8°7

2K 252 27
                                        

Po uprzednim przebraniu się, obaj chłopcy udali się na ich operację pod nazwą "żyć jakby jutro świat miał się skończyć".

Kiedy zakładali buty mama blondyna zdążyła jeszcze poprosić ich o zrobienie zakupów i wręczyła im papierek z zapisanymi kilkoma produktami.

Od razu, gdy tyko mieli pewność, że okna z domu młodszego nie obejmują na nich widoku, złapali się za ręce, co robili rzadko w miejscach publicznych, ale tym razem przecież żyli z myślą, że to ich ostatni raz, kiedy pokonują tę drogę.

Nie przejmowali się konsekwencjami żadnej wykonywanej wtedy czynności. Nieważne czy był to lekkomyślny brak parasola, szybki pocałunek w trakcie drogi, maślane spojrzenie na drugiego, wskoczenie w kałużę czy nieco zbyt głośne "kocham cię".
Ignorowali każde krzywe spojrzenie, obelgę, a nawet mijających ich znajomych.

W końcu weszli do supermarketu po zakupy dla matki młodszego.
Taehyung wyjął z kieszeni zmięty świstek ze spisem potrzebnych rzeczy i wziął w rękę koszyk.

— To co mamy do kupienia? — spytał brunet i ściągnął z głowy mokry kaptur. Kim zaczął czytać listę zakupów i nagle przeklął. Jungkook spojrzał na niego zdezorientowany, na co blondyn westchnął.

— Berlinki trzeba kupić, a ja ich nie lubię — sprostował i ruszył do odpowiedniej alejki, a Jeon zaraz za nim.

— Nie możesz kupić innych? — zapytał, a Tae pokręcił głową. Wziął z półki paczkę ryżu i wrzucił ją do koszyka.

— Mój tata kocha berlinki, a przecież jemu się nie będę sprzeciwiać, bo i tak już chce mnie wydziedziczyć — odparł chłopak i dorzucił do zakupów paczkę żelków, o której jego mama nie musiała wiedzieć. Zawsze masło mogło podrożeć, prawda?

Uwinęli się z zakupami i udali się do właściwego celu ich podróży, czyli do KFC. Od razu po wejściu do lokalu w ich nozdrza uderzył zapach smażonego na głębokim tłuszczu kurczaka i frytek.
Złożyli zamówienie i poczekali chwilę na posiłek, po czym odebrali tace i usiedli przy wolnym stoliku.

Osoba trzecia, siedzącą gdzieś obok nich, mogłaby pomyśleć, że to najgorsza i najmniej romantyczna randka na świecie, ale w sercach chłopców dział się tak naprawdę istny miłosny armagedon. Każda chwila spędzona razem stawała się dla nich najlepszą randką, jaką mogli sobie wymarzyć, a zwykły kurczak zmieniał się w wykwintne danie za cenę większą, niż miesięczna pensja rodziców obydwu zakochanych.

Może i nie było w tym ani grama romantyzmu, ale czy był on potrzebny dwójce dzieciaków, która po prostu cieszyła się sobą?
Im wystarczało wspólne picie pepsi z jednego kubka, do którego udało się wcisnąć dwie słomki.
Wystarczał im uśmiech na twarzy drugiego, aby byli szczęśliwi.

Zupełnie, jakby świat miał się skończyć jutro.

________________

a/n: woah, wyszło dłuższe niż tego chciałam
no i juz niedługo koniec i teraz muszę się zastanowic w jaki sposób dojdzie do smuta bo na zakonczenie mam juz pomysł heh
a druga sprawa to bardzo dziękuje za tak dużą aktywność pod tym ficzkiem
serio nie spodziewalam się tego i aż szkoda mi się z nim rozstawać
kocham was bardzo <3

something ↳taekookWhere stories live. Discover now