Rozdział XXXI

53 6 6
                                    

Dzisiaj szybko nastała noc, bo zima była za pasem. Dni robiły się coraz krótsze
i chłodniejsze. Ulice Londynu pokryte były białym puchem, który od kilku dni nie ustępował. Malfoy siedział w bluzie
i grubych dresach, owinięty kocem. Starodawny dom Pottera dawał po sobie w znaki swój wiek i brak dobrego ogrzewania na chłodne dni. Harry przyniósł mu herbatę i dorzucił drewna do kominka, a ogień w nim od razu zapłonął większym płomieniem:

- Jeszcze chwila i będzie cieplej, obiecuje - powtarzał to od jakis dwudziestu minut.

Usiadł obok i wziął swoją herbatę
w dłonie. Ogrzał je, i pociągnął nie za duży łyk z kubka. Jego okulary zaparowały, a rumieniec, który na jego twarzy namalował chłód, zmniejszył się:

- Na pewno istnieje jakieś zaklęcie, żeby było cieplej, nie możesz go po prostu rzucić? - narzekał Draco

- Jak taki mądry jesteś to powiedz mi jak się go używa - Malfoy wyglądał na oburzonego przez uwagę chłopaka

- Nie pamiętam wszystkich zaklęć - wymamrotał do siebie - Masz tu wielką bibliotekę, czemu z niej nie skorzystasz?

- Przeraża mnie - odparł zupełnie serio - Czytałeś kiedyś książkę w której jeden
z rodziałów nazywa się: Jak wypatroszyć mugola na 20 sposobów?

- No tak, moja rodzina - westchnął - Matka opowiadała mi kiedyś
o szanownych Blackach z ulicy Grimmauld Place. O zdrajcy krwi Syriuszu Blacku i młodo-zmarłym Regulusie Arcturusie Blacku. Nawet nie wiesz ile moja matka się o nich naopowiadała.

- Wiedziałeś, że brat Syriusza ukradł Voldemortowi jednego Horkruksa? Później niemal od razu zmarł.

- Ciekawe czemu - parsknął Malfoy myśląc o tym co Czarny Pan robił ze śmierciożercami okazującymi nieposłuszeństwo. Nie miał jednak pojęcia co się stało naprawdę. Żaden
z nich nie miał. - Wszyscy w mojej rodzinie przedstawiają go raczej jako zatwardziałego śmierciożercę odpowiadającego się w stu procentach za Voldemortem.

- Śmieszne, że żyli tyle lat nie znając prawdy.

Dotarło do nich ciepło kominka i otuliło ich zmarznięte nosy i palce. Harry napił się kolejny łyk herbaty kiedy ich spokojny wieczór przerwało nawet nie pukanie, ale walenie w drzwi. Harry wstał i otworzył je nie spodziewając się widoku jaki tam zastanie.

W progu stała Ginny, cała we łzach. Z jej rozciętego łuku brwiowego sączyła się krew, a pod okiem powoli malował się siniak. Miała na sobie tylko zwykłą koszulkę i jeansy. Na nogach nawet nie miała butów. Potter zmartwiony widokiem dziewczyny zaprosił ją do środka, ale ta odmówiła:

- Przyszli do nas, Stowarzyszenie, nie wiedziałam gdzie iść - mówiła przez płacz. W głębi korytarza pojawił się Malfoy podsłuchując rozmowę - Harry proszę, chcą zabić Davida, ale jeszcze walczy. - Potter ściągnął z wieszaka kurtkę i zaczął ubierać buty. Draco podbiegł do niego

- Co ty robisz? - zapytał zdenerwowany - Zamierzasz się narażać dla typa, który zabrał ci narzeczoną?!

- Opatrz ranę Ginny i zaparz jej herbatę. Ja wrócę jak tylko opanujemy sytuację. - wydawałoby się, że Potter
w ogóle go nie słucha.

- A co jak nie wrócisz?! Nie pamiętasz już, że Stowarzyszenie ma cię na celowniku?!

- Zaopiekuj się Ginny, proszę.

- Posłuchaj mnie chociaż przez chwilę! - wykrzyczał, ale Harry wybiegł na zewnątrz i deportował się.

W oczach Malfoya widniały łzy, które powstrzymywał ostatnimi siłami woli nie rozpłakania się przy Weasleyównie. Weszła do środka, a Draco wyciągnął apteczkę i przyłożył do jej rany gazę. Potem odkaził ją i przykleił opatrunek. Podał jej opakowanie ze zmrożonym groszkiem, aby przyłożyła do siniaka. Potem poszedł zrobić herbatę.

I'll keep you in my memory//drarryOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz