Dlaczego ja zawsze się zgadzam na rzeczy, których nie chcę robić? Dlaczego muszę być tak uległy, gdy ktoś mnie na coś namawia?
Szczerze nienawidziłem swojego charakteru, wiele rzeczy bym w nim zmienił, ale przecież to nie takie proste.
Te właśnie myśli zajmowały moją głowę, gdy z plecakiem i dużą torbą podróżną czekałem na Bill'a pod drzwiami własnego domu. To musiało wyglądać komicznie zważywszy na to, że jedziemy tam tylko na jedną noc, ale w torbie miałem wszystkie potrzebne rzeczy. Śpiwór, karimata, namiot i jedzenie. Już lepiej to wszystko zapakować razem, niż nosić osobno na kilka razy.
Cały czas w zamyśleniu spoglądałem na jeden punkt, także nawet nie zauważyłem gdy Bill się do mnie zbliżył. A ten drań to podle wykorzystał.
- Sosenko! - krzyknął mi wprost do ucha, a ja, zaskoczony tym co się właśnie stało, z krzykiem odskoczyłem na dół spadając z torby na ziemię.
- Zabiję... - wyrzuciłem przez zaciśnięte zęby spoglądając na niego krzywo.
- No co? Siedziałeś w takim bezruchu i chciałem sprawdzić, czy jeszcze żyjesz! - uśmiechnął się głupkowato.
- Przecież się ruszałem! - odkrzyknąłem powoli podnosząc się z ziemi, po czym otrzepałem brudne spodnie. - Z resztą nie ważne. Wiesz już jak dotrzemy na miejsce i gdzie to dokładnie będzie?
- Ano wiem! - rzucił, po czym nastała cisza. Chwilę nic nie mówiłem, bo byłemu pewien, że sam dopowie co trzeba, jednak jak widać sam by na to nie wpadł.
- Więęęc...? - spytałem w końcu, kręcąc dłonią na znak, aby szybko to z siebie wyrzucił.
- Już Ci pokazuję! - odkrzyknął wyraźnie podekscytowany, po czym złapał mnie za dłoń. Od ruchowo chciałem wyrwać palce z jego uścisku, jednak za mocno mnie trzymał. - Upewnij się, że trzymasz wszystkie bagaże, Sosenko!
Swoimi słowami zbił mnie z tropu. Po co miałbym już je trzymać? Myślałem, że najpierw odpowie na moje pytanie, a on jak zawsze musiał mnie czymś zaskakiwać. Westchnąłem cicho, poprawiając plecak spoczywający na moich plecach, oraz po chwili łapiąc w dłoń uchwyt od torby podróżnej. Spojrzałem na niego pytająco, po czym, gdy ten zobaczył moją gotowość uśmiechnął się szeroko, lekko podskakując w miejscu.
- Przygotuj się! - niemal krzyknął po czym pstryknął palcami.
Wszystko przede mną się rozmazało, początkowo popadłem w panikę czując nagłe osłabienie, zupełnie jakbym miał zemdleć. Kolana się pode mną ugięły, jednak od upadku powstrzymała mnie dłoń Bill'a, którą nadal mnie trzymał. Gdy na niego spojrzałem, nagle wszystko wróciło do normy. Czułem się zadziwiająco dobrze, jednak nasze otoczenie uległo zmianie. Nie byłem przed domem, tylko w środku lasu. Szybko wstałem i z paniką w oczach zacząłem rozglądać się na wszystkie strony.
- Co jest..?! - spytałem zdezorientowany, a w odpowiedzi otrzymałem tylko cichy śmiech zza moich pleców. - Co Cię tak śmieszy?! - warknąłem odwracając wzrok w stronę blondyna. Szybko zorientowałem się, że nadal trzyma moją dłoń, którą jeszcze szybciej wyrwałem, jednocześnie też puszczając torbę z drugiej.
- Tutaj postawimy namioty - wskazał palcem bliżej nieokreślone miejsce na polanie tuż obok. - Przed nimi będzie ognisko i będziemy piec pianki! I jezioro jest też blisko! Pójdźmy łowić ryby! Proszę, proszę, prooooszę! - zupełnie zignorował moje pytanie...
- A odpowiesz mi na moje pytania?
- Jakie pytania..? - spytał przechylając lekko głowę na bok. Westchnąłem przeciągle.
CZYTASZ
Prześladowca.
FanfictionPo wakacjach u wujków, Dipper wraz z siostrą wracają do domu, by przygotować się do nowej szkoły. Podczas zakupów Dipper zauważa tajemniczą osobę, której głos wydaje mu się być znany, jednak nie ma co do tej osoby dobrych przeczuć. Dość nietypowe...
