Rozdział 23

354 23 3
                                        

Xavier

Obudziłem się, a moją głowę od razu zaatakowały te złe wspomnienia ze wczorajszego dnia. Wolałbym się budzić z myślą, że wczorajszy dzień spędzony z Claire będzie mnie prześladował za każdym razem, powodując uśmiech na mojej twarzy, a tymczasem budziłem się przez ciągle dudniące w mojej głowie słowa Ellie.

"Musisz to zrobić."

Gówno. Nic nie muszę, a jej słowa nie powinny być dla mnie tak cholernie istotne. A jednak jakaś cząstka mnie wciąż żyła rozkazami tej kobiety. Jedyne co musiałem to nie pozwolić Ellie zawładnąć moim umysłem i żyć według własnych zasad i reguł, które sam sobie ustaliłem. Ta kobieta miała wypełniać tylko swoje obowiązki, a nie podejmować za mnie decyzję.

Musiałem jej szybko przypomnieć kto tutaj ma władzę, a kto wykonuje polecenia, bo najwidoczniej, mocno się zagalopowała i nie zdążyła wyhamować.

Zwlokłem się leniwie z łóżka i poszedłem do łazienki wciąć szybki prysznic. Ekscytacja zawładnęła mną w całości, gdy przypomniałem sobie, że spędzę z Claire następne trzy miesiące. Cieszyłem się, że moją trasę koncertową będę mógł spędzić z tą dziewczyną u boku.

Ona dodawała mi siły i chęci do dalszych działań. Wzbudzała we mnie wszystko co najlepsze, a w dodatku sprawiała, że w moim brzuchu ciągle tańczyły motyle. Jej niewinne ruchy, które robiąc nie zdawała sobie sprawy, że mają na mnie tak wielki wpływ. Jej gesty i sama niewinność powodowały, że mogłem być na każde zawołanie.

Stałem się przy niej potulnym pieskiem i nie chciałem, aby ktokolwiek to zmienił. Dla niej mogłem być psem, który przybiegnie na każde zawołanie. Claire Flores miała nade mną całkowitą władzę i gdyby powiedziała, że mam skończyć z muzyką, zrobiłbym to bezmyślnie. Bo ta dziewczyna stała się dla mnie najważniejsza. W każdym aspekcie życia.

Wciągnąłem na siebie szare dresy, białą koszulkę i szarą bluzę od dresowego kompletu, a na głowę wsunąłem czarną czapkę z daszkiem. Spojrzałem na apartament, w którym panowała już kompletna pustka, bo gdy zakończę trasę, będę już w innym hotelu. Robiłem tak za każdym razem.

Każda trasa koncertowa była dla mnie inna, bo podczas każdej z nich spałem w innym miejscu. Spędzałem czas inaczej i wszystko po prostu było inne. Nie chciałem przywiązywać się do miejsc, bo było to dla mnie absolutną głupotą. Chciałem odwiedzić każdy możliwy hotel w całych pieprzonych Stanach Zjednoczonych. Lubiłem poznawać nowe miejsca i nabierać nowych doświadczeń oraz zyskiwać nowe wspomnienia. A nowe miejsca, w których się znajdowałem, znacznie mi to ułatwiały.

— Gotowy? — usłyszałem głos swojego managera.

Odwróciłem się w stronę Josha, który ubrany w granatowy dres i czerwoną czapkę z daszkiem, stał oparty o futrynę drzwi mojego - starego już - pokoju.

— A jakżeby inaczej. — Mruknąłem, ostatni raz rozglądając się po pomieszczeniu.

— Twoja princessa już czeka? — zapytał, a ja wzruszyłem ramionami. — Chcę ją w końcu poznać, grzeb się szybciej — jęknął.

— Co jeśli cię nie polubi? Albo będzie się czuła niekomfortowo w naszym towarzystwie? — rozmyślałem, czując jak nagle narasta we mnie stres.

— Mnie się nie da nie lubić, złotko — puścił do mnie oczko, a po chwili znalazł się przy mnie i zarzucił swoją rękę na moje ramię.

— Błagam nie rzucaj do niej takimi tekstami.

— A bo co? — spytał z pretensjami. — Taki mój styl życia. I spokojnie, misiaczku prosiaczku, na pewno mnie pokocha.

Westchnąłem bezsilnie i pokiwałem głową, nadal nie rozumiejąc co ten człowiek robi w moim życiu, a co więcej co wyprawia na stanowisku managera. Do tej pory nie miałem pojęcia co mnie podkusiło, aby brać go do tej branży, ale czułem, że właśnie kogoś takiego tutaj potrzebowałem.

Ethereal DestinyOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz