☆:*'¨'*:..:*'¨'*:.☆
pov maya
Obudziłam się z dużym bólem głowy. W pomieszczeniu w którym się znajdowałam czuć było zapach zioła, alkoholu i męskich perfum, które zdecydowanie nie należały do Michaela. Podniosłam się do siadu i przetarłam twarz dłońmi. Niewiele pamiętałam z poprzedniego wieczoru, poza tym, że Michael na mnie nawrzeszczał i jakiś nieznajomy mi chłopak przyłożył mu w twarz. Zdecydowanie powinnam była zerwać z tym kretynem już dawno temu, jednak nigdy nie miałam na to wystarczająco dużo odwagi.
Zmęczona rozejrzałam się po pokoju. Po chwili przypomniałam sobie, że jest to sypialnia rodziców Georga, mojego znajomego ze szkoły muzycznej. Spuściłam wzrok i zauważyłam, że większość moich ubrań nie znajdowała się na mnie, a gdzieś w rogu łóżka, razem z ciuchami jakiegoś chłopaka. Zamarłam i obróciłam głowę w stronę śpiącego jeszcze osobnika. Miał dredy i kolczyk w wardze. Nie miał na sobie koszulki, przez co widziałam jego gołą klatkę piersiową, która była naprawdę niczego sobie. Zdezorientowana wstałam z łóżka i chwiejnym krokiem skierowałam się w stronę drzwi łazienki. Weszłam do środka i spojrzałam w lustro. Moje czarne włosy były powykręcane w każdą możliwą stronę, o grzywce nie wspominając. Mój imprezowy makijaż, którego zrobienie zajęło mi wczoraj dobre dwie godziny, aktualnie nie istniał. Otworzyłam szufladę znajdującą się pod umywalką i wyjęłam z niej waciki i płyn micelarny, po czym zabrałam się za oczyszczanie mojej twarzy. Następnie ściągnęłam z siebie bieliznę i wskoczyłam pod prysznic. Przymknęłam oczy i oddałam się chwili. Po odświeżeniu się sięgnęłam po jakikolwiek ręcznik i wytarłam się szybko, po czym założyłam swoje ubrania. Wyszłam z łazienki i wróciłam do pokoju, w którym chłopak z którym spędziłam noc już nie spał. Spojrzał w moją stronę i zmarszczył brwi. Nie odezwał się do mnie słowem, próbując ogarnąć w jakiej sytuacji się właśnie znalazł. Przejechał po mnie wzrokiem, a następnie przyjrzał się moim nogom.
- Masz jakiś fetysz, czy co? - prychnęłam i zaczęłam zbierać z pokoju swoje rzeczy.
- Masz bardzo ładne nogi. - przeciągnął się. - Maya, dobrze pamiętam?
- Brawo, zapamiętałeś moje imię. - wywróciłam oczami. - Gratuluję czy coś.
- Nie bądź niemiła, wczoraj zachowywałaś się całkiem inaczej. - mruknął i ponownie położył głowę na poduszce.
- Czy my się przeruchaliśmy? - spytałam wprost.
- Nie, nie robię tego na pierwszej randce. - zaśmiał się.
Wywróciłam oczami i mimowolnie uśmiechnęłam się pod nosem.
- Ale zrobiłem ci minetę. - uśmiechnął się flirciarsko, a ja zarumieniłam się tak mocno, jak nigdy dotąd.
- Jesteś głupi. Mam chłopaka!
- Tego szmaciarza który wczoraj chciał zrobić ci krzywdę i zwyzywał mojego brata od pedałów? No powiem ci że niezły ten twój chłopak. - prychnął.
- Nic o nim nie wiesz.
- Wiem to, że gdybym wtedy za wami nie poszedł mógłby coś ci zrobić. Nie broń tego palanta.
- Nie bronię go!
- Właśnie że bronisz. - wywrócił oczami i wstał z łóżka. - Jesteś zbyt fajną dziewczyną dla takiego nieudacznika. Z całą pewnością jest mnóstwo chłopaków którzy daliby wszystko za to, żeby z tobą chodzić.
- Nie mam zamiaru słuchać się chłopaka, który najpierw mnie zjarał, a potem użył języka do sprośnych czynów. - chłopak zaśmiał się słysząc moje słowa.
- Taka jesteś? A ja chciałem cię podwieźć do domu. - pokiwał głową i zabrał się za zakładanie spodni.
- Nie potrzebuję szofera, dam sobie radę. - mruknęłam i poprawiłam spódniczkę.
- Mogę przynajmniej dostać twój numer? - zerknął na mnie.
- Po co ci? - uniosłam brew.
- No nie wiem, może po to, żebyś mogła po mnie kiedyś zadzwonić, kiedy potrzebowałabyś prawdziwego mężczyzny?
Wywróciłam oczami.
- Jesteś okropny.
- I bardzo przystojny. - wyszczerzył się chłopak.
Nie miałam już siły na dalsze kłótnie z chłopakiem. Wyjęłam telefon z kieszeni i podałam mu swój numer, a chłopak w błyskawicznym tempie zapisał go sobie w swoim telefonie. Następnie sam podyktował mi swój numer, który niechętnie zapisałam. Wyszłam z pokoju bez pożegnania i skierowałam się do wyjścia z domu. Wszędzie walały się kubki po napojach i puszki po piwie. Wyszłam z domu i poczułam na skórze nieprzyjemnie chłodne powietrze. Mruknęłam niezadowolona pod nosem, żałując że poprzedniego wieczoru nie wzięłam z domu czegoś cieplejszego. Po chwili spaceru, podjechał do mnie samochód, a szyba po stronie kierowcy opadła.
- Na pewno cię nie podwieźć? - spytał najbardziej upierdliwy głos na świecie.
- Poradzę sobie. - szłam dalej przed siebie, ale auto jechało za mną.
- Wskakuj idiotko, podwiozę cię. Już nie zgrywaj takiej zimnej suki.
- Daj mi spokój. - warknęłam.
- Jesteś tego pewna?
- Tak. - starałam się go spławić.
Ku mojemu nieszczęściu, poczułam jak krople wody powoli zaczynają kapać na mnie z góry. Cholerny deszcz.
- Dobra, jak sobie chcesz. - chłopak wzruszył ramionami i powoli zaczął zasuwać okno.
- Zaczekaj! Ugh, pojadę z tobą.
Tom uśmiechnął się i zatrzymał samochód, żebym mogła wejść do środka. Szybko usiadłam na miejscu pasażera i zapięłam pasy. Cieszyłam się, że jednak zgodziłam się żeby chłopak mnie podwiózł, ponieważ deszcz zaczął padać naprawdę mocno. Oparłam głowę o szybę i podałam chłopakowi adres, na który od razu pojechał. Nie odzywaliśmy się do siebie za wiele. Każdą próbę zaczęcia nowego tematu przez chłopaka, szybko ignorowałam. Byłam zmęczona i źle się czułam. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju i wskoczyć do swojego łóżka. Przymknęłam oczy, które otworzyłam dopiero po tym, jak Tom oznajmił że jesteśmy na miejscu.
- A co dostanę w nagrodę? - spytał, kiedy już wychodziłam.
- Możesz dostać w mordę, pasuje ci? - uśmiechnęłam się szeroko.
- Wiesz co, chyba jednak nie skorzystam. - też się uśmiechnął, po czym odjechał.
Weszłam schodami na trzecie piętro bloku i weszłam do swojego mieszkania. Ściągnęłam buty i ruszyłam w stronę swojego pokoju. Moje mieszkanie było puste. Rodzice często wyjeżdżali za granicę z powodu pracy i zostawiali mnie samą. Wcale mi to nie przeszkadzało, bardzo lubiłam spędzać czas w swoim mieszkaniu sama, a kiedy chciałam pobyć z ludźmi, szłam na imprezę. Przebrałam się szybko w coś bardziej wygodnego i wskoczyłam do łóżka. Zamknęłam oczy i ignorując wszystko, zasnęłam.
CZYTASZ
'through the monsoon' || Bill Kaulitz fanfiction
Fanfiction"...I kiedy zatracam siebie, myślę o Tobie, Razem pobiegniemy do nowych miejsc, I nic mnie nie powstrzyma od powrotu do ciebie..." (odnowiona wersja opowiadania z sq)
