Rozdział X

5.9K 521 207
                                        

    Cholera. Cholera. Cholera. Cholera. Tak nie może być! Odbierz, błagam!

    Powtarzałem te słowa jak mantrę próbując dodzwonić się do Wendy. Moja ostatnia deska ratunku... Zostawiłem jej już pięć połączeń, pewnie mnie zabije jak to zobaczy.Wątpię, aby już znalazła informacje i zdjęcia, ale warto próbować. Zwłaszcza teraz, gdy nie mam innej opcji. Jestem bezradny.

    Gdy tylko zobaczyłem, jak Bill pocałował moją siostrę, od razu chwyciłem plecak, odłożyłem książkę na biurko bibliotekarek i szybko wyszedłem. Ta książka zapowiadała się nawet spoko, wypożyczę ją innym razem.... Zaraz Dipper! To nie czas na myślenie o książkach! Masz większe problemy na głowie!

    Po szóstej nie udanej próbie dałem sobie spokój. Pewnie ma jakieś zajęcia a telefon jest w torbie. Między wykładami na pewno zdzwoni. Oby...

    Oczywistym było, że nie dam razy patrzeć temu przebrzydłemu demonowi w oczy, ani nie zdzierżę również widzenia tego, jak to Mabel dostaje coraz to większego ślinotoku na jego widok. Nie obchodzi mnie jak to wszystko się dalej potoczyło. Czy teraz są razem, czy nie. Wiem, że Mabel szybko się zakochuje,mogła wpaść już z nim po uszy, ale raczej znają się za krótko,by po zerwaniu popadła w depresje i nie chciała widzieć świata poza swoim pokojem. Miała wielu partnerów i tylko raz to wszystko się tak potoczyło. Ale czemu się tu dziwić, była z tą osobą prawie pół roku, a ten drań zerwał a nią bez jakichkolwiek wyjaśnień. Tak po prostu, bo mu się znudziła.

    Poprawiłem plecak, wiszący na moich ramionach, po czym udałem się do wyjścia z budynku. Nie ma mowy abym został tu choć chwilę dłużej. Moja frekwencja może na tym srogo ucierpieć. Wczoraj mnie nie było, dzisiaj sobie wychodzę w połowie lekcji...No cóż, może wychowawca mnie nie zabije. Dobrze, że o tym nie ma pojęcia moja wychowawczyni z gimnazjum. Wtedy miałem prawie co roku stuprocentową frekwencje. Przychodziłem nawet wtedy, gdy ledwo chodziłem przez chorobę. Tylko w pierwszej klasie zachorowałem na ospę, więc tu oczywiste było, że te dwa tygodnie posiedzę w domu by nikogo nie zarazić.

    Przez tę fale myśli, nawet nie spostrzegłem, a już stałem pod domem. Wyjąłem klucze z kieszeni i szybko wszedłem do środka. W środku oczywiście nikogo nie było. Nie żebym się spodziewał, że moi rodzice nagle magicznie wrócą z...gdziekolwiek oni tam są. Japonia? Korea? No, gdzieś w azji w pracy. W tej swojej wspaniałej, wielkiej korporacji, dla której zostawili dzieci same sobie w wieku piętnastu lat. Widać było, że czekali tylko aż osiągniemy taki wiek, że zaczniemy samodzielnie myśleć,bo zostawili nas od razu po urodzinach. Odwiedzają nas tylko na jakieś ważne święta i w wakacje są tu może na tydzień. Na urodziny nie przyjadą, bo po co? Wysyłają nam tylko pieniądze jako prezent. Ale tak szczerze, czy papierek może zastąpić rodzinę? Wątpię.

    Po wejściu do pokoju od razu rzuciłem plecak w kąt i opadłem bezwładnie na łóżko nie wiedząc co począć. Mogłem jednak wypożyczyć tę książkę.

    Ostatecznie, zabrałem się za "Intruza". Czas najwyższy go dokończyć.

    Został mi jeden rozdział do dokończenia, gdy poczułem wibracje w kieszeni. Nie no, lepszego momentu na dzwonienie sobie wymyślić nie mogli. Jednak mimo to, szybko wyjąłem telefon z kieszeni w nadziei, że to Wendi. Jak to mówią, nadzieja matką głupich. To była Mabel.

  - Co jest, Mab? - spytałem niechętnie. Jedyną osobą, z którą miałem ochotę teraz rozmawiać była rudowłosa.

  - Gdzie jesteś? - wydawała się być nieco zdezorientowana. - Tak szybko wyszedłeś i -

  - W domu. - przerwałem jej.

  - Coś się stało?

  - Wiesz, źle się poczułem. - mój głos był tak bardzo wyprany z emocji, że nie było mowy aby mi nie uwierzyła. Nie jąkałem się ani nie mówiłem z zaciśniętym gardłem jak to mam w zwyczaju gdy kłamie.

Prześladowca.Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz