Rozdział V

7.1K 672 370
                                        

    Spędziłem dużo czasu na bezsensownym leżeniu i zastanawianiem się co począć, jak przypomnieć o tym wszystkim siostrze... W końcu, ostatecznie, zasnąłem nawet nie wiedzieć kiedy. Przespałem dobre paręnaście godzin, bo gdy uchyliłem powieki zauważyłem, że w moim pokoju panuje półmrok.

    Już tak późno?

    Przetarłem zaspane oczy, po czym podniosłem się do siadu i się rozciągnąłem. Ciche pukanie w okno zbiło mnie z tropu. Szybko spojrzałem w jego stronę, by ujrzeć panującą nad worze burzę. Następnie spojrzałem na zegarek. Było dopiero po siedemnastej, więc wrażenie wieczoru spowodowały kłęby ciemnych chmur przysłaniające słońce.

    Z chwili na chwili hałas za oknem nabierał na sile, a ja byłem coraz bardziej pewny, że tylko szaleniec nie siedziałby teraz w domu.

    Niechętnie wstałem z łóżka i ospałym krokiem ruszyłem w stronę drzwi. Po wyjściu z pokoju spostrzegłem, że drzwi do pokoju Mabel są uchylone, co oznacza, że nie ma jej tam.Chyba większość nastolatków ma tak, że nie potrafi nic robić w pokoju, gdy jego drzwi są chociażby uchylone. No cóż, w każdym bądź razie, my tak mamy.

    Szybszym już krokiem zszedłem na dół będąc pewnym, że spotkam ją wylegującą się na kanapie. Nie było jej.Może w kuchni? Nie. ...To może łazienka?? Też nie. Już wiem!Strych! Dipper, my nie mamy strychu. A no tak.

    Po małej wymianie zdań z samym sobą w mojej głowie, spojrzałem w stronę drzwi wejściowych.

    Tylko nie mówcie mi, że...

    Co za kretynka! Co ona tam robi w taką pogodę?Szybko wziąłem telefon i wybrałem jej numer. Odezwała się sekretarka. Świetnie... Już chciałem chwycić za płaszcz, jednak coś mnie powstrzymało. Przecież wyjście tam byłoby kompletną głupotą. Nawet nie wiedziałem gdzie jej szukać! Pozostało mi tylko czekać.

    Niechętnie zająłem miejsce na kanapie i włączyłem telewizor, jednak długo tam miejsca nie zagrzałem. Z nerwów nie potrafiłem usiedzieć w miejscu. Obszedłem cały dom chyba z dziesięć razy, a czas dłużył mi się niemiłosiernie.

    W końcu, po dobrej pół godzinie usłyszałem pukanie do drzwi. Jak poparzony odepchnąłem się do blatu kuchennego, o którego przez chwilę się opierałem i jak wariat pobiegłem w stronę drzwi wejściowych.

  - Mabel! - krzyknąłem otwierając drzwi. Szybko przytuliłem stojącą przede mną drobną brunetkę myśląc, że zaraz ją uduszę. Zanim do tego doszło, postanowiłem ją jednak puścić. - Gdzieś ty była w taką pogodę?! I dlaczego masz wyłączony telefon?! - spojrzałem na nią rozzłoszczony. - Jesteś cała przemoczona... Nie mogłaś się nigdzie schować? -przeniosłem wzrok na chwilę w bok gdy ujrzałem lekki ruch. Ku mojemu zdziwieniu obok niej stał nie kto inny jak Bill. Widząc  go otworzyłem szeroko oczy. - Co on tu robi? - wskazałem na niego palcem wpatrując się pytająco w siostrę.

  - A może jakieś „Dziękuję"? - zamiast głosu siostry, usłyszałem blondyna. Od razu przeniosłem na niego spojrzenie. - Przyprowadziłem Ci siostrę do domu, coś mi się należy. - przewrócił oczyma, po czym popchnął lekko Mabel do przodu by weszła do środka. Sam też wszedł, gdy tylko złożył parasol i względnie go otrzepał.

    Ja po prostu zszedłem im z drogi i bez słowa się wpatrywałem jak Bill włazi mi z buciorami do domu. Cały przedpokój był w błocie, i kto będzie musiał to myć? Oczywiście, że ja.Dobrze, że chociaż zdjęli te buty i całego domu myć nie trzeba.

  - Rozpadało się tak nagle. Zanim wbiegłam pod daszek sklepu już zdążyłam cała przemoknąć. - odezwała się Mabel zrezygnowanym tonem. Zdjęła z siebie mokrą bluzę i ruszyła w stronę schodów. - Idę się przebrać. Dipper, pozwól na chwilę.- gestem dłoni zachęciła mnie do podejścia do niej.

Prześladowca.Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz