______________
- Możesz iść trochę ciszej? Zaraz wszystkich obudzisz - Marius miał wyraźnie dość zachowania swojego chłopaka, który po raz kolejny musiał tego wieczora mieć przelotny romans z alkoholem.
- To nie ja idę, to Ty mnie prowadzisz - idąc co chwilę się chwiał, co wcale nie ułatwiało to wykonanie zadania przez Lindvika.
- Gdybyś się nie schlał w cztery dupy, to nie musiałbym Ciebie prowadzić jak dziecka w nocy do toalety po ciemku.
- Dziecka powiadasz? Mógłbym Ci przypomnieć, kto z naszej dwójki nim bardziej jest.
- Tym razem to Ty nim jesteś. Jak mogłeś mi to zrobić? Kolejne wyjście z chłopakami zakończone w ten sposób? Nie możecie chociaż raz w życiu zachować się racjonalnie i wrócić na trzeźwo?
- Świętowanie bez alkoholu, to nie jest świętowanie. Tak samo jak impreza bez dziewczyn - zaśmiał się, drażniąc tym jeszcze bardziej Mariusa.
- Z pewnością masz na nie ochotę.
- Na co? Na dziewczyny, czy na alkohol?
- Teraz to najlepiej na sen. I uważaj jak leziesz, bo zaraz spadniemy z tych schodów.
- Za dużo stopni, nie pamiętam ile ich było.
- A co Ty w ogóle pamiętasz? Niech zgadnę. Alko, i pajacowanie w klubie?
- Zazdrościsz mi, że to nie Ty jesteś królem parkietu.
- Ciszej, mój królu, bo wchodzimy do pokoju - cudem otworzył drzwi, i oboje weszli do środka - Siadaj. Co Ty robisz?
- Zdejmuję buty.
- Raczej uprawiasz jogę, i zaraz polecisz na podłogę. Jeszcze mi tego brakowało, żebym musiał z Tobą jeździć po lekarzach o tej porze - klęknął przed nim, zdejmując mu wpierw jednego, a potem drugiego buta.
- Ciekawe, czy będą Ci one pasować, kopciuszku.
- Bardzo śmieszne, a teraz wstawaj, idziemy do łóżka.
- Teraz, w tej chwili? Nie jestem przygotowany.
- Na co? - pomógł mu wstać i trzymając go pod ramię, szli do swojego łóżka.
- No jak to na co? Jeszcze zapewne mnie zaraz rozbierzesz.
- Rozbiorę. W tych śmierdzących ciuchach na pewno nie będziesz koło mnie spać. Chyba, że wolisz na podłodze.
- Marius, nie o to mi przecież chodzi. Nie chciałbyś przed snem, wziąść w objęcia swojego tygrysa? Bo ja tak.
- Coś Ci się chyba pomyliło od tego alkoholu. Mamy umowę, zapomniałeś? Po pijaku tego nie robimy. Zapytaj się mnie o to samo jak wytrzeźwiejesz, może wtedy nad tym pomyślę - zaczął go rozbierać, od bluzy po spodnie, kończąc na skarpetkach, zanosząc je do kosza na pranie w łazience.
- Ale Mariuuuus, nie daj się prosić. Przecież sam tego chcesz.
- Chcę, abyś poszedł spać. Jesteś zmęczony.
- Nie jestem zmęczony.
- A ja tak. Bez dyskusji, pod kołdrę, i to już - Robin z wyraźnym grymasem na twarzy, położył się, próbując nieudolnie się przykryć.
- Wredny jesteś wiesz?
- Będziesz miał nauczkę, żeby tyle nie pić - poprawił mu kołdrę.
- Już żałuję. A Ty czemu, się nie kładziesz?
- Idę wziąć prysznic, zaraz do Ciebie wrócę - już miał wstać i pójść łazienki, ale nie było mu to dane
- Nie zasnę bez Ciebie. Połóż się obok mnie.
- Nie jesteś już małym dzieckiem, możesz spać sam.
- Przed chwilą mi powiedziałeś, że nim jestem.
- Dlaczego musisz być taki uparty?
- Takiego mnie kochasz. Chodź tu do mnie.
- Ale masz zasnąć, i to najlepiej jak najszybciej - położył się obok niego, przykrywając się również kołdrą - zgasić światło?
- Gaś. Marius?
- Tak?
- Jak bardzo mnie kochasz?
- Skąd Ci przyszły nagle takie pytania?
- Chcę wiedzieć.
- No dobra. Kocham Cię tak bardzo, że każdą swoją wolną chwilę poświęcam jedynie Tobie. Mogę biec nie wiadomo ile, żeby Ci przyjść z pomocą, i tak jak dziś, któryś raz z kolei zajmować się Tobą, a jutro Twoim kacem. O właśnie, zapomniałbym. Koło łóżka masz przygotowane wiaderko, jak nie zdążysz wstać do łazienki, to masz drugi wariant, zastępczy.
- Jaki Ty jesteś kochany. Gdzie ja bym znalazł drugiego takiego jak Ty?
- Ty mi tu tak nie czaruj. Szybko byś kogoś zbajerował, i zbałamucił.
- Nie, no coś Ty? Ja? Kogo niby?
- Znalazłoby się kilka osób. Na szczęście, możesz to sobie wybić z głowy, bo jesteś tylko mój, i nikomu Cię nie oddam.
- Skarbie Ty mój najdroższy, oddałbym wszystko za Ciebie, nawet nie wiesz jak Cię kocham.
- Ciiii, już wystarczy. Też Cię bardzo kocham, ale miałeś już iść spać. Szybki paciorek i lulu.
- Zepsułeś cały romantyczny nastrój.
- Tak jak Ty mi ten wieczór, także jesteśmy teraz kwita.
- Obiecaj mi przynajmniej, że jutro seks będzie.
- Jeśli znowu się nie schlejesz, to być może będzie.
- Ale jutro są kolejne zawody, i ktoś znowu wygra.
- W takim razie odłóż swoje plany łóżkowe na inny termin.
- Mam żyć w celibacie?
- Albo w trzeźwości, umiarkowanej przynajmniej.
- W takim razie wolę już tą drugą opcję.
- I tak z Tobą jutro pójdę do tego klubu, żeby mieć Cię na oku.
- Żeby mnie nikt nie podrywał, Ci chodziło?
- Myśl o tym co chcesz, ale powiem Ci tylko jedno. Na seks trzeba sobie zasłużyć.
- To mi teraz dowaliłeś. Od jutra nie biorę, ani kropelki.
- No mam nadzieję, a teraz dobranoc.
- Dobranoc, i bez kaca na noc.
- Kaca to będziesz mieć, ale dopiero rano. Jutro Ci przygotuję leki.
- Kocham Cię Marius.
- Ja Ciebie też Robin.