POV: VINCENT WHITE
Byłem przerażony jak jeszcze nigdy, trzymałem postrzeloną Aurorę w swoich ramionach uciskając jej ranę, zauważając, że zaczyna jej się ciężej oddychać.
-Jedź szybciej!- Wrzasnąłem, uciskając jej ranę.
-Traci przytomność?- Zapytała moja siostra.
-Tak.- Odpowiedziałem. -Nie wiem co robić.- Powiedziałem.
-Nie pozwól jej zamknąć oczu, za chwilę będziemy w szpitalu.- Powiedziała blondynka, a ja zacząłem klepać czarnowłosą po policzku.
-Lilith, ty nie przegrywasz.- Powiedziałem, a ona uniosła delikatnie kącik ust. -Pamiętasz co powiedziałaś mi przed wyścigiem?- Zapytałem, a ona delikatnie pokiwała głową.
-Że zawsze wygrywam.- Wychrypiała.
-No właśnie, więc proszę. Wytrzymaj jeszcze trochę.- Powiedziałem.
-Kocham Cię.- Powiedziała, a ja pokręciłem głową.
-To nie jest pora na wyznania miłości Aurora.- Powiedziałem wściekle, a ona uśmiechnęła się przymykając oczy.
-Musisz wiedzieć, że Cię kocham i zawsze będę bez względu na to co się stanie.- Powiedziała po czym zamknęła oczy.
-Aurora?- Powiedziałem, jednak jej oczy pozostały zamknięte. -Aurora! Obudź się! Otwórz oczy!- Krzyczałem z bezsilności i strachu.
-Jesteśmy na miejscu.- Powiedziała moja siostra otwierając drzwi jeszcze za nim Clara się zatrzymała.
Na wejściu czekała ciocia Evelyn wraz z pielęgniarkami. Wyciągnąłem Aurorę z samochodu kładąc na nosze.
-Jedziemy dla blok, chirurdzy czekają.- Powiedziała do pielęgniarek. -Isabella i Adrien już jadą!- Krzyknęła jeszcze do nas kiedy szybko wraz z pielęgniarkami prowadziła szpitalne nosze.
Ruszyliśmy za nimi jednak kiedy wjechali na blok musieliśmy zostać na korytarzu, popatrzyłem na siostrę która po prostu mnie przytuliła.
-Wszystko będzie dobrze.- Wyszeptała.
-Co z nią?- Nagle na korytarz wpadła przerażona ciocia z wujkiem oraz Dylan i Grace.
-Będą ją operować, musimy czekać.- Powiedziałem, a kobieta odchyliła twarz w tył.
Do szpitala dotarli też Xavier, Lottie, Logan i Kenny bo właśnie przerażeni weszli na korytarz.
-Trzeba zadzwonić do Graysona i Chrisa.- Powiedział wuj Adrien.
-Nie odbiorą.- Powiedziała Valentina. -Chcieli wam zrobić niespodziankę i właśnie lecą do Beverly Hills, powinni być tu za dwie godziny.- Powiedziała, a ja westchnąłem.
Nagle na korytarz wbiegła moja mama i gdy zobaczyła w jakim jesteśmy stanie natychmiast do nas podeszła i nas objęła.
-Dlaczego to zawsze musi być ona, mamo?- Zapytałem ze łzami w oczach. -Już tyle złego ją spotkało, najpierw tamtej wypadek, ostatnio ten gwałt i poronienie. Teraz została postrzelona. Ile złego może spotkać jednego człowieka? I dlaczego to jest ona? Dlaczego to zawsze musi być ona?- Zapytałem upadając na kolana, a mama z Valentiną kucnęły tuż obok mnie obejmując mnie.
-Ma to po mnie.- Powiedziała ciocia podchodząc do nas, uklęknęła obok mnie, a ja spojrzałem w jej oczy. -Też w pewnym okresie mojego życia, ciągle spotykały mnie nieszczęścia, ale w końcu los się odwrócił i stałam się najszczęśliwszą kobietą na ziemi. Z moją córką też tak będzie bo ma ciebie u swojego boku, Aurora z tego wyjdzie bo ona nie przegrywa.- Powiedziała pewnie. -Bo jest moją córką.- Powiedziała z mocą patrząc w moje oczy.
CZYTASZ
INFINITE HERITAGE
Roman d'amourSPIN-OFF TRYLOGII INFINITE ~Dziedzictwo i rodzina to siła dzięki której świat będzie u naszych stóp.~
