Rozdział 10

1.3K 115 27
                                        

Noc oblała już mury Hogwartu, ale to nie przeszkadzało Alex, by wymknąć się na zewnątrz i trochę pomyszkować. Po tak zwariowanym dniu, jaki przyszło jej mieć dzisiaj, marzyła tylko o tym, by odkryć, co kryją w sobie tajemnicze nuty. Przemknęła po cichu do salki muzycznej i zamknęła się w niej. Jej wzrok mimowolnie wylądował na starym pianinie, które stało w kącie. 

Alex ostrożnie usiadła na stołku i po chwili wielkiej niepewności zaczęła delikatnie i powoli wciskać kolejne klawisze. To była krótka, ale bardzo piękna melodia i brzmiała tak, jak wyobrażała to sobie Alex. Kiedy utwór się kończył, ona grała go od nowa i od nowa, pochłaniając się w sieć dźwięków.

Nagle Alex zamarła przerażona, jakby ktoś położył jej rękę na ramieniu. Zdawało się jej, że pianino nagle zaczęło świecić białym blaskiem. Zagrała utwór jeszcze raz i jeszcze raz, tym razem nie przymknęła oczu. Uporczywie wpatrywała się w pianino, gdy... 

Między klawiszami pojawiła się oślepiająca biel, a im dłużej Alex grała, tym biel narastała. W końcu, gdy wydawać się mogło, że jaśniej już nie będzie, światło zgasło nagle, klawisze stały się głuche, a z bocznej ścianki pianina zaczęło się coś wysuwać. Alex przestała grać, rozejrzała się wokół podekscytowana i sięgnęła po niewielkie zawiniątko. Był to kawałek pergaminu i złoty łańcuszek z rubinową zawieszką. Wyglądało to tak, jakby jego reszta została brutalnie odcięta.

Rozwinęła pergamin.

Jedna część już za tobą, znajdź jeszcze siedem!

Kimkolwiek jesteś, dobrze ci idzie!

Ukryta wśród murów komnata historię miłosną skrywa.

Miłość jest jednak czasami nieszczęśliwa.

Lecz tobie szczęście dopisze, gdy ją znajdziesz

I kolejny element układanki odnajdziesz!

Alex przygryzła dolną wargę. Nie wiedziała, dokąd ją to wszystko zaprowadzi. Nawet nie wiedziała, czy to, co robi, jest dobre, ale pragnęła podążać dalej tymi wskazówkami, do samego końca, gdziekolwiek on będzie.

Schowała pergamin, łańcuszek zawiesiła na szyi i opuściła salkę muzyczną szkolnego chóru. Była już w lochach, tuż przy przejściu do Pokoju Wspólnego Slytherinu, gdy usłyszała za sobą znajomy krzyk.

- Black! – Ku niej kroczyła profesor McGonagall. – A co to za nocne wyjścia?

- Żadne wyjścia, pani profesor. Raczej wejścia. Wchodzę i już mnie nie ma.

- Nie żartuj sobie ze mnie, Black. Nie wiem, gdzie byłaś, ale Slytherin traci trzydzieści punktów i jutro masz u mnie szlaban o szóstej wieczorem.

- Ale proszę pani ja mam eliksiry!

- Trzeba było wcześniej o tym pomyśleć Black - odparła twardo profesorka. - Do środka, już!

Alex chciała coś jeszcze powiedzieć, ale uznała, że nie warto i przedostała się do Pokoju Wspólnego Slytherinu. Przejście się za nią zamknęło, przeszła parę kroków, a potem dostrzegła Dracona Malfoy'a na fotelu, wpatrującego się w dogasający ogień w kominku. Jego twarz wyrażała głębokie zamyślenie.

- Draco? - zapytała, podchodząc bliżej. Draco drgnął i spojrzał na nią. - Czemu nie śpisz?

Wzruszył ramionami.

- Nie mam ochoty. Gdzie byłaś?

- Na spacerze – odparła wymijająco. – A na koniec dostałam szlaban, więc można zaliczyć tę noc do udanych – zaśmiała się. Kąciki ust Draco drgnęły lekko. – Stało się coś?

Better LifeOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz