Jestem nikim.

220 22 0
                                        

Wstawiam jeszcze raz, bo niektórym nie wyświetlał się cały rozdział :D

Wygodnie wylegiwałam się w moim łóżku śniąc o ananasach w puszce. Były smutne, bo ktoś je pokroił i wsadził do aluminiowego więzienia. Chciałam im pomóc, ale policjanci-marchewki trzymały mnie w kajdankach z cebuli.

Nagle poczułam, że moje łóżko odsunęło się ode mnie - albo to ja się odsunęłam - i spadłam na zimną podłogę. Otworzyłam i przetarłam oczy. Nade mną stała ciemna postać, która jak na złe nie zakryła sobą światła słonecznego wlatującego przez okno. Skrzywiłam się i usłyszałam cichy śmiech.

- Wstawaj gówniarzu! - Carl podał mi rękę, którą złapałam i wstałam na nogi.

- Która godzina? - spytałam próbując ujarzmić swoje włosy palcami.

- Jest południe.

Jęknęłam i znów padłam na łóżko, wtulając się w poduszkę w kształcie wielbłąda. Poczułam uginający się obok mnie materac i gdy już miałam kopnąć, spostrzegłam, że to Gul. Ułożył się w kłębek i zamruczał, gdy pogłaskałam go za uchem.

- Sophie wyszła, więc ja zrobiłem śniadanie. - Na jego twarzy wyrósł uśmiech pełen dumy.

- To ja zjem na mieście.

Wstałam i podeszłam do szafy. Wybrałam błękitną sukienkę na grubych ramiączkach ze wzorem w kiści bananów. Weszłam do łazienki i odkręciłam kurek wanny. Potrzebowałam odprężenia.

Weszłam do pełnej aż po brzegi wanny i zanurzyłam się po czubek nosa. Zamknęłam oczy próbując się zrelaksować. Tak, próbując, ponieważ z jakiegoś powodu Carl zaczął tłuc w drzwi.
- Carl, czego ty do jasnej Anielki chcesz?! - jęknęłam

- Ty tak na serio z tym śniadaniem na mieście? - wyraźnie usłyszałam zmartwienie w jego głosie -... Mia?

Parsknęłam śmiechem. Niecodziennie zdarza się zmartwiony Carl. A już na pewno nie z rana. To typowy nastolatek: śpi do południa.

Po dwudziestu minutach spędzonych na wysłuchaniu lamentów Carla, wyszłam wpełni ubrana. Nie malowałam twarzy, nie za bardzo lubię nakładać tych wszystkich kremów, pudrów, czy nawet różów. Jednym produktem, którego używam jest tusz do rzęs. Chyba, że chodzi o imprezy; Lottie potrafi zrobić na prawdę wszystko z brązerem...

Zeszłam na dół, gdzie poczułam okropny zapach. Zapach spalonych jajek sadzonych i bekonu.

FUU!

Zakryłam nos dłonią i weszłam do kuchni, która została owładnięta przez ten smród. Przy kuchence stał Carl, który próbował zgasić szarżujące po patelni płomienie. Wymachiwał nią we wszystkie strony, co wyglądało jakby bawił się w rycerza. Tak jak w dzieciństwie. Podbiegłam do okna i otworzyłam je. Od razu owiał mnie zimny podmuch wiatru. Wrzesień zbliża się coraz bardziej...

Kuchnię powoli opuszczało skażone powietrze, a Carl pozbył się płomieni, polewając patelnię zimną wodą.

- Jak widzisz, tylko tutaj jest rozrywka przy jedzeniu. Nigdzie w mieście nie dostaniesz jajecznicy a'la Carlos! - uśmiechnął się dumnie.

- Po pierwsze to są jajka sadzone, a nie jajecznica, a po drugie: owszem, nigdzie nie dostanę takiego śniadania, bo w żadnej restauracji nie podają usmażonych jaszczurek!

Na jego twarzy zawitało na krótko zdziwienie. Podniósł brwi do góry i zaczął myśleć... On zaczął myśleć! Gdzie moja kamera?! Nagle zaśmiał się i założył dłonie na biodra.

M.I.A.Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz