POV: AURORA RUIZ
Gdy tylko dzisiejszego poranka otworzyłam oczy i uświadomiłam sobie jaki mamy dziś dzień, wyskoczyłam z łóżka w świątecznej piżamie, wybiegając z pokoju. Połączyłam się z głośnikami w salonie po czym ruszyłam pobudzić swoje rodzeństwo.
Moją pierwszą ofiarą została Grace ponieważ miała pokój najbliżej mnie.
-Wstawaj, siostrzyczko!- Zawołałam wchodząc do jej pokoju. -Mamy wigilię, mój ulubiony dzień w roku, szkoda marnować taki dzień.- Powiedziałam odsłaniając zasłony, a poranne światło uderzyło ją w twarz przez co jęknęła.
Uniknęłam patrzenia w okno gdyż z przykrością musiałabym stwierdzić, że nie nastąpiła nagła zmiana klimatu i w Kalifornii nadal nie spadł śnieg.
-Daj ludziom spać.- Powiedziała zasłaniając twarz poduszką.
-Nie.- Odparłam stanowczo i zerwałam z niej kołdrę. -Wstawaj.- Rzuciłam do niej po czym ruszyłam do kolejnego pokoju.
-Pora wstawać, mamy sporo do zrobienia!- Zawołałam wesoło, a Xavier jęknął.
-Twoja zmiana charakteru na ten jeden dzień w roku mnie przeraża. Dobrze, że to tylko jeden dzień.- Powiedział, a ja złapałam za leżącą na podłodze poduszkę i rzuciłam nią w niego.
-Ha ha, bardzo śmieszne.- Powiedziałam. -Wstawaj.- Rzuciłam po czym wyszłam z pokoju kierując się do Dylana, jednak kiedy zamaszyście otworzyłam drzwi od jego pokoju usłyszałam jęk.
-Ja pierdole, chcesz mnie zabić?- Zapytał wyłaniając się zza drzwi.
-O Jezu, przepraszam. Myślałam, że jeszcze śpisz.- Powiedziałam ze skruchą patrząc jak czarnowłosy trzyma się za czoło.
-Już wstałem ale zaczynam tego żałować.- Powiedział rozmasowując obolałe miejsce.
-Oj już nie mazgaj się, zaraz dam Ci okład.- Powiedziałam dając mu buziaka w policzek, a on parsknął widząc mój wesoły nastrój.
-Sam sobie wezmę, a ty idź budzić tych dwóch Grinchów.- Powiedział wskazując na pokoje Christiana i Graysona.
Dylan jako jedyny z rodzeństwa zawsze podzielał mój entuzjazm świąteczny, my dwoje zdecydowanie kochaliśmy święta Bożego Narodzenia, reszta bardziej preferowała urodziny.
-Zobaczysz, że nawet oni dziś poczują magię świąt.- Powiedziałam wesoło.
-Chyba jak im wstrzykniesz ją strzykawką w dupę.- Skomentował wychodzący z pokoju Xavier, a ja posłałam mu ostrzegawcze spojrzenie.
-Uważaj sobie, bo będziesz zakładać lampki na choinkę.- Powiedziałam, a on rozszerzył powieki i uniósł ręce w geście obronnym.
-Co to to nie. Wolę lukrować pierniki.- Powiedział, a Dylan się zaśmiał.
-W takim razie, chodź. Zaczniemy wszystko przygotowywać.- Powiedział do niego, po czym razem ruszyli na dół w kierunku kuchni.
Ja natomiast z rozmachem wpadłam najpierw do pokoju Graysona po czym od razu podeszłam do zasłon odsłaniając je, a poranne światło uderzyło czarnowłosego w twarz.
-Co do chuja?- Zapytał podnosząc się do siadu.
-Mamy wigilię braciszku, pora wstawać. Mamy sporo pracy.- Powiedziałam uśmiechając się do niego, a on westchnął.
-Na prawdę muszę? Dopiero co wróciłem do domu, a ty już chcesz mnie wykorzystywać?- Zapytał, a ja z rozbawieniem pokręciłam głową.
-Wróciliście tydzień temu i nie wymigasz się.- Powiedziałam, a jego twarz wykrzywiła się w grymasie. -Zaraz widzę Cię na dole.- Powiedziałam grożąc mu palcem po czym skierowałam się do pokoju Christiana.
CZYTASZ
INFINITE HERITAGE
Roman d'amourSPIN-OFF TRYLOGII INFINITE ~Dziedzictwo i rodzina to siła dzięki której świat będzie u naszych stóp.~
