POV: AURORA RUIZ
-Grayson! Christian! Zabije was!- Wrzasnęłam wchodząc do apartamentu.
Miałam w nosie czy kogoś obudzę czy nie.
-Co się stało?- Zapytała Lottie widząc moją wściekłość.
-Wolisz nie wiedzieć.- Odpowiedział jej Vince, kiedy ja ruszyłam w kierunku pokoju gdzie spali moi bracia.
Nie musiałam tam wchodzić ponieważ sami wyszli, a widząc moją minę westchnęli.
-Jak mogliście nam nie powiedzieć, że w każdym kącie tego miasta czają się na nas pieprzeni paparazzi?!- Warknęłam.
-Co? Skąd o tym wiesz?- Zapytał Grayson, a ja się zaśmiałam.
-Wyobraźcie sobie, że z Vincentem poszliśmy na śniadanie.- Powiedziałam, a na ich twarzach powstała paleta wszystkich emocji. -Nawet nie wiecie jak byłam zaskoczona kiedy w drodze powrotnej, zaczęli nas gonić ludzie z aparatami i musieliśmy uciekać przez pierdolony labirynt różnych uliczek!- Wysyczałam.
-Nie widzieli jak wchodzicie do budynku?- Zapytał Christian z przejęciem.
-Nie, ale na wszelki wypadek zawiadomiłam ochronę.- Odpowiedziałam. -Co wyście do cholery sobie myśleli? Oczywistym było, że prędzej czy później wyjdziemy na miasto, dlaczego do diabła chcieliście to przed nami ukryć?- Zapytałam, a naszej rozmowy słuchali już wszyscy znajdujący się w apartamencie.
-Liczyliśmy, że po jakimś czasie się znudzą i nie trzeba będzie interweniować.- Powiedział Grayson, a ja zaśmiałam się.
-Żartujesz, prawda?- Zapytałam, jednak ich miny było poważne. -Wy jesteście niepoważni, przecież trzeba zatrudnić więcej ochrony, jeździć wszędzie autem i najlepiej żeby zawsze był przy was jeden ochroniarz. Przede wszystkim to trzeba powiedzieć o tym rodzicom. Takie hieny jak paparazzi zrobią wszystko żeby sprzedać zdjęcie do jakiegoś szmatławca, zresztą wiecie jak to wygląda do cholery.- Powiedziałam, a oni przytaknęli.
-Zaraz zadzwonię do rodziców.- Powiedział Christian.
-Ja myślę, że zadzwonisz.- Powiedziałam. -Jeśli tego nie zrobicie, ja sama to zrobię i przysięgam sprzedam im taką bajeczkę, że ochrona będzie wchodziła z wami nawet do toalety aby sprawdzić czy w pisuarze nie ma ukrytej kamery.- Powiedziałam poważnie, a oni przytaknęli choć na wspomnienie o pisuarze uniosły im się kąciki ust.
-Zrozumieliśmy.- Powiedział Chris. -Chodź, zadzwonimy do nich.- Powiedział do Graysona i razem wrócili do pokoju.
-Na prawdę gonili was paparazzi?- Zapytał Logan, a ja przytaknęłam.
-Wow, zazdroszczę przygody.- Powiedział, a ja uniosłam brwi.
-Wow, współczuję głupoty.- Powiedziała Charlotte, a ja uniosłam kącik ust. -Na twoim miejscu też byłabym wkurwiona.- Powiedziała tym razem kierując słowa do mnie. -Co się cieszysz? Zamów nam jakieś śniadanie, nie zamierzam uciekać przed debilami z aparatami.- Powiedziała do Xaviera, który zacisnął usta po czym skinął głową wyciągnął telefon.
Idealna szwagierka.
Dosłownie.
-Na co masz ochotę?- Zapytał blondynki, a ona na niego spojrzała.
Pantofel.
-Nie wiem. Na wszystko. Mam okres.- Powiedziała, po czym ruszyła w kierunku łazienki, a brunet westchnął i zaczął klikać coś w telefonie.
-Co jej zamówisz?- Zapytała go Kennedy, a on uniósł wzrok znad ekranu.
-Wszystko.- Odpowiedział wzruszając ramionami. -Nic się nie zmarnuje, bo jest tu nas tyle, że zabrakłoby nawet jeśli przywieźliby porcje dla wojska.- Powiedział, po czym wrócił wzrokiem do ekranu.
CZYTASZ
INFINITE HERITAGE
Ficção AdolescenteSPIN-OFF TRYLOGII INFINITE ~Dziedzictwo i rodzina to siła dzięki której świat będzie u naszych stóp.~
