Odebrałam resztę od kasjerki, nie zaszczycając ją nawet spojrzeniem. Spakowałam ciastka do małej torebki i wyszłam zniecierpliwiona ze sklepu. Rozejrzałam się ponownie po pustej ulicy. Mojej koleżanki nadal nie było, choć od umówionej godziny naszego spotkania minęło już dwie godziny. Spróbowałam znowu do niej zadzwonić, ale z takim samym skutkiem - odzywała się sekretarka. Ze złości miałam ochotę wyrzucić telefon. Nic mnie tak nie denerwowało jak spóźnienia, ale to już przesada.
Miałyśmy się spotkać wieczorem, aby pójść do niej na noc. Ostatnio przeprowadziła się do innego miasta, więc chciałyśmy pogadać o nowych wydarzeniach. Przyjechałam busem do niej specjalnie z oddalonego o godzinę rodzinnego miasteczka. Nie miałam pojęcia, gdzie teraz mieszka. Według naszych poprzednich planów miała przyjść po mnie na przystanek, skąd poszłybyśmy do niej. Wyszło, jak wyszło. Ona nie odbierała, a ja zostałam sama w wielkim mieście bez możliwości powrotu. Następny bus był dopiero o 21, a mimo że do tej godziny brakowała sporo, to robiło się już ciemno. Mamy w końcu końcówkę zimy - dzień jest krótki, zimny i chlapiący topiącym się śniegiem.
Nie wierzyłam w to, co się dzieje. Jak mogła mnie tak wystawić? Będzie się musiała ostro tłumaczyć. A teraz pozostaje mi tylko spędzić te kilka godzin w miarę spokojnej atmosferze, w towarzystwie ciastek, ptaków i pustych ulic. W sumie, to może nawet lepiej, że brak tutaj żywej duszy. Kto wie, jakie czarne charaktery mogą się włóczyć wieczorami i wypatrywać swoje kolejne ofiary. Na ten pomysł aż zadrżałam. Naprawdę będę się teraz katować własnymi myślami?
Włączyłam mapkę miasta na telefonie. Bogom dzięki za internet i Google! Sprawdziłam na jakiej ulicy się znajduję oraz, co takiego mogę znaleźć w pobliżu. Sklepy, park, galeria, bloki, bloki, bloki. Może pójdę do galerii? Nie kupię zbyt dużo rzeczy z taką ilością gotówki, ale chociaż nie będę stała samotnie na chodniku, czy siedziała na ławce. Jednak nie było tak miło - najszybszy sposób dotarcia do owego miejsca to przejście przez park, który zresztą widziałam nawet stąd. Nie wydawało mi się to dobrym pomysłem, w końcu słońce już zachodziło,a niebo przybrało granatową barwę. Wzięłam głęboki oddech i postanowiłam, że nie mogę być takim tchórzem. Dziarskim krokiem ruszyłam ku ścieżce pośród zielonej trawy i wielkich, nagich drzew.
O dziwo, było dosyć spokojnie. Nie spotkałam żadnych kosmicznych wiewiórek, gadających liści czy gościa z zszytymi ustami. Po prostu szłam, zastanawiając się, co zrobię koleżance, jak tylko ją dorwę. Miałam także nadzieję, że powód jej nieobecności nie był czymś drastycznym. Nie chcę, aby cokolwiek stało się jej albo jej bliskim. Spojrzałam ku górze, na ćmę latającą pod świecącą lampą. Zleciała trochę niżej, prawie na moją głowę.Już miałam ja odpędzić, kiedy usłyszałam kroki. Spięłam się gwałtownie, najwyraźniej strach nadal nie ze mnie nie uleciał. Szybko rozejrzałam się za jakimś miejscem do ukrycia. Nie mając lepszego pomysłu, stanęłam za drzewem. W duchu podziękowałam mu za tak szeroki pień.
- Trzeba się uśmiechać, Kageyama! - usłyszałam czyiś rozentuzjazmowany głos.
Wychyliłam się lekko i zobaczyłam dwa cienie, idące obok siebie. Jeden z nich prowadził rower i to chyba jego właśnie słyszałam. Drugi natomiast wydawał się mieć ciemne włosy i przewyższał swojego towarzysza o dobrą głowę. Postanowiłam nadal nie wychodzić ze swojej "kryjówki". Nieznajomi byli jeszcze kilka metrów ode mnie i nie weszli jeszcze w zasięg światła, jakie dawała latarnia. Chciałam zobaczyć ich twarze i upewnić się, ze nic mi nie grozi.
- Nie lubię się uśmiechać. Zawsze ludzie dziwnie reagują - odpowiedział mu drugi, z odrobiną rozczarowania. Zastanawiam się, jaki mógłby być jego uśmiech. Naprawdę aż taki straszny?
CZYTASZ
One Shots
FanfictionZbieram zamówienia na one shoty *0* Głównie z takich anime jak: ~Haikyuu ~Kuroko no basket ~Noragami ~Kamisama Hajimemashita ~Durarara ~No game no life ~Kokoro Connect ~Ansatsu Kyoushitsu ~Ao no Exorcist Ale możecie prosić też o...
