Xavier
— Już tęsknię — powiedziałem, zaczesując włosy brunetki za ucho. Spojrzałem za nią, gdzie w oknie bacznie przyglądał się nam jej ojciec.
— Nie przesadzaj — prychnęła, wtulając twarz w moją dłoń.
— Chyba jesteś wystarczająco dorosła, abym mógł cię pocałować na oczach twojego ojca? — bardziej zapytałem, niż stwierdziłem, przybliżając swoją twarz do jej.
— Tak czułam, że będzie na nas patrzył — przewróciła oczami, stając na palcach i łącząc nasze usta w czułym pocałunku.
Pełnym uczuć, niewypowiedzianych słów i... miłości. Takiej, której jeszcze żadnej z nas nie zaznało. Miłości, którą zrozumieliśmy podczas tych trzech miesięcy. Miłości, która była tylko nasza.
Palce dziewczyny błądziły w moich włosach, a moje dłonie na oślep przemierzały jej ciało. Przez cały ten czas zdążyłem się nauczyć struktury jej idealnej figury. Wiedziałem, że na brzuchu tuż obok pępka ma pieprzyk, a na biodrze bliznę, którą nabyła jeszcze, gdy była małym dzieciakiem. Znałem każdy skrawek jej skóry na pamięć. I gdyby ktoś poprosił mnie, abym namalował ją, nie patrząc na nią, zrobił bym to nawet z zamkniętymi oczami.
— Uważaj na siebie — powiedziała, napierając dłonią na mój tors.
Skinąłem głową i po krótkim pożegnaniu, odeszliśmy w przeciwne strony. Ja wsiadłem do samochodu, a Claire weszła do domu, w którym czekał na nią zniecierpliwiony tata.
Nie wiedziałem czy ona się cieszy, że już wróciła, czy wręcz przeciwnie, bo całą drogę była jakaś dziwna. Prawdę mówiąc, jej dziwne zachowanie pojawiło się już z dobry miesiąc temu, ale nie przykuwałem do tego zbytniej uwagi. Zrzuciłem to na długi pobyt poza domem, albo złe samopoczucie. Jaki byłem głupi, aby tego nie zauważyć.
Claire mało mówiła, a zazwyczaj kochała opowiadać. Mało się śmiała, a nie śmieszyły jej nawet głupie teksty Josha. Nie malowała się, a wiedziałem, że bez tego czuła się cholernie niekomfortowo. Coś się działo i ja o tym nie wiedziałem. Nie zwierzyła mi się. Udawała, że wszystko jest okej, a mimo to w środku niej coś ze sobą walczyło.
— Ale ty się potulny przy niej zrobiłeś — skwitował Josh, który przyglądał się swoimi wypolerowanym paznokciom. — Nawet się nie wkurwiasz na Ellie!
Dokładnie tak, ten idiota dał się namówić Ellie i Claire na domowy manicure. A w dodatku był z siebie bardzo dumny, że dał się na to namówić.
— Dziś się to zmieni — mruknęła rudowłosa, która zajęła miejsce w naszym samochodzie podczas drogi powrotnej, bo nawiązała z Claire taką więź, że nie odstępowała jej na krok. Jednak tym razem nie pogadały za dużo, bo Claire była małomówna, a Ellie nie naciskała.
Spojrzałem podejrzliwie na kobietę, a ta wzruszyła ramionami i odwróciła wzrok. Wiedziałem o co jej chodzi. Czułem to i chciałem odwlekać tą rozmowę tak bardzo, jak tylko się dało. Nie chciałem podejmować decyzji. Nienawidziłem tego. Czułem, że wtedy wszystko zależy ode mnie, a ja nie chciałem żeby tak było. Nie lubiłem brać na siebie odpowiedzialności, bo bałem się dalszych konsekwencji.
Josh jakby zawstydzony odzywką Ellie, odwrócił się do przodu i całą drogę do hotelu za miastem się już nie odezwał. Każdy z nas pogrążył się we własnych myślach. Ale tylko ja i Ellie baliśmy się swoich własnych. Oboje myśleliśmy o tym samym i obu nas to przerażało. Ona wiedziała co muszę zrobić, a ja wiedziałem, że nie mogę tego zrobić.
Nie chciałem znowu łamać serca. Tym razem nie tylko Claire ale również sobie. Nie byłem na to gotowy. Nie chciałem żyć każdego dnia z myślą, że pozwoliłem tej dziewczynie mi zaufać, a po chwili zawiodłem. Ta myśl by mnie niszczyła. Każdego dnia zjadała by mnie od środka, aż w końcu bym umarł. Umarł z miłości do odpowiedniej kobiety.
CZYTASZ
Ethereal Destiny
RomanceKażdy z nas kiedyś przeszedł przez coś, co go doszczętnie zniszczyło. Jeśli nie, to najgorsze przed tobą. ;) fragment książki: - Dlaczego mnie nie pokochasz? - Bo nie jesteś nim.
