Gwendolyn
W tle huczy gdzieś muzyka, natomiast ja skupiam się na plastikowym kubku, w który chwilę temu wlałam nieco coli i wódki.
– Przyszłaś sama? – Słyszę głos tuż obok mojego ucha i w tym samym momencie czuję męską dłoń, która delikatnie sunie po mojej talii.
Obrzydlistwo.
– Nie – mówię dosyć szorstko. – Moja przyjaciółka musiała skorzystać z toalety – dodaję i modlę się, by ta wersja przeszła.
Nie mam zwyczajnie ochoty na użeranie się z jakimś nieznanym mi typem przez całą imprezę.
– Nieładnie kłamać, piękna – mruczy, znów przy moim uchu. Ten facet jest niczym natrętny komar. Szkoda, że nie mam łapki na owady. Mogłabym go pacnąć, istniałaby wtedy większa szansa, że da sobie spokój. – Wy, dziewczyny – sunie palcem w dół mojej ręki, jednocześnie patrząc mi prosto w oczy – zawsze chodzicie we dwie. Albo we trzy.
– Wow, niesamowite. Ciekawe, jak to wykminiłeś – odpowiadam z miną znudzonego mopsa. Strącam jego dłoń w momencie, w którym obiera kurs na moje udo. – Muszę iść.
Stawiam pustą szklankę na blacie i staram się odejść jak najszybciej w tę samą stronę, w którą udała się Esther.
Liczę, że natrętny (nie)komar sobie odpuści łażenie za mną i da mi spokój.
O dziwo tak się dzieje, a później nagle drętwieję.
– Nosz kurwa mać, zapomniałam wyjąć owoce z zamrażalki! – krzyczę do samej siebie.
Najpierw mi się nie chciało ruszać tyłka z łóżka. A później zajęłam się tym, że Esther przyjechała wcześniej. No i rzeczywiście wyleciało mi to z głowy.
Idę na górę po marmurowych, idealnie wypolerowanych schodach, starając się nie martwić tym, że dostanę wywód, jakim to nieodpowiedzialnym dzieckiem jestem.
Mijam po drodze jakąś parę, której najwyraźniej zamknęli przed nosem ostatni wolny pokój, bo dosłownie pożerają siebie nawzajem i mam wrażenie, że zaraz się rozbiorą. I nie będą zwracać uwagi, czy ktoś koło nich przechodzi.
Patrząc na rodzaje drzwi docieram w końcu do łazienki, która mieści się na samym końcu dosyć przestronnego korytarza.
Pociągam za klamkę, która lekko ustępuje, za co dziękuję temu na górze. Gdyby łazienka była zamknięta, to najprawdopodobniej musiałabym sikać w jakiś krzakach. Nie zamierzam się rzecz jasna zniżać do poziomu co niektórych chłopaków, którzy podlewają swoim moczem kwiatki.
Załatwiam potrzebę w mgnieniu oka, a kiedy myję ręce, to chłodna woda nieco mnie orzeźwia. Najchętniej umyłabym sobie też twarz, ale nic nie zostałoby z mojego makijażu. I znów wyglądałabym jak panda.
Wychodząc uderzam kogoś drzwiami, przez co na moment drętwieję. Dopiero po chwili sprawdzam kto został ofiarą drewna i zaskakuje mnie nieco widok dosyć trzeźwego blondyna, w dodatku nieznajomego. Na mój widok rozchyla nieco usta, jakby nie dowierzał, że widzi akurat mnie.
– Wszystko okej? – pytam, bo widzę, że nadal trzyma rękę pod żebrami. Zupełnie tak, jakby zaraz miał wrócić do rozmasowywania tego miejsca.
– Pewnie – odpowiada po chwili, nadal zdezorientowany. Zbiera się z podłogi dosyć powoli, ale nie pospieszam go.
– Jaki mamy dzisiaj dzień?
– Co? – Chłopak patrzy na mnie z jeszcze bardziej zdezorientowaną miną niż chwilę temu.
– Jajco. Pytałam, jaki mamy dzisiaj dzień – powtarzam się.
CZYTASZ
Roses[zawieszone]
Romance"Razem z różami ofiarował mi swoje serce." Jak wiele znaczy miłość w starciu z czasem, który biegnie szybciej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać? Cóż, przedstawiam Wam bohaterów, którzy rozegrają z nim bitwę na śmierć i życie. Cillian wraca do...
![Roses[zawieszone]](https://img.wattpad.com/cover/316642755-64-k149619.jpg)