- Sosenko!
- Nie.
- A - Ale...
- Nie.
Blondyn pochylał się przez oparcie kanapy i patrzył na mnie wzrokiem zbitego szczeniaka. Moja twarz mogła jedynie pokazywać rosnącą we mnie irytację, spowodowaną chęcią pójścia spać. Przykryłem się kocem aż po czubek głowy, a następnie położyłem na boku, plecami do oparcia.
- Nie po to przeniosłem łóżko... Sosenko, chodź na górę. - jego smutny głos prawie obudził we mnie wyrzuty sumienia. Prawie.
W odpowiedzi jedynie westchnąłem przeciągle, a po tym nastała długa cisza. Nie chciałem z nim spać w jednym łóżku. Nie po tym, co się stało dzisiaj rano, z resztą... Miałem kilka spraw z nim związanych do uporządkowania w swojej głowie, wolałem tę noc spędzić sam. Jego nachalność by tylko doprowadzała do większego natłoku myśli.
Po kilkunastu sekundach ciszy, usłyszałem jego ciche westchnięcie i ciche kroki. Nic nie powiedział. Wolnym krokiem udał się na górę, a ja nareszcie mogłem poleżeć w samotności i ułożyć sobie na spokojnie wszystko co miałem w głowie. Głównie odnośnie Bill'a i naszej relacji.
Następnego dnia, po nieprzespanej nocy czułem się jak zombie wyciągnięty prosto z jakiejś wielu sezonowej sagi. Ledwo zdążyłem na zajęcia, nie spakowałem połowy przedmiotów, a gdzieś tak na trzeciej lekcji przypomniałem sobie o tym, że miałem obudzić Bill'a. No tak, brawo Dipper, dzięki tobie zrobił on sobie kolejne wagary. Z resztą może to i lepiej? Dzień odpoczynku od niego lepiej mi zrobi. Dalej bałem się przebywać w jego towarzystwie i co gorsze wciąż byłem niepewny moich uczuć. Czułem do niego nienawiść? Nie. Jednak czułem, że powinienem. Zamiast tego rosła moja sympatia do niego, co mnie chwilami przytłaczało. Naprawdę polubiłem spędzać z nim czas i się do niego jakkolwiek przywiązałem.
- Pines! - głośny krzyk tuż nad moją głową sprawił, że jak poparzony odskoczyłem od ławki, na której jeszcze przed chwilą leżałem, by wylądować razem z krzesłem na ziemi. Zdezorientowanym wzrokiem spojrzałem na stojącego nade mną nauczyciela, który mierzył mnie morderczym wzrokiem. - Czyżby moje lekcje cię aż tak nużyły, że postanowiłeś uciąć sobie drzemkę? - już chciałem zaprzeczyć, jednak mężczyzna mnie ubiegł. - I wstań z tej ziemi. - szybko wykonałem polecenie nauczyciela, by zobaczyć, że pisze coś w moim zeszycie. - Proszę, to twoje dodatkowe zadania. - podsunął zeszyt pod mój nos, bym lepiej mógł się przyjrzeć moim dodatkowym pięciu zadaniom z tematu, który dopiero dzisiaj wprowadzono, i którego dalej nie do końca ogarniałem. Na szczęście zawsze byłem dobry z matematyki, więc jakoś mnie te zadania nie przerażały.
Nauczyciel po chwili wrócił do prowadzenia lekcji, by pod koniec zajęć zadać całej klasie trzy zadania do domu. Na moje nieszczęście, mi zadał inne, czyli jeszcze więcej zadań dla mnie.
Dzwonek był dla większości uczniów zbawieniem, zwlaszcza na lekcji z nauczycielem, za którym nikt nie przepadał.
Została ostatnia lekcja - WF. Wiem, że nie powinienem uciekać z żadnej lekcji, jednak nie podobał mi się siedzący we mnie niepokój, spowodowany strachem przed zostawieniem Bill'a samego. Ostatnio jak go zostawiałem nic się nie działo, jednak mimo wszystko wolałem, by nie musiał zostawać sam.
Jadąc autobusem w oczy rzucił mi się pojazd straży pożarnej jadący w tym samym kierunku. Zażenowany zaśmiałem się, przywołując wspomnienie mojej niezbyt rozsądnej sąsiadki, do której straż ta nie raz już zawitała. Na szczęście nigdy nie ucierpiało nic więcej niż jej garnki, ściana i sufit, które trzeba było pomalować. Na te zdanie od razu do moich myśli wrócił obraz mojej jeszcze niedawno spalonej kuchni. Wciąż gdzie nie gdzie widać ślady po mojej zaciętej walce z ogniem.
Przez moje chwilowe zamyślenie prawie przegapiłem przystanek i o mały włos nie musiałbym iść ponad godzinę z buta - nie lubię czekać na autobus więcej niż 30 minut. Wysiadłem z pojazdu, ówcześnie żegnając się z kierowcą, by już po chwili skierować kroki w kierunku domu.
Po drodze po raz kolejny obok mnie przejechał wóz pożarny. Naprawdę zacząłem zastanawiać się co się mogło wydarzyć? Czy to na pewno była sąsiadka? Może jakieś dziecko dla zabawy wrzuciło podpaloną zapałkę w pole? Albo świeciło szkłem powiększającym w zaschniętą trawę? Opcji było wiele.
Powoli dostrzec mogłem coraz to większe kłęby dymu, wyłaniające się zza koron drzew w parku, przez który właśnie przechodziłem. Tam nie było pól, czy też lasu, który mógłby płonąć. Tam było osiedle domków. Szybko przyśpieszyłem kroku będąc jednocześnie przestraszonym, jak i zaciekawionym co się dokładnie stało.
Gdy minąłem ostatni zakręt na drodze do celu, moje najczarniejsze scenariusze się sprawdziły. Nigdy nie sądziłem że ujrzę mój dom w całości pokryty przez płomienie, oraz stojące przy nim trzy wozy pożarne. W przeciągu jednej chwili świat przede mną zawirował.
Mój dom... miejsce, w którym spędziłem całe swoje życie właśnie płonął. Poczułem, jak do moich oczu napływają łzy, jednak nim którakolwiek z nich zdążyła uciec, spływając po mojej twarzy, poczułem nagły ucisk w sercu, napływ adrenaliny, oraz strachu.
Bill. Co z nim? Momentalnie przed oczami przeleciały mi wszystkie momenty, które z nim spędziłem. Wszystkie złe, gdy jeszcze był demonem, oraz dobre z ostatnich dni. Jego, na swój sposób urocze, zainteresowanie światem. Ogromne oczy, które aż iskrzyły z podniecenia gdy widział coś nowego. Noc pod namiotem, potwór, którego dla mnie zabił, pocałunek, który ukoił moje zszargane nerwy... Nie chciałem go stracić. Nie mogłem!
Zżyłem się z nim. Naprawdę go polubiłem. Już prawie poukładałem sobie wszystko w głowie, byłem tak blisko, by zrozumieć moje uczucia. By zrozumieć... że naprawdę go lubię. Strach o jego życie sprawił, że momentalnie to do mnie dotarło.
Chciałem z nim o tym porozmawiać. Zobaczyć jak zareaguje, gdy dowie się o moich uczuciach. Czy wtedy te swoje także zrozumie?
Nawet nie zauważyłem, kiedy całą moją twarz pokryły łzy. Rękawem bluzy wytarłem policzki, po czym zacząłem biec w kierunku płonącego budynku. Jeden ze strażaków mnie zatrzymał. Mówił coś do mnie, jednak żadne z jego słów do mnie nie docierały. Nic nie słyszałem. Wzrokiem błądziłem po płonącym, jeszcze do nie dawna, moim domu, mając nadzieję, że zobaczę blondyna. Nie ważne w jakim stanie, chciałem go po prostu zobaczyć. Zamiast tego zobaczyłem ledwo widocznego, przezroczystego Willa, unoszącego się nad ziemią niedaleko mnie. W jego oku mogłem dostrzec łzę, jednak on sam nie wydawał się smutny. Jego wzrok był pusty. To utwierdziło mnie w przekonaniu.
Bill nie żył.
CZYTASZ
Prześladowca.
FanfictionPo wakacjach u wujków, Dipper wraz z siostrą wracają do domu, by przygotować się do nowej szkoły. Podczas zakupów Dipper zauważa tajemniczą osobę, której głos wydaje mu się być znany, jednak nie ma co do tej osoby dobrych przeczuć. Dość nietypowe...
