Przez cały tydzień nie dostawałem już wiadomości, ani nie widziałem się z tą dziwną, tajemniczą osobą. Może to i lepiej? Miałem nadzieję, że to było tylko jednorazowe przeżycie, wolałem nie doświadczyć tego ponownie. Co prawda wiele razy czułem się obserwowany, nawet będąc w domu, ale to raczej nie możliwe. Pewnie to było tylko głupie wrażenie, albo jakieś duchy z nudów postanowiły na mnie popatrzeć, przyprawiając mnie o gęsią skórkę.
Spojrzałem na garnitur przewieszony na krześle. A więc to już dzisiaj? Już dziś wraz z Mabel poznam nowe otoczenie,klasę, nauczycieli, wychowawce...
Niechętnie podniosłem się z łóżka i wolnym krokiem ruszyłem w stronę ubrania. Wziąłem je, po czym skierowałem swoje kroki do toalety. Na szczęście w naszym domu były dwie, na górze, mniejsza i o wiele mniej wypasiona – moja; i na dole ekstrawagancka – Mabel. Jakoś nie chciałem się z nią kłócić o toaletę, dla mnie najważniejsze bym miał gdzie się wykąpać.
Po długim ogarnianiu się, opuściłem toaletę i zszedłem schodami w dół, na parter, by zjeść śniadanie. Jak się spodziewałem, Mabel nigdzie nie było widać. Byłem święcie przekonany, że nadal okupuje łazienkę. Nie jestem świetnym kucharzem, jednak mimo to postanowiłem zrobić siostrze miłą niespodziankę i usmażyć... Uwaga, uwaga... Jajecznicę! Tak, wiem,kreatywnie i ambitnie.
Podszedłem do kuchenki i po ówczesnym przygotowaniu składników, zabrałem się za pichcenie. Mabel postanowiła opuścić toaletę akurat gdy nakładałem jajecznicę na talerze. Zapewne zwabił ją jej zapach.
- Co to za zapachy, braciszku? - spytała z szerokim uśmiechem, zamykając za sobą drzwi od łazienki. Podeszła do mnie i wzięła talerz. - No muszę przyznać, że popisałeś się zdolnościami kulinarnymi. - zaśmiała się odchodząc w stronę salonu.
Postanowiłem odprowadzić ją wzrokiem. Czarna, przewiewna spódnica do kolan, białe zakolanówki, ciemne półbuty oraz biała, elegancka koszula. Muszę przyznać, że nawet taki oficjalny strój nie odbierał mojej siostrze uroku. A niedbale zrobiony kok wręcz go dodawał. Już wtedy mogłem powiedzieć, że wszyscy będą zazdrościć przyszłemu chłopakowi mojej siostry. Ze świecą szukać tak nieprzeciętnie pięknej kobiety. A może ja podświadomie uważałem, że jest piękniejsza niż większość kobiet mijanych na ulicy, tylko dlatego, że jest moją siostrą? W końcu ta sama buźka, to pewnie dlatego.
- Dip! - z zamyślenia wyrwał mnie krzyk brunetki. Lekko potrząsnąłem głową, po czym ponownie na nią spojrzałem, tym razem przytomnym wzrokiem. - Przestań się we mnie tak wpatrywać, bo jeszcze uznam, że się zakochałeś! - zaśmiała się przesuwając się lekko w bok, robiąc mi tym samym miejsce na kanapie.
Gdy spostrzegłem jej gest, wziąłem w dłoń talerz i ruszyłem w jej kierunku.
- Zakochać się? W tobie? - powiedziałem z kpiną w głosie, po czym usiadłem obok niej i odłożyłem talerz na stół.- Aż tak mnie nie powaliło. - uśmiechnąłem się wyzywająco, po czym roztrzepałem jej włosy. - A teraz jedz. Dziś nasz wielki dzień. - powiedziałem z delikatnym uśmiechem, po czym sam zacząłem spożywać posiłek.
Między nami zapanowała cisza. Każdy z nas postanowił się skupić na jedzeniu. Już pod koniec posiłku cieniutki, drżący głosik Mabel przerwał panującą ciszę.
- Boję się...
Przestałem jeść by spojrzeć na nią. Zdawało się, że w kącikach oczu miała łzy. Strach przed nieznanym, huh?
- Wiem, Mabel, ja też nie jestem zbyt szczęśliwy na myśl o pójściu do nowej szkoły, ale niestety trzeba. -położyłem jej dłoń na ramieniu. Szczerze powiedziawszy, to wtedy ją okłamałem. Nie dało się opisać mojej radości na samą myśl, że nie będę musiał użerać się z tą bandą kretynów z mojej poprzedniej klasy. Nowa szkoła – nowe życie. Nowi znajomi,nauczyciele, więcej rzeczy do nauki....
- Nie chcę poznawać nowych ludzi. Tam miałam przyjaciół, reputację. To wszystko tak po prostu straciłam... -zrobiło mi się jej żal. Wiedziałem, że dla niej przyjaciele są najważniejsi, zawsze była duszą towarzystwa. W gimnazjum miała na pęczki znajomych, zawsze z kimś rozmawiała. Kompletne przeciwieństwo mnie.
- Jeśli cię to choć trochę uszczęśliwi, to obiecuję, że na rozpoczęciu roku będę podążał za tobą jak cień i cię nie opuszczę. - powiedziałem z udawaną powagą z jedną dłonią na sercu, a drugą uniesioną na wysokość głowy.
Mabel otarła łzy z kącików oczu, po czym cicho się zaśmiała wyraźnie rozbawiona moim zachowaniem.
- No przecież wiem. - puknęła mnie pięścią w ramię. - Jakbyś mnie choć na chwilę zostawił, to byś nie wrócił żywy do domu! - pomachała mi palcem przed nosem starając się być poważną, jednak z jej twarzy nie znikał uśmiech.
- Ta jest, kapitanie! - przyłożyłem sobie dłoń do czoła w wojskowym geście potwierdzenia zrozumienia rozkazu. Po chwili spojrzałem na talerz z niedojedzoną jajecznicą mojej siostry. - Będziesz to jadła?
Siostra powoli skierowała wzrok na talerz, po czym gestem dłoni zaczęła go ode mnie odsuwać.
- Taaak... - powiedziała, po czym rzuciła się dojedzenia. Widząc jej zachowanie nie potrafiłem się nie zaśmiać. No tak, poprzednio obok przyjaciół, w najważniejszych rzeczach powinno być też jedzenie.
Idąc przez miasteczko, nie dało się nie zauważyć stad młodzieży ubranych na galowo. Ich widok tylko dobitnie przypominał Mabel o tym co dziś się wydarzy. Szliśmy w ciszy,nikt nie czuł potrzeby nic mówić. Brunetka szła ze spuszczoną głową i pustym wzrokiem badała chodnik, po którym się poruszaliśmy. Wolałem nie zmuszać jej do rozmowy, widać, że tego nie chciała.
Gdy tylko ujrzałem potężny, zielono – żółty budynek od razu powiedziałem siostrze, że dotarliśmy na miejsce, która w odpowiedzi jedynie gorzko westchnęła. Objąłem ją pokrzepiająco ramieniem, prowadząc w stronę szkoły.
- Sosenko~! - nagle czyjś cichy, jednak dźwięczny głos sprawił, że aż podskoczyłem.
Mabel zdezorientowana spojrzała na mnie, a następnie, na kogoś tuż obok mnie. Szybko odwróciłem wzrok w tym samym kierunku co ona i z przerażeniem spojrzałem na blondyna,który chyba za cel obrał sobie prześladowanie mnie. Odebrało mi mowę. Po prostu stałem jak idiota wpatrując się z przerażeniem na sylwetkę chłopaka stojącego przede mną. Jego kpiący uśmiech chyba zapamiętam na zawsze...
- O, to ty! - Mabel widząc moją bezczynność najwyraźniej postanowiła odezwać się pierwsza. Jej głos brzmiał na dość radosny, powinna pomyśleć nad byciem aktorką. Idealnie wychodziło jej ukrywanie swoich uczuć i udawanie kogoś zupełnie innego gdy przyszła taka potrzeba. - Przyjaciel Dippera, tak?
- Tak, dokładnie. - przechylił się na bok by móc lepiej przyjrzeć się mojej siostrze. - To wspaniale, że będziemy chodzić do tej samej szkoły! - uśmiechnął się do niej przyjaźnie, łącząc dłonie jakby do modlitwy.
- Też się cieszę!
- Hej, chwila! - nagle głos mi wrócił. Odwróciłem się w bok, po czym zacząłem wpatrywać się na przemian na siostrę lub na chłopaka. Ostatecznie mój wzrok zatrzymał się na nim. Zmarszczyłem wrogo brwi, na co on odpowiedział mi swoim fachowym, kpiącym uśmieszkiem. - Choć na słówko. - złapałem go za ramie i zacząłem ciągnąć go do przodu zostawiając zdezorientowaną Mabel za sobą. - Możesz mi powiedzie kim ty do diabła jesteś?! I dlaczego mnie prześladujesz?! Skąd miałeś mój numer telefonu? I mój adres?!
- Oh, czyli nadal nie przypomniałeś mnie sobie? -spytał teatralnie. - Ranisz! Chcesz podpowiedzi? - Nie czekając na moją odpowiedź uformował palce dwóch dłoni w trójkąt i przyłożył je do zranionego oka, po czym nim na mnie spojrzał.Nagle w jednym momencie oprzytomniałem. Nie mówcie mi, że.... - Miłego rozpoczęcia roku, Mabel! - nagle przechylił się i spojrzał z uśmiechem na dziewczynę, po czym ponownie skierował wzrok namnie. - Miłego, Dipper.
Gdy tylko odszedł ode mnie na kilka metrów, od razu podbiegła do mnie siostra.
- Dip? -spytała z troską w głosie patrząc mi w twarz. Ja tylko stałem patrząc się pusto w jeden punkt.
Już wiem kto to.
CZYTASZ
Prześladowca.
FanfictionPo wakacjach u wujków, Dipper wraz z siostrą wracają do domu, by przygotować się do nowej szkoły. Podczas zakupów Dipper zauważa tajemniczą osobę, której głos wydaje mu się być znany, jednak nie ma co do tej osoby dobrych przeczuć. Dość nietypowe...
