POV: AURORA RUIZ
Stałam przed lustrem wygładzając materiał mundurkowej spódniczki. Niestety musieliśmy w nich chodzić ponieważ nasza szkoła była szkołą prywatną, nasi rodzice też do niej chodzili jednak za ich czasów szkoła była publiczna i wszystko zmieniło się jak ją skończyli. Teraz niestety jest przymus chodzenia w mundurku, dziewczyny mają granatowe spódniczki i marynarki z czerwonymi wstawkami oraz białe koszule, mundurki chłopaków wyglądały tak samo z różnicą taką, że zamiast spódnic mieli spodnie.
Nie był to brzydki mundurek, jednak ja wprowadziłam swoje modyfikacje. Skróciłam spódniczkę i dodałam do niej szlufki abym mogła zakładać do niej pasek, a koszulę zazwyczaj zastępowałam jakimś topem w białym kolorze. Kolorystyka i fason zostały zachowane więc nie mieli do czego się przyczepić.
Dlatego z zadowoleniem patrząc na swoje odbicie w lustrze uśmiechnęłam się i wzięłam do ręki torebkę po czym wyszłam z pokoju kierując się na dół gdzie znajdowała się już cała moja rodzina.
-Pięknie wyglądasz, córeczko.- Powiedział tata, zauważając mnie w progu jadalni gdzie siedzieli wszyscy.
-W końcu to nasze geny, jak ma wyglądać.- Skomentowała żartobliwie mama, na co wszyscy się zaśmialiśmy.
Mama, od zawsze wbijała nam do głowy, że w życiu trzeba być pewnym siebie jednak nie było to ciężkie bo patrząc na nią i na tatę chcieliśmy zrobić wszystko aby być tacy jak oni, a ich dwójka zdecydowanie była pewna siebie. Dlatego ja i cała piątka mojego rodzeństwa byliśmy szalenie pewni siebie, z czego mama była dumna bo od małego dążyła do tego abyśmy tacy się stali.
Jednak my mieliśmy to po prostu we krwi.
-Zbierajcie się. Jedziemy.- Rzuciłam do mojego rodzeństwa, które jeszcze chodziło do szkoły.
Grayson i Christian już byli tymi szczęściarzami, że nie musieli znosić tych tortur.
-Pozdrów ode mnie naszą ukochaną panią Smith.- Powiedział Grayson kiedy miałam już wychodzić z kuchni.
Zaśmialiśmy się wszyscy.
-Może ta baba w końcu przeszła na emeryturę. Gnębiła mnie, moim dzieciom dałaby już spokój.- Powiedziała mama, a ja parsknęłam.
-Ona prędzej umrze w tej szkole niż przejdzie na emeryturę.- Powiedział Xavier.
-Daj spokój to nie jest normalna kobieta, synu.- Powiedziała kręcąc z rozbawieniem głową.
-Koniec pogaduszek, lećcie bo się spóźnicie.- Powiedział tata, a mama zaśmiała się cicho.
-Tak jest.- Zasalutowałam i wyszłam z jadalni razem z rodzeństwem. -Jedziecie ze mną?- Zapytałam, patrząc na Xaviera, Grace i Dylana.
-Pytasz, a wiesz.- Odpowiedział najmłodszy, na co uniosłam kącik ust i ruszyliśmy do wyjścia z domu przed którym już stał mój Asthon Martin, przygotowany przez Evana.
Akurat gdy pakowaliśmy się do samochodu, Arthur nasz kamerdyner rozmawiał z ogrodnikami więc tylko mu pomachałam, a on uśmiechnął się i mi odmachał.
-Boże tak mi się nie chce tam wracać.- Jęknęła Grace siedząca na tylnim siedzeniu kiedy wyjeżdżaliśmy z posiadłości.
-Niestety, Beverly Hills High to nie to samo co fashion week ale droga siostro szkołę trzeba skończyć.- Powiedział z lekkim rozbawieniem Xavier.
-Odezwał się pilny uczeń.- Powiedziała, a Xavier się wyszczerzył.
-Dylan pamiętaj, że musisz nas godnie reprezentować pamiętaj, że razem z chłopakami przez parę lat budowaliśmy swoją pozycję w szkole.- Powiedziałam rozbawiona, a on parsknął.
CZYTASZ
INFINITE HERITAGE
RomanceSPIN-OFF TRYLOGII INFINITE ~Dziedzictwo i rodzina to siła dzięki której świat będzie u naszych stóp.~
