ADDISON
CHARLOTTE POV
- Dryń!!!!!!!!
- Ugh! - powiedziałam do siebie po cichu, mimo że miałam zamknięte oczy wiedziałam, że słońce przedziera się do mojego pokoju. Wiedziałam też, że jest ranek i powinnam wstać, bo czeka mnie szkoła. Zastanawiało mnie tylko jak znalazłam się w pokoju, skoro zasnęłam na dole.
Potarłam delikatnie oczy i wciągnęłam głośno powietrze. Tak to ten dzień. Szkoła. Na szczęście dziś będzie tylko apel i trzy lekcje. Zapoznam się z nowymi uczniami! Jej będzie super! Nie, nie będzie. Nie mam na to siły. Czuję się jak na kacu. Po raz już kolejny przecieram oczy i leniwie podnoszę powieki. W pomieszczeniu jest tak jasno, że natychmiast je zamykam. Na " ślepo " podchodzę do okna by przykryć je zasłoną, jednak po drodze napotykam przeszkodę i z hukiem upadam na ziemię. Czyż to nie jest najlepiej zaczęty dzień w świecie? Wstaje z podłogi i zerkam na plecak, który planował zamach na moje życie.
- No i co zadowolony z siebie jesteś? - czy ja zwariowałam? Mówię do rzeczy, do czegoś co jest materialnie i mnie nie rozumie, nawet mnie nie słyszy.
- Z kim rozmawiasz? - zza pleców słyszę znajomy głos, taki ciepły.
- Ż moim przyjacielem jednorożcem, który ma magiczne moce i jest niewidzialny. Cris poznajcie się. - powiedziałam.
- ha ha. Bardzo śmieszne.
- Ależ kochany mój przyjacielu, to ani trochę nie miało być śmieszne. - mówię i łapie za wieszak, na którym wiszą przygotowane wczorajszego wieczoru ciuchy.
- Lepiej idź i zrób mi śniadanie. Głodna w szkole nie będę siedzieć.
- Oczywiście ma Królowo, twoje życzenie jest dla mnie rozkazem.
- Bałwanie to był rozkaz.
Godzinę później byłam już w szkole. Apel miał się zacząć za jakieś dziesięć minut, więc ruszyłam do sekretariatu po plan. Po drodze dostrzegłam Joe. Stał z grupką dziewczyn. Widać, że ktoś ma branie. Przez to wszystko tak się zagapiłam, że wpadłam na kogoś. Spojrzałam przed siebie i dostrzegłam tego tajemniczego chłopaka. Był na tyle bezczelny, że bez jakiegokolwiek słowa wstał i poszedł dalej zostawiając mnie na ziemi.
- Nic ci nie jest? - zapytał Joseph podając mi dłoń. To zaskakujące, że w tak szybkim czasie znalazł się przy mnie. Oczywiście nie obeszło się bez krzywych spojrzeń ze strony koleżanek mojego " zbawcy ".
- Jestem cała i zdrowa.
- Widzę. Charly, martwiłem się. Wyprowadziłaś się bez wyjaśnień i czegokolwiek. Nie odzywałaś się i nie pokazywałaś w okolicy. Czy coś się stało? - jego twarz wyrażała tylko jedną emocje: troskę. Natomiast w mojej głowie był mętlik. Najpierw ten chłopak na mnie wpada, teraz Jo coś chce. Oj ludzie nawet w szkole nie dacie żyć!
- Halo. - z całego zamyślenia wyrwał mnie głos towarzysza. Machał dłonią przed moją twarzą. Najwyraźniej musiałam być naprawdę nieobecna.
- Tak, tak.
- Ej mała - ugh! Nienawidzę gdy się tak do mnie mówi. - Widzę, że coś cię męczy. Może po szkole pójdziemy na kawę?
- Chciałabym, ale ja kawę mogę ci jedynie zrobić, a nie wypić. Zaczynam pracę w tej knajpce obok.
- To chyba zostanę stałym klientem. - puścił mi oczko i odszedł wraz z pierwszym dzwonkiem.
Od godziny siedzę w przytulnej kawiarni i realizuje zamówienia.
Poznałam swoją klasę i wydają się być sympatyczni. Dlaczego tylko wydają? Bo tak się składa, że trójka dziewczyn, która stała przy Joe jest ze mną w klasie. Hura! Cieszmy się albo i nie!
Odkąd przyjechałam rano do szkoły z Cristoferem, to od tej pory go nie widziałam. Zamiast tego Jo cały dzień za mną łaził. Teraz mam od niego spokój.
- Małą czarną poproszę. - miałam nadzieję, że ten głos, który w tej chwili słyszałam to nie ten, o którym myślałam. Jak zwykle trafiłam w sedno i musiałam zgadnąć...
- Joseph! Czy ty mnie śledzisz?
- Spokojnie. To już kawy nie można wypić? - podniósł ręce w geście obronnym.
- Jakiś problem? - zapytał szef, który opuszczał zaplecze.
- Wszystko w porządku. - powiedziałam zanim jeszcze wyszedł.
- No i oprócz chęci wypicia czegoś co mnie postawi na nogi, chciałbym z tobą porozmawiać.
- To opowiadaj, ale szybko, bo jak zauważyłeś jestem w pracy.
- Złożyłem prośbę o adopcję Lily.
- Co?! - z wrażenia upuściłam kubek z herbatą. Miałam tylko nadzieję, że to kiepski żart, bo chciałam pogadać z Crisem by złożył taki wniosek. Czy tym sposobem mój były współlokator chce bym wróciła?
____________
Rozdział dodany w miarę szybko, a to dlatego, że czuje duży przypływ weny. Skoro jest chęć, to czemu nie korzystać? Mam nadzieję, że się podoba.
Liczę na wasze komentarze. Dla mnie to motywacja do dalszego działania, dla was tylko chwila.
Pozdrawiam wszystkich.
Wasza N.
CZYTASZ
Odmieniona
De TodoCharlotte - młoda, ambitna, odważna dziewczyna. Jej podejście do życia jest inne niż ludzi dookoła. Postanawia zniknąć. W jej życiu na raz zagości trzech nowych chłopców. Czy Charly dokona słusznego wyboru? Czy jej zaborczy brat dopuści do związku...
