POV: MARLENE ROSS
Czekałam na Victora z którym umówiliśmy się na trening, ćwiczyliśmy razem już od miesiąca i muszę przyznać, że jest sporo lepszy niż mój poprzedni partner. Oczywiście nie powiem mu tego bo obrósłby w piórka i odleciał do nieba ale tak. Bardzo dobrze tańczy mi się z Victorem.
Czas też leciał nieubłaganie bo dopiero zaczynaliśmy trenować, a już od tego czasu minął miesiąc. Ze względu na dużą ilość zajęć nie zwracaliśmy uwagi jak szybko płynie czas, a była już połowa września gdzie dopiero zaczynaliśmy pierwszy dzień.
Moja mama i ciocia Maddy były bardzo zadowolone z faktu, że porzuciliśmy topór wojenny i połączyliśmy siły w drodze do sukcesu, dzięki temu spotkania rodzinne bywały też spokojniejsze. Przez wyjazd rodziców który był w sierpniu każdy magicznym trafem rozwiązał swoje spory i porzucił dawne zwyczaje dlatego gdy wszyscy się spotykamy jest przyjemniejsza atmosfera bez kłótni.
Oby dziś również tak było ponieważ Grace i Xavier mają swoje urodziny, a więc wszyscy spotykamy się u Ruizów na obiedzie. Co prawda większość naszej ekipy nie jest połączona więzami krwi jednak dla nas nie ma to żadnego znaczenia ponieważ wszyscy traktujemy się jakbyśmy byli jedną wielką rodziną.
Rodzice mi opowiadali, że poznali się kiedy mój tata miał siedemnaście lat i od tamtego momentu są nierozłączni. Mimo, że ludzie miewali różną opinię na temat ich przyjaźni oni mieli to w nosie i świetnie razem spędzali czas, będąc też cały czas gotów do poświęceń.
Zawsze najbardziej lubiłam słuchać o historii wujka Adriena i cioci Isabelli, każdy zawsze uwielbiał opowiadać ich historię jak po latach znowu się odnaleźli. Ciocia musiała wyjechać na studia ponieważ chciała spędzać marzenia, a wujek mimo tego, że kochał ją do szaleństwa i nie chciał się rozstawać pozwolił jej odejść ponieważ jej szczęście było dla niego ważniejsze. Jednak gdy ciocia po pięciu latach wróciła do Beverly Hills i zobaczyła wujka pierwszy raz od wyjazdu od razu zdecydowała się wrócić do domu. Wujek pomógł jej też wychowywać Florence i Damona po śmierci babci Grace, a także razem zamieszkali i stworzyli cudowną rodzinę.
Przysięgam, że uwielbiałam każdego z naszej ekipy jednak moi kuzyni mieli specjalne miejsce w moim sercu. Zwłaszcza Aurora. Ona zawsze każdemu chciała pomóc, w zasadzie to dzięki rozmowie z nią ostatecznie zgodziłam się tańczyć z Victorem. Powiedziała mi, że czasem trzeba zagryźć zęby i się przemęczyć aby osiągnąć zamierzony cel. To była świetna rada ponieważ teraz wiem, że jedynie z Victorem mam realne szanse na wygranie tego turnieju.
Nie wiem co ta dziewczyna miała w sobie, ale każdy miał do niej słabość. Mimo tego, że bywała skryta, mówiła wszystko co to miała na myśli nawet jeśli nie było to do końca miłe i przemyślane to jednak nikt z nas nie potrafił jej się oprzeć. Była wyjątkowa to trzeba było przyznać. I Vincent miał ogromne szczęście, że udało mu się w końcu przykuć jej uwagę.
Przez tyle lat próbował to zrobić, aż w końcu mu się udało.
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi sali tanecznej, a więc zerknęłam w tamtym kierunku gdzie w progu stał Victor.
-Gotowa na niezły wycisk?- Zapytał, a ja parsknęłam.
-To ty zawsze umierasz po naszych treningach. Masz słabą kondycje.- Powiedziałam, a chłopak zwęził gniewnie oczy i ruszył w moim kierunku.
-Ja mam słabą kondycję?- Zapytał zatrzymując się kilka centymetrów przede mną.
-Tak.- Odpowiedziałam śmiało patrząc w jego brązowe oczy.
-Chyba sobie żartujesz.- Prychnął, a ja pokręciłam głową ponieważ wjeżdżanie mu na jego ego było moim ulubionym zajęciem.
-Powinieneś nad tym popracować, bo niedługo będziesz dostawał zadyszki nawet po wchodzeniu po schodach.- Powiedziałam, a on zrobił jeszcze jeden krok w moją stronę tak, że teraz nasze twarze niemal się stykały przez co poczułam jego miętowy oddech który owiał moją twarz.
CZYTASZ
INFINITE HERITAGE
RomantikSPIN-OFF TRYLOGII INFINITE ~Dziedzictwo i rodzina to siła dzięki której świat będzie u naszych stóp.~
