Claire
Minęły dwa tygodnie od urodzin Jacka, festynu w sierocińcu, ucieczki mojej mamy i mojego powiedzenia "tak". Nie, Xavier mi się nie oświadczył, ale zaproponował abym pojechała z nim w trasę koncertową po całych stanach. Nie myślałam ani chwili nad odpowiedzią, bo znałam ją już za nim zdążył się mnie o coś zapytać.
Te dwa tygodnie były bolesne, pracowite i ciekawe. Coraz częściej zjawiałam się w sierocińcu, bo odkąd dowiedziałam się o warunkach w jakich żył brat Xavier'a poczułam, że jestem tym dzieciakom potrzebna jeszcze bardziej. Prawdę mówiąc przesiadywałam tam prawie cały czas. Grałam w karty, bawiłam się lalkami i samochodzikami, rysowałam, uczyłam ich czytać, gotowałam, piekłam z nimi babeczki i bawiłam się w chowanego. I nigdy nie czułam się tak szczęśliwa, jak w chwili, gdy słyszałam ich śmiech.
Bo tylko tak mogłam im dodać wsparcia i dać trochę miłości. Bo te dzieciaki w szczególności na nią zasługiwały.
Niestety mój czas z Xavierem był mocno ograniczony, bo chłopak skupił się na ostatnich próbach i przygotowaniach do trzymiesięcznej trasy koncertowej, na którą jadę razem z nim. Ekscytacja sięgała zenitu od momentu, gdy tylko dowiedziałam się, że będę mogła odwiedzić każdy zakątek USA wraz z chłopakiem, którego kochałam ponad życie.
Z każdym kolejnym dniem upewniałam się, że to jest ten właściwy mężczyzna, codziennie coraz bardziej czułam, że moje uczucie co do niego staję się silniejsze i nic nigdy nie będzie w stanie sprawić, że ulegnie zmianie. Bo teraz byłam już pewna, że moje serce w całości należy do niego.
Jeszcze do niedawna mnie i Xavier'a łączyła cienka linka, która podtrzymywała nasze dziwne i skomplikowane uczucia. Jednak teraz byłam pewna, że ta linka stała się liną. Grubą, niezniszczalną liną, której nic nie pokona. Łączyło nas coś silnego, coś co większość obcych osób nawet nie zrozumie. Darzyliśmy się specyficznym uczuciem, które rozumieliśmy tylko my.
To uczucie było po prostu takie nasze. Tylko nasze.
Otworzyłam powieki od razu, gdy do pokoju wpadły pierwsze promienie lipcowego, prawie sierpniowego słońca. Czas leciał mi nieubłaganie szybko, a co za tym szło - stawałam się coraz starsza, dojrzalsza i odpowiedzialniejsza. Właśnie tego dnia dwadzieścia lat temu wyszłam na świat z donośnym rykiem, który echem niósł się po szpitalnych ścianach.
Dwudzieste urodziny. Wow. Można myśleć, że są to urodziny jak urodziny i nic w nich specjalnego, ale w tych akurat jest. Jedynka z przodu zmienia mi się na dwójkę i nie jestem już nastolatką. Teraz jestem - mentalnie pięciolatkiem ukrytym w ciele dwudziestoletniej kobiety. Wciąż nie dociera do mnie to, że przeżyłam na tym świecie dwadzieścia lat. Abstrakcja.
Z szerokim uśmiechem na ustach, wstałam z łóżka i ruszam do łazienki wziąć orzeźwiający prysznic. Chłodna woda orzeźwiła moje ciało i zbudziła zaspane mięśnie. Ubrałam na siebie białą sukienkę w niebieskie różyczki z bufiastymi krótkimi rękawkami, które opadały mi na ramiona. Moje obojczyki były idealnie uwydatnione przez kwadratowy dekolt. Sukienka sięgała mi do kostek, a do uda sięgało rozcięcie. Czułam się jak księżniczka wyjęta prosto z bajki Disneya.
Na nogi wciągnęłam moje białe Conversy, a całość oblałam moim malinowo waniliowym perfum, który - jak wcześniej podejrzewałam - był kompletną zapachową obsesją Xavier'a. Rzęsy podkręciłam zalotką i potraktowałam je tuszem, policzki podkreśliłam bronzerem i dodałam delikatnego różu, a brwi wyczesałam szczoteczką. Włosom pozwoliłam swobodnie opaść na ramiona.
Zadowolona i szczęśliwa zbiegłam po schodach na parter.
— Sto lat, sto lat, niech żyje żyje nam, niech żyję nam! A kto? Moja najpiękniejsza córeczka! — krzyknął mój tata, wyskakując zza rogu z tortem w ręku. Uśmiech mimowolnie wpłynął na moje wargi. — Wesołych dwudziestych urodzin, kochanie — wyszeptał, wystawiając w moją stronę tort z odpalonymi dwudziestoma małymi świeczkami.
CZYTASZ
Ethereal Destiny
Любовные романыKażdy z nas kiedyś przeszedł przez coś, co go doszczętnie zniszczyło. Jeśli nie, to najgorsze przed tobą. ;) fragment książki: - Dlaczego mnie nie pokochasz? - Bo nie jesteś nim.
