17

35 4 0
                                        

- A więc, Rosalie, pracujesz gdzieś?

Razem z Clarencem i jego rodzicami siedzieliśmy przy dużym stole. Mama mile nas ugościła. Nie spodziewałam się tylko, że jego dom znajduje się nad brzegiem morza... widok jest cudowny, ale nie dorównuje temu domkowi na drzewie. Nie. Nie mogę teraz myśleć o tym domku i o nim. Przyjechałam tutaj, aby zapomnieć.

- Jeszcze nie, ale za miesiąc mam praktyki w szkole. W między czasie mam zamiar zarobić kilka groszy nawet jako kelnerka.

- Czyli chodzisz na studia? – dodała mama Clarence'a.

- Tak, niedaleko mnie jest świetnia uczelnia, do której chciałam od małego chodzić. Takie dziecięce marzenie. Właśnie na zajęciach pedagogicznych spotkałam Clarence'a.

Pani Campbell spojrzała się z uniesionymi brwiami na swojego syna.

- Nie wiedziałam, że chcesz zostać nauczycielem, synku.

- Chciałbym pokazać Rosie plażę. – Niespodziewanie zmienił temat. Wstał od stołu i pociągnął mnie za sobą.

- O co chodziło twojej mamie? – zapytałam, kiedy szliśmy po brzegu morza. Clarence tylko wzruszył ramionami. Złapał mnie za rękę i dalej spacerowaliśmy.

- Chodziłem za tobą tydzień. Spodobałaś mi się od pierwszego spotkania. Pamiętasz jak z kimś się zderzyłaś na początku września?

- To byłeś ty?

- Tak. Szłaś wtedy z kubkiem kawy i książką. Poczułem, że jesteś tą jedyną. Starałem się do ciebie tyle razy zagadać, chciałem, żebyś mnie w końcu zauważyła. Dlatego wykorzystałem okazję i wślizgnąłem się do klasy. – Clarence spojrzał na mnie, ujął moje dwie dłonie i uklęknął. – Rosalie, musisz być moja. Nie chcę więcej razy być zazdrosny, jak widzę cię z tym twoim przyjacielem. Nie mogę wytrzymać tego, jak na ciebie patrzy. Nie ufam mu, dlatego nie będziesz się z nim więcej spotykać. Będziesz moja? Proszę.

- Clarence, to jeszcze nie jest właściwy moment, abym mogła ci na to odpowiedzieć. Potrzebuję czasu.

- Jasne.

***

Leżałam na łóżku w sypialni i pisałam z Hope. W tym czasie Clarence brał prysznic.

HOPE: Co ty zrobiłaś dla Luke'a? Razem z Louisem siedzą u nas na kanapie i piją piwo. Nie rozmawiają ze sobą, a ze mną tym bardziej. Luke chodzi cały czas jakby ktoś coś mu zrobił.

JA: Rozmawiałam z nim i chcę zachować dystans.

HOPE: Nie wiem, gdzie popełniłam błąd wychowując ciebie.

Gdy wyszedł z łazienki miał na biodrach ręcznik i jeszcze po prysznicu mokre włosy. Zabójczo się uśmiechnął i puścił oczko w moją stronę.

- Ile miałeś dziewczyn? – zapytałam, próbując ukryć rumieńce.

- Na pewno nie więcej, niż ty chłopaków. – Zaśmialiśmy się obydwoje, po czym położył się obok mnie, a ja ułożyłam swoją głowę na jego umięśnionym torsie.

- A żebyś się nie zdziwił. Miałam aż dwóch.

- Jak to? Chłopcy powinni się rzucać na takie piękne istoty jak ty.

- Świat płata nam figle. – Clarence podciągnął moją bluzkę do góry i zaczął głaskać mnie po plecach.

– Co cię łączy z nim?

- Z Luke'iem? – Lekko pokręcił głową.

Wiedziałam, że te pytanie kiedyś się wydobędzie z jego ust. Mimo że w głowie milion razy analizowałam to, w tym momencie zaniemówiłam.

- Aktualnie nic. Wcześniej się przyjaźniliśmy, ale skończyłam z tym. A skąd te pytanie?

- Nie lubię go. – Założył pasmo moich włosów za ucho.

- Wiem – odpowiedziałam delikatnie.

Clarence pokonał dzielącą odległość nasze usta. Przed moimi oczami stanął Luke. Miał na sobie białą bluzkę. W miejscu, gdzie jest serce, zaczęła wypływać krew. Jego bluzka zaczynała robić się czerwona. On stał z bólem na twarzy.

- Dlaczego mnie ranisz? – zapytał.

Po jego policzku spłynęła jedna łza. Gdy ocknęłam się z tego strasznego wyobrażenia, poczułam, że leżę pod Clarencem.

***

Następnego dnia obudziłam się ze strasznym bólem w dolnej części ciała. Przewróciłam się na bok i spojrzałam na pustą poduszkę. Nie było go obok. Odetchnęłam z ulgą. Z powrotem położyłam się na plecach i wlepiłam oczy w sufit. Przypomniał mi się wygląd Luke'a z poprzedniej nocy. Naprawdę go ranię?

- Dzień dobry kochanie. Przepraszam, że tak szybko musimy wyjechać, ale potrzebują mnie w mieście.

Podszedł do mnie i złożył lekki pocałunek na moim czole.

Zdziwiłam się na usłyszenie jego wyznania, lecz nie byłam na siłach aby kontynuować konwersację. Pozbierałam swoje ciuchy oraz wszystkie rzeczy, które porozstawiałam po pokoju i spakowałam do torby. Po krótkim namyśle stwierdziłam, że potrzebuję gorącego prysznica. Gdy poczułam krople wody na moim ciele, zaczęłam się odprężać. Każda myśl zleciała ze mnie. Prawie. Luke w koszulce nasiąkniętej we krwi wyciągał do mnie dłoń, lecz gdy chciałam ją chwycić, myśl się rozmazywała. Żałowałam, że nie umiałam nad nią zapanować.

- Rosalie, musisz już wyjść.

Wyszłam z kabiny, wytarłam ciało i ubrałam się w świeże ciuchy.

Jechaliśmy do mojego domu. Panowała w aucie bardzo niekomfortowa cisza.

- Całowałaś się z nim?

- Tak – odpowiedziałam po chwili namysłu, czy to dobry pomysł, aby mu o tym mówić. Lecz stwierdziłam, że to i tak się stało, więc nie będę tego ukrywać. Zacisnął dłonie na kierownicy. Na wspomnienie ust tego nieziemskiego chłopaka dotykających moich, zrobiło mi się ciepło. Tęskniłam za Luke'iem. W tym momencie zapragnęłam, aby to Luke siedział za kierownicą i prowadził auto co chwila zerkając na mnie. Chciałam aby trzymał rękę na moim udzie.

Przypomniało mi się także, że dzisiaj bym już była w samolocie. W drodze do domu.

- Zakazuje ci się z nim komunikować, całować, spotykać! Wszystkiego co jest z nim związane! – wykrzyczał mi prosto w twarz, gdy wysiadałam z samochodu, ponieważ byliśmy już pod moim domem.

- Kim ty jesteś żeby mi rozkazywać! –krzyknęłam również i trzasnęłam drzwiami od samochodu. Gdy tylko wzięłam torbę z bagażnika, pobiegłam do domu. Ignorowałam przeprosiny i wołania. Weszłam do mieszkania i kiedy zamknęłam drzwi, oparłam się o nie. Przejechałam plecami po drewnie i usiadłam. Niekontrolowanie moje policzki zaczęły robić się mokre od łez, a z ust wydobywać się dźwięki towarzyszące płaczowi. 

Nie zapomnij o mnie 1.0Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz