☆:*'¨'*:..:*'¨'*:.☆
Z samego rana, o równej czwartej, pod mój dom podjechał Axel, swoim wozem. Siedział za kierownicą, a zaraz obok niego, mój brat. Pożegnałam moją ledwo przytomną mamę, która postanowiła mnie odprowadzić pod sam samochód, po czym wsiadłam do pojazdu trzymając w rękach swoją torbę. Zapięłam pas i przywitałam się z chłopakami.
- Teraz zgarniamy Allison, później chłopaków i Maye, tak? - Axel odjechał spod mojego domu.
- Tak. A ile mniej więcej będziemy jechać nad to jezioro? - spytałam, wyjmując z torby żelki.
- Około pięć godzin.
- No chyba, że wielmożny książę będzie zatrzymywać się na siku co dwadzieścia minut. - Jake wywrócił oczami poirytowany.
- Spróbuj mi tylko słowem pisnąć, że chcesz się załatwić, to wywalę cię z samochodu. - blondyn zmrużył oczy, a ja zaśmiałam się.
Zachowywali się jak stare, dobre małżeństwo. Było jeszcze strasznie wcześnie i byłam okropnie zmęczona, więc postanowiłam założyć słuchawki i zdrzemnąć się. Już po chwili zasnęłam, a kiedy się przebudziłam, obok mnie siedziała już moja blondwłosa przyjaciółka. Uśmiechnęłam się do niej zaspana i przetarłam oczy.
- Będzie ktoś jeszcze? - Allison okryła się swoim różowym puchatym kocem.
- Nie, chyba że w trakcie dołączą do nas właściciele domku obok. - wzruszył ramionami Axel. - Ale raczej w to wątpię, więc będziemy raczej tylko my.
- Macie alkohol? - spojrzałam na nich.
- Nie tylko to, skarbie. - wyszczerzył się mój brat. - Ale zioła nie dostaniesz, szczylu.
Przewróciłam oczami. Wyjrzałam za okno, poznając drogę prowadzącą do domu bliźniaków, w którym nocowali Georg i Gustav. Już po chwili samochód zatrzymał się przed ich domem. Cała czwórka stała już na podjeździe. Wszyscy po kolei wchodzili do auta. Allison przeniosła się na tył i usiadła tam razem z Georgiem i Gustavem, o którego oparła się. Miejsce obok mnie zajął Bill, a obok niego usiadł jego bliźniak. Wszyscy wyglądali, jakby wstali dziesięć minut temu. Czarnowłosy uśmiechnął się do mnie zmęczony i oparł głowę o oparcie fotela. Był w spodniach z piżamy i jakiejś czarnej bluzie. Tom rozłożył się na swoim fotelu jak żaba na liściu i założył na oczy opaskę, po czym zadowolony poszedł spać.
- Podekscytowana? - spytał w końcu mój ulubiony męski głos.
- Niby czym? - zerknęłam na chłopaka.
- Tym, że będziesz bawić się z Billem Kaulitzem i jego zespołem w jakimś domku z dala od ludzi? - zaśmiał się Bill.
- Masz zdecydowanie za wysokie ego. - westchnęłam i oparłam głowę o jego ramię.
- No i co się tak do mnie kleisz? - uśmiechnął się lekko, kładąc swoją głowę na moją.
- Zamknij się. - mruknęłam i zamknęłam oczy.
Następne trzy godziny drogi spędziłam na spaniu na ramieniu czarnowłosego. Obudziłam się dopiero na postoju, który musiał zrobić Axel. Otworzyłam ociężałe powieki i ziewnęłam. Rozejrzałam się po busie. Wszyscy spali, oprócz Mayi którą najwidoczniej zgarnął blondyn kiedy spałam. Słuchałam muzyki i wyglądała przez okno, jedząc przy tym chrupki. Za to chłopak siedzący obok mnie spał w najlepsze. Starałam się go nie obudzić. Wyjęłam z kieszeni bluzy telefon i odpisałam mamie, że jesteśmy już w połowie drogi.
CZYTASZ
'through the monsoon' || Bill Kaulitz fanfiction
Fanfiction"...I kiedy zatracam siebie, myślę o Tobie, Razem pobiegniemy do nowych miejsc, I nic mnie nie powstrzyma od powrotu do ciebie..." (odnowiona wersja opowiadania z sq)
