Ciąd dalszy,, Ogródek "
Od niespodzianki w ogródku Wukonga minęło 24 godziny. Noc była bezchmurna i cicha. No, może nie aż tak cicha bo ruda małpa wrzeszczała w swoim ogródku.
-No, pokaż się kreciku. Będziesz mi brzoskwinki podpieprzał? Już ja ci pokażę. A kiedyś cię znajdę, znajdę cię. A w końcu znajdę, ołjea. No chodź pogramy razem w golfa. Twoją głoową. Ty mały skretasynu ty jeszcze zobaczysz na co stać króla. Czczcz, al alfa jak mnie słyszysz? - mówił król do łokitoki, jednak odpowiedź nie nadchodziła. - Czczcz, al alfa jak mnie słyszysz? - odpowiedź wciąż nie nadchodziła. - Makak do chorely! Jesteś tam czy nie?!
-No jestem, jestem. - odpowiedział mu głos z urządzenia.
-Dlaczego się nie odzyważ?
-Bo nie taką ksywkę chciałem.
-Matko, znowu?
-Mówiłem, że chce być tęczowym kucykiem a nie jakąś tam głupią alfą.
-Ja jestem kucyk a ty alfa, koniec kropka. A teraz mów! Widzisz gdzieś tego kreta?
-Wukong nic nie widzę prucz ciebie w szlafroku.
-Co?! Chcesz powiedzieć że mam gruby zad?!
-Chce powiedzieć, że widzę tylko ciebie
-Toż chorela jasna! 12 hektarów podwórka a ty widzisz tylko i wyłącznie moją grubą dupę?!
-Jak będziesz się tak wydzierać to spłoszysz tego kreta.
-No i dobrze, jak se będę chciał krzyczeć to se będę krzyczeć! To jest moje podwórko i będę sobie robił na nim co chce! Na swoim podwórku mogę sobie nawet ściągnąć majtki.
Nim czarna małpa zdążyła coś powiedzieć. Wukong już wywijał swoimi gaciami nad głową. Nagle coś zaczęło szeleścić w krzakach, spanikowany Wukong nie wiedząc co zrobić wskoczył w najbliższe krzaki. Po chwili Makak usłyszał jęk bólu z łokitoki.
-Wukong wszystko dobrze? - spytał zmartwiony sześciouch.
-Nie. Chyba mam kolce w dupie. - odpowiedział głos z urządzenia.
Makak lekko parsknął śmiechem po czym spojrzał kto wyłania się z krzaków. Ku jemu zdziwieniu to nie był kret tylko demony-Jin i Yin.
-Ty, Wukong znalazłem naszego kreta. - powiedział Makak.
-To super tylko że nie mogę wstać po mam gałąź w tyłku. - odpowiedział mu głos jego kochanka.
-Chorela. Wukong z tobą to zawsze coś.
Makak musiał jakoś ogarnąć sytuację, więc szturchnął śpiącego MK'a.
-Co się dzieje?! Jest kret?! - spytał zaspany nastolatek.
-Jest tylko nie kret a demon i to dwa.
-Jakie demony i co demony mają wspólnego z brzoskwiniami
Monkey king'a?
-Po pierwsze to te debile co cię w tej tykwie zamknęły a po drugie chuj wie, może chciały go tak po prostu wkurzyć. Zresztą teraz mamy większy problem bo ten rudy debil utknął w krzakach z gałęzią w tyłku.
-Więc co robimy?
-Proste, ty ich pogonisz a ja pomogę temu rudemu durniowi. Pasuje?
MK zamiast odpowiedzieć, wyskoczył przez okno jako wilk i rzucił się na demony, które gdy tylko go zauważyły zaczęły uciekać ile sił w nogach. Makak patrzył na ten widok z dumą, jednak gdy zobaczył szeleszczący krzak szybko do niego podbiegł i pomógł królowi z gałęzią. Oboje patrzyli na swojego syna ze łzami dumy. W końcu Jin i Yin zmęczeni ucieczką padli przed małpami na kolana.
-Prosimy! Pozwólcie nam odejść! - błagali w tym samym czasie.
-Najpierw powiedzcie po jakie licho były wam potrzebne moje brzoskwinie?! - spytał wkórzony rudzielec.
-No bo chcieliśmy być nieśmiertelni ale ciągle trafialiśmy na zwykłe brzoskwinie zamiast na magiczne.
-Ale wy wiecie, że ja mam same zwykłe brzoskwinie? Tak?
-Co?! To gdzie znajdziemy te magiczne?!
-Myślę, że mogę wam pomóc. - wtrącił się Makak i otworzył portal pod demonami, które od razu w niego wpadły.
-Ale to jest wysypisko! - krzyknęły demony z portalu.
-O to chodziło! - odkrzyknął im Makak po czym zamknął swój portal. - Dobra nie wiem jak wy ale ja idę wypić sobie zsiadłe mleko o smaku mango.
-Ja chcę sok z brzoskwiń! - dołączył do niego Monkey king.
-A ja serową jebatkę! - doszedł do nich MK.
-Mówi się herbatkę a nie jebatkę. - poprawił go Makak po czym cała trójka poszła do domu.
KONIEC🍑
CZYTASZ
Małpi kabaret
HumorA oto śmieszne opowiadanka z nawiązaniem do Monkie kid. Uwaga! Opowiadania będę raz krutsze i raz dłuższe, mogą się w nich pojawić wulgaryzmy i niektóre z nich są talksami. Tak czy siak miłego czytania 😊
