Jest już po północy. Zaparkowałyśmy radiowóz na jakimś urwisku, zahaczając o Los Angeles. Tam chyba grali "Auta". Nie jestem pewna. Nienawidzę tej bajki. Do domu wróciłyśmy autostopem. Kierowca wysadził nas na plaży, więc po kilku minutach byłyśmy już w środku.
Zamknęłyśmy za sobą drzwi i po cichu ruszyłyśmy w stronę schodów.
- Nie tak prędko. - nagle światło się zapaliło i zobaczyłyśmy mamę i Carla. Tyle, że Carl leżał na sofie, a mama stała za wyspą kuchenną z nożem w ręku.
Zaczęłyśmy piszczeć i krzyczeć w niebogłosy. Nie, to nie było ze strachu. Po prostu zaalarmowałyśmy tym sąsiadów, że w razie czego mogą dzwonić na policję albo pogotowie.
- Cisza! - krzyknęła mama, a ja zauważyłam, że nasi sąsiedzi z naprzeciwka zapalili światło.
- Jak mamy być cicho skoro stoisz przed nami z nożem?! - zapytałam
- Jak mam być spokojna kiedy dowiaduję się, że moje biologiczne i przybrane dzieci brały udział w strzelaninie?! - machnęła tym nożem tak jak na lekcji w Hogwarcie. Obrót i trach!
- Nikt nie zmuszał cię do słuchania wiadomości. Przecież zakazałyśmy ci oglądać telewizję gdy nas nie ma! - krzyknęłyśmy obie na raz.
- Mam was się słuchać?! - zapytała z wyraźną kpiną w głosie
- Tak? - znowu odpowiedziałyśmy jednocześnie.
- Wiecie co? Mam dosyć!
-Czego masz dosyć? - w końcu odezwał się Carl.
- Dawania podwyżek sprzątaczkom w hotelu. - na jej twarzy zagościł ten chytry uśmieszek - Dlatego, począwszy od jutra do końca wakacji będziecie myć naczynia w hotelu.
- Mamo!
- To niesprawiedliwe!
Na nasze pojękiwania Carl odpowiedział głośnym śmiechem. Miałam ochotę mu przywalić. Albo nie. Lepsze byłoby powieszenie na jednym z klifów, obsmarowanie go olejem i obtoczenie w panierce. Usmażyłby się nieźle. Przynajmniej Gul miałby coś do zlizywania. Czasami nie rozumiem tego kota. Uwielbia jeść panierke, pić alkohol i spać w moim łóżku tak, że zajmuje jego połowę. Czasami, jak mu się zechce to nawet podrapie poduszke. Czysty leń.
- Carl, na twoim miejscu nie byłoby mi do śmiechu. Ty też masz zmywać. - powiedziała mama z tym uśmiechem idealnej matki.
- Ja?! Za co?! Przecież nic nie zrobiłem! To one zawiniły.- oburzył się
- Ale ty pozwoliłeś im uciec. - podsumowała mama.
***
Razem z Lottie wbiłyśmy się w piżamy i zamknęłyśmy się w moim pokoju. Lottie od razu rzuciła się na łóżko z laptopem. W naszym duecie to ona jest mózgiem. Ja za to lepiej znajduję drogę ucieczki i mocniej bije.
Zaczęłam nerwowo chodzić po pokoju i wyzywać w myślach Marshalla i Aleca.
- Co za idioci! - krzyknęłam na głos
- Kto? - zapytała Lottie wciąż szukając czegoś w internecie.
- Nogi im z dupy powyrywam!
- Czyli Alec i Marshall. - podsumowała - Pamiętasz ten znak z ramienia kierowcy?
- Tak, bo co?
- Co miał napisane w tym prostokącie?
- Nie wiem, nie znam ruskiego. To ty jesteś poliglotką!
CZYTASZ
M.I.A.
Novela Juvenil*Lekcja w przedszkolu* - Dzieci, jak myślicie, kim jest przestępca? Przestępca. Fajnie brzmi. Zanim się orientuję, moja ręka już wisi w powietrzu. - Ja wiem! - krzyczę - Więc kim jest przestępca? - Ja nim będę. - odpowiadam zadowolona.
