8

207 17 2
                                    

Mijały kolejne tygodnie. Andżelika uczyła się walki mieczem i każdą bronią, o jakiej pomyślał Tristan. Poznała lepiej swojego Mistrza, Febrona. Jak się okazało, wyszkolił niejednego łowcę wilkołaków i zamierzał to samo zrobić z Andżeliką. Dziewczyna jednak była oporna. Nie bardzo martwiła się egzaminem i nie miała zamiaru do niego nawet podchodzić. Próbowała za to rozgryźć świat, do którego trafiła. Co też niespecjalnie jej wychodziło.

Za to Febron nie szczędził jej razów. Absolutnie nie ruszały go skargi podopiecznej, ani jęki, że ma dość. Jak miał nauczyć ją walczyć, tak miał zamiar to zrobić! I nawet fakt, że trafiła mu się oporna uczennica, nie zmieni jego życiowego celu.

Z kolei Andżela planowała swoją ucieczkę. Nie zamierzała tu zostawać. Jej umiejętności, jej zdaniem były zadowalające. Musiała tylko jakoś wrócić do świata ludzi. Ale jak? Na to jeszcze nie wpadła.

Przecież nie zostanie tutaj! W świecie wampirów! Zgoda, może sama teraz była wampirem, ale z pewnością ten proces da się odwrócić! Miała karierę przed sobą! A tu kim była? Bezimienną wieśniaczką! W jej świecie przynajmniej patrzono na nią z podziwem! Ale tu... Tu była nikim. A dla Andżeliki bycie nikim równało się z przegranym życiem.

-Masz zamiar to zjeść? – zapytał Dacjan, z którym akurat siedziała. Przed nią stał talerz ciastek.

-Nie – parsknęła. Dacjan wzruszył ramionami i pożarł połowę ciastek na raz. Andżelika prychnęła.

-No co? – zapytał z pełnymi ustami. Jego zadaniem było pilnować Andżeliki. I narzekał przy tym co niemiara.

-Jak można tak się obżerać? – prychnęła z niedowierzaniem.

-Jak można jeść tylko sałatę? – odparował Dacjan.

-Dbam o linie – powiedziała z godnością. Wampir parsknął śmiechem.

-Ty lepiej zadbaj o swoją edukację – doradził z rozbawieniem. I kpiną. Dziewczyna usłyszała w jego głosie prześmiewczy ton. Nim zdążyła jakoś zripostować, do saloniku wszedł Tristan. Opadł na fotel obok z ciężkim westchnieniem. – A ty co? – zapytał Dacjan, rzucając się na resztę ciastek.

-Ciasteczkowy potwór – mruknęła pod nosem Andżelika.

-Co?! – rzucił Dacjan, rozrzucając okruszki dookoła.

-Wyruszam na wojnę – oznajmił zmęczonym tonem Tristan. Zarówno Andżelika jak i Dacjan zagapili się na niego.

-Jaką wojnę? – zawołali chórem.

-Znowu wilkołaki? – dopytywał Dacjan. Tristan skinął głową.

-Przekroczyli granicę, splądrowali kilka wsi. Trzeba się temu przyjrzeć z bliska.

-Jadę z tobą – rzucił zdecydowanym tonem Dacjan. Andżelika prychnęła. Głośno. Dacjan miał postawę kanapowego wojownika. Nie to co Tristan. Widać, że urodził się z mieczem w dłoni.

-Co? – zapytał groźnie jej opiekun.

-Też chcę jechać – powiedziała. To była szansa by wyrwać się z miasta! I może uniknąć egzaminu!

-Nie – oznajmił stanowczo Tristan.

-Czemu?

-Bo...

Demoniczne Bliźniaczki ✔Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz