Claire
Tydzień. Siedem jebanych dni poza granicami swojego państwa, swojego domu, swojego prywatnego życia, które do niedawna było spokojne. Teraz nie mogłam powiedzieć tego samego. Teraz wszystko było inne.
Spędziłam siedem dni w domu mojej babci. Rozmawiałam z nią, śmiałam się, grałam w pokera i piekłam. Dużo piekłam. Nabywałam nowe zdolności, które ona uważała za niezbędne w życiu kobiety. Nawiązałyśmy wspólny język i wszystko było naprawdę przyjemne. Nie mogłam tego samego powiedzieć o ojcu Cassidy, który wrócił do swojego domu w Londynie, tuż po pierwszym dniu. Trochę porozmawialiśmy, opowiedział mi o swoim życiu i dowiedziałam się, że mieszka sam z siedmioma psami. I to nie byle jakimi. Miał dwa Nowofundlandy, dwa Labradory, Owczarka niemieckiego i dwa miniaturki Yorków. Mimo to, że stracił żonę trzy lata temu, nie dołowało go życie w samotności. Wręcz przeciwnie, odebrałam wrażenie jakby w samotności żyło mu się lepiej.
Tego dnia mieliśmy już wrócić do Ameryki. Do domu. Ale jeszcze zanim to miało nadejść, czekały mnie odwiedziny mojej matki. Biologicznej, prawdziwej mamy. Miałam to zrobić od razu pierwszego dnia i wrócić z powrotem do Panama City, ale Eliza miała co do nas inne plany. Tata cały czas, gdzieś znikał dając mi chyba czas na poznanie historii życia mojej babci i tego jak bardzo cieszyła się, że zostanie babcią. Cieszyła się do czasu, aż mój tata nie oświadczył jej, że ma zakaz kontaktu ze mną.
Byłam w całkowitym szoku, gdy opowiedziała mi, że co roku w moje urodziny piekła inny tort i na maila dostawała moje zdjęcie. Pokazała mi album. Mały album, w którym było tylko dwadzieścia moich zdjęć. Ten dzień, gdy miałam roczek i leżałam na kanapie jeszcze w tym domu. Ten dzień, gdy miałam dwa lata i tata postanowił usmarować mi całą twarz czekoladą. I zdjęcie, gdy obchodziłam trzecie urodziny, czwarte, piąte i każde kolejne. Przy każdym ze zdjęć babcia pozostawiała krótką notkę. Ale tylko jedna zapadła mi w pamięć.
"Miłość to, gdy naiwnie czekasz na powrót osoby, która nie ma o tobie pojęcia.
Ja darzę ciebie miłością, Claire, chociaż nie wiesz, że istnieję.
Twoja babcia, która zawsze będzie na ciebie czekać. Nawet po drugiej stronie."
Byłam pewna, że te słowa nigdy nie ujdą z mojej pamięci. Wryły się tam jak tatuaż.
Naciągnęłam na siebie bluzę, jedyną, którą zabrałam ze sobą z Florydy. Pogoda w Anglii nie rozpieszczała i przez ten tydzień byłam tego świadkiem. Poprawiłam nogawki swoich niebieskich jeansów i westchnęłam bezsilnie, żałując, że nie wzięłam ze sobą kosmetyków. Wtedy byłoby mi łatwiej. Pod warstwą tapety, którą mogłabym przykryć wszystkie towarzyszące mi emocje.
— Gotowa? — uśmiechnięta kobieta, stanęła w progu mojego tymczasowego pokoju na piętrze.
Na ramieniu przerzucony miała biały ręcznik w kolorowe motylki. Jej nogi przykryte były pod granatowymi spodniami dresowymi, do których chyba w komplecie miała granatową bluzę, która odziewała jej górną partię ciała. Nie wyglądała na sześćdziesięciodwuletnią kobietę, a raczej na czterdziestoletnią sportsmenkę.
— Bardziej już nie będę — odparłam, uśmiechając się i łapiąc za rączkę mojej walizki.
— Dasz radę. Jesteś silna, kochanie — podniosła mnie na duchu, pocierając kojąco moje ramię.
Zeszłam na dół, gdzie przez okno ukazujące widok na werandę, widziałam mojego tatę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie palił papierosa. Mój tata nienawidził tego. Nienawidził tytoniu i alkoholu. Od obu rzeczy stronił i uciekał tak daleko, jak tylko się dało.
— Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że on przeżył to wszystko bardziej niż ty — skwitowała kobieta, wpatrując się w to samo miejsce gdzie ja.
CZYTASZ
Ethereal Destiny
RomanceKażdy z nas kiedyś przeszedł przez coś, co go doszczętnie zniszczyło. Jeśli nie, to najgorsze przed tobą. ;) fragment książki: - Dlaczego mnie nie pokochasz? - Bo nie jesteś nim.
