oczy przeszywały ją przenikliwe, a szczękę pokrywał jednodniowy zarost. Musiał mieć już wolne, bo założył czarne jeansy i T-shirt Levis'a.
- Wyglądasz rozkosznie kochanie, aż mi stanął- bez wahania ruszył w jej kierunku, na co Ramzes zagrodził mu przejście sycząc jeszcze bardziej.
- Stój – warknęła wyciągać rękę przed siebie. – Skąd masz klucz?
- Dzwoniłem- wzruszył ramionami- praktycznie tu mieszkam, więc dorobiłem sobie klucz. Szukałem cię, recepcjonistka powiedziała że wyszłaś dziś wcześniej. Katie nic nie wiedziała, a ty wyłączyłaś telefon. Gdzie byłaś?
- W domu, chciałam odpocząć. Oddaj klucz, nie zaproponowałam ci byś się tu wprowadzał.
- Nie denerwuj się Królowo- mimo jej protestu ruszył ku niej obejmując pewnie w talii. – Martwiłem się, w końcu cię kocham i chce byś była bezpieczna- jej czarne oczy rozszerzyły się ze zdziwienia. – Dobrze słyszałaś – ściągnął ręcznik i z zadowoleniem oblizał wargi. Oliwkowe ciało, jędrne piersi, smukła talia oraz idealnie kształtny tyłek podniecało go jeszcze bardziej. Przeciągnął ją tak by stała do niego tyłem. -Cały dzień myślałem o tobie, jak jęczysz słodko z rozkoszy. Zerżnę cię tu i teraz, jesteś tylko moja. Masz mnie o wszystkim informować, rozumiesz?
- Przestań Sam – pociągnął ją za mokre włosy, jęknęła z bólu. -Sam to boli do cholery!
- Bo jesteś nieposłuszna- pokierował ją ku ścianie przyciskając umięśnionym ciałem.- Muszę ci przypomnieć kto tu rządzi Królowo – jedną ręką przytrzymał jej głowę dociskając do ściany, a druga rozpiął guzik oraz rozporek spodni. Nieśpiesznie opuścił je do kolan podczas gdy Elizabeth zaczęła się kręcić.
- Sam, nie chcę się teraz pieprzyca, puść mnie – zaśmiał się całując szyję kobiety.
- Mam pokazać jak bardzo cię podniecam? – bez zapowiedzi wbił w nią dwa place szybko nimi poruszając, po chwili wyjmując je podsunął do twarzy blondynki, złapał mocno jej włosy by spojrzała na jego dłoń.- I co? Jesteś mokra dla mnie. Wyliż je.- siłą zmusił by otworzyła usta.- Liż je, posmakuj swoje podniecenie.
Łza potoczyła się po policzku kobiety ale posłusznie zrobiła co kazał. Czuła jak upokorzenie rozprzestrzenia się w jej umyśle, ciało jednak przyzwyczaiło się do takiego seksu, czuła jak bardzo zaczęła reagować na niego lecz z drugiej strony naprawdę poczuła strach.
- Grzeczna. Teraz pokaże ci jak bardzo mnie rozczarowałaś swoim zachowaniem, będę ruchał cię tak długo aż będziesz miała dość, a twoja cipka nie będzie już mogła tego znieść.
Bez ostrzeżenia wszedł w nią nie zważając na komfort kobiety, ruszał szybko biodrami dociskając Elizabeth do ściany, mimo całej sytuacji zaczęła cicho jęczeć. Zaczął więc nacierać pod innym kątem stymulując ją jeszcze bardziej, doszła po chwili ale on nie przestawał, nacierał coraz mocniej łapiąc kark Elizabeth.
- Nie będziesz sobie pozwalała na takie zachowanie, rozumiesz? – przytaknęła. Pół godziny później skończył dochodząc w niej, zmęczony przytulił się do niej kocham cię- wyszeptał całując jej lśniące włosy. Elizabeth tymczasem szalała nadmiaru emocji, bolało ją całe ciało a mimo wszystko osiągnęła na początku orgazm. Mętlik w głowie nie pozwalał na logiczne myślenie, postanowiła odłożyć to na jutro, musiała być sama.
James otworzył oczy niewątpliwie była jeszcze noc, a on leżał w łóżku nie rozumiał co się dzieje, sekundę później ponowie rozległ się dźwięk jego prywatnego telefonu, mrużąc oczy spojrzał na wyświetlacz, dzwonił Al.
- Przepraszam, że tak późno ale musimy się spotkać. Jadę do ciebie, wstawaj – zakończył połączenie, a James niechętnie usiadł na łóżku pocierając twarz, była dopiero trzecia w nocy. Zaklął cicho. Miał na sobie tylko spodnie od piżamy, więc ruszył do garderoby po jakiś T-shirt. Wyszedł z sypialni, a spowity w mroku korytarz automatycznie rozbłysł przytłumionym światłem. Znajdował się w swoim apartamencie w centrum Londynu, dzięki temu mógł dzisiaj dłużej pospać, od biurowca dzieliło go tylko kilka przecznic, po wyjściu informatyka zamierzał wrócić do łóżka. Parę minut później wpuścił wysokiego chuderlawego rudzielca z masą piegów, chłopak podał mu rękę i bez zaproszenia udał się do kuchni. Otworzył lodówkę wyciągając piwo, sięgnął po otwieracz dołączony do swoich kluczy, napój przyjemnie zasyczał kiedy go otworzył i wypił spory łyk. Odstawił butelkę poprawiając okulary, wyglądał w nich jak jego ulubieniec Harry Potter. Carrington usiadł przy wyspie kuchennej na hokerze.
- Co jest?
- Mam kiepskie wiadomości- zreflektował się i wyciągnął piwo również dla Jamesa, otworzył je stawiać przed nim. – Samuel Grisham jest policjantem od prawie dziesięciu lat, wcześniej pracował w innym miasteczku. To prawdziwy skurwiel- spojrzał Jamesowi prosto w oczy kontynuując dalej. -Zadaje się z komendantem i jego kumplami , którzy robią co im się żywnie podoba. Razem od lat wyjeżdżają na polowania, wtedy bawią się w najlepsze: dziwki, narkotyki. Mają co chcą, bo chronią tyłki paru potężnym graczom. Samuel trafił do służby w Londynie ponieważ musiał zwiać, a tu miał zapewnioną opiekę i awans. Po rozstaniu z narzeczoną urządził parę burd i zatrzymań z nadużyciem siły.
- Czyli ma się za Pana świata? L- zapytał upijając piwo, czuł że ten facet jest jakiś dziwny.
- To nie wszystko...- chłopak zawahał się przez chwilę. -Jakiś czas temu znaleziono dotkliwie pobitą dziewczynę, została też zgwałcona- James zamarł, domyślił się kim była. -Tak, to jego ex narzeczona, dlatego musiał uciekać. Nie postawiono mu zarzutów, wszyscy kumple zgodnie zapewnili mu alibi.
- Nie wierzysz w jego niewinność?
- Dotarłem do paru źródeł oraz zeznań kobiety, była przez niego zastraszana, gnębiona, kilkukrotnie zgłaszała przemoc domową. Ogólnie w aktach jest nieskazitelnie czysty, aż za czysty. Podobno lubi ostro się zabawić.
- Jeśli ten skurwiel zrobi coś Lizzy to już po nim – odparł pewnie. Brunet przeczesał włosy dłonią, jego myśli skierowane były ku Elizabeth, która prawdopodobnie teraz spała koło kogoś takiego jak ten facet, zwyrodnialca lubiącego przemoc. Zacisnął dłonie w pieść, wiedział że Al uważnie śledzi każdy jego ruch. – Potrzebuję dowodów, w razie czego musimy mieć coś na niego, zleć obserwację.
- Myślisz, że Lizzy nie powinna wiedzieć?
-Na razie lepiej nie, mogłaby go czymś sprowokować, nieświadoma jest bezpieczniejsza. Chcę dostawać raport dwa razy dziennie- Al dokończył piwo, po czym zaczął się zbierać. – Dzięki.
Wymienili uściski dłoni i rudzielec sam znalazł drogę do wyjścia, obrócił się jeszcze na chwilę ściskając klamkę i powiedział:
- Nie rób nic głupiego szefie, Elizabeth to twarda babka, intuicja powie jej kiedy uciekać, a potem my się już nim zajmiemy-James tylko kiwnął głową, w duchu modląc się by już tak było, nie mógłby znieść myśli że kobieta, która zna od małego mogłaby cierpieć przez takiego człowieka.
CZYTASZ
High heels
RomansaBogaty, atrakcyjny i pewny siebie właściciel firmy nie potrafi poradzić sobie ze swoją asystentką. Elizabeth to piękna kobieta o włoskim temperamencie. Świetnie wykształcona i niezawodna jeżeli chodzi o pracę doprowadza go do szału. Czy kiedy kobiet...
