Ciszę panującą w domu Taehyunga przerywały tylko krople deszczu uderzające o parapet i okno w jego pokoju, a także ciche skomlenie i sapnięcia ulatujące z idealnie skrojonych ust blondyna.
Czuł jak z każdą chwilą jego spodnie stają się coraz ciaśniejsze, gdy starszy znaczył jego brzuch i klatkę piersiową malinkami.
Na dworze rozpadało się chwilę przed tym, jak Jungkook pozbył się koszulki Kima. Szum deszczu mieszał się z tykaniem zegara wiszącego nad biurkiem, na którym wylądował laptop, a światło z jego monitora sprawiało, że w pokoju nie panowała całkowita ciemność i chłopcy byli w stanie cokolwiek zobaczyć.
Usta Jungkooka sięgnęły do tych blondyna po pocałunek, a jego ręce zajęły się rozporkiem chłopaka. Pozbył się jego spodni, rzucając je gdzieś w kąt pokoju i zatrzymał się podziwiając jego Taesia. Nie mógł się napatrzeć na to zamglone spojrzenie, soczysty rumieniec na policzkach i przyozdobiony malinkami brzuch.
Taehyung natomiast widząc pożerającego go wzrokiem bruneta, uśmiechnął się lekko i podniósł się, aby następnie usiąść na kolanach starszego. Kolejny raz złączył ich wargi ze sobą w gorącym pocałunku i przejechał dłońmi po torsie nastolatka.
Pchnął go do tyłu, by przejąć inicjatywę w chaotycznym i dość nieporadnym tańcu języków, które raz po raz ocierały się o siebie.
— A gdzie się podział ten mały blondynek, który się peszył z byle powodu? — zagadnął młodszego brunet, a w odpowiedzi otrzymał jedynie wzruszenie ramionami.
— Poszedł na spacer — odparł i ponownie wpił się w usta Jungkooka, jednocześnie odpinając guzik jego spodni, co sprawiło mu niemałą ulgę i poczucie swobody w okolicach krocza. Element odzieży w ekspresowym tempie znalazł się na panelach, dzięki czemu teraz obydwoje zostali w samej bieliźnie. Bieliźnie, która spowodowała niekontrolowany napad śmiechu u blondyna.
— Na serio? Różowe wieloryby? — wydusił między salwami rechotu, a Jeon spalił buraka, co rozczuliło młodszego z nich. Nie chcąc, by Jungkook czuł się niekomfortowo, uniósł jego brodę do góry i już sam nie wiedział który raz, wpił się w jego wargi i, wierzcie mi na słowo, były one najlepszym słodyczem, jakiego dane mu było kosztować. Kochał ich smak, kształt, miękkość, którą zapewniały mu stosowane w nadmiernych ilościach owocowe pomadki, wszystko było w nich idealne, przez co miał wrażenie, że istnienie ich nie było możliwe, a gdy tylko ich dotknie, znikną jak piękna suknia Kopciuszka o północy. Jednocześnie, ten punkt na twarzy starszego, był tak kuszący, że musiał zaryzykować i całował chłopaka czasami nazbyt często, ale zawsze delikatnie. No, może oprócz kilku wyjątków, których liczba zwiększyła się tej nocy kilkukrotnie, albowiem nie potrafił opanować się na widok podnieconego bruneta, który niemalże prosił się o zassanie na tych cudownych ustach.
Bardzo cicho jęknął w wargi młodszego, który i tak to usłyszał i nawet nie zorientował się, kiedy Jungkook znalazł się nad nim i włożył mu dłonie pod bokserki. Zauważył to dopiero, gdy starszy z nich zacisnął swoje dłonie na najlepszym (i jedynym) tyłku, jaki kiedykolwiek widział.
Blondyn pisnął na ten gest i odchylił głowę do tyłu, co Jeon natychmiast wykorzystał i zassał się na karmelowej skórze chłopca.
— Jungkook, chcę cię mieć w sobie. Teraz. — Stanowczy, choć drżący od dostarczanej przyjemności głos wyrwał go z amoku i przywrócił do rzeczywistości. Zsunął majtki Taehyunga z jego szczupłych nóg, które były wielką słabością starszego, podobnie jak praktycznie każda cecha chłopaka.
Jednak nie został na nich wzrokiem zbyt długo, gdyż jego uwagę przykuła prężąca się męskość młodszego. Złapał ją w dłoń i zaczął kciukiem drażnić samą główkę członka, na co Kim zareagował wypchnięciem bioder w górę.
Oczywiście, dotykał się, co prawda tylko wtedy kiedy bardzo musiał, ale robił to, jednak nic nie mogło się równać z uczuciem, kiedy to Jungkook poruszał powoli dłonią.
— Kook, proszę — wyskomlał i kolejny raz wygiął się w łuk, a brunet tylko się uśmiechnął i zaprzestał ruchów. — Pierwsza szuflada w szafce nocnej.
Zgodnie ze wskazówką odsunął ją i wyjął z niej prezerwatywę wraz z wiśniowym lubrykantem. Wylał trochę żelu na palec i zaczął zataczać małe kółeczka wokół wejścia blondyna, który czuł, że zaraz dojdzie, a nawet nie zaczęli. Zwłaszcza kiedy Jeon znienacka wsunął w niego koniuszek palca.
Dźwięczny jęk opuścił jego pełne usta, a mięśnie zacisnęły się odruchowo.
Kiedy uścisk zelżał, Jungkook zanurzył w nim paliczek do końca i chwilę nim poruszał, aby szybko dołączyć do niego kolejny. Starał się rozciągnąć go jak najlepiej potrafił, a nie potrafił wcale. Ale pamiętajmy! Liczą się chęci, prawda?
— Już, Jungkook, bo dojdę zanim cokolwiek zrobisz, przysięgam — warknął zachrypniętym głosem, co napawało starszego ogromną satysfakcją i chęcią spełnienia jego prośby, chociaż wiedział, że dwa palce mogły nie wystarczyć. Dlatego też dołożył jeszcze jeden i poruszał nim w każdą możliwą stronę, aby w końcu wyjąć z niego wszystkie po kolei.
Zdjął bokserki do wysokości kolan i sprawnie rozprawił się z prezerwatywą. Zarzucił sobie nogi chłopaka na barki, a następnie ponownie wziął do ręki opakowanie wiśniowego płynu i rozlał go na dłoni, po czym wtarł całość w swojego penisa.
— To trochę zaboli — ostrzegł, na co Taehyung mu przytaknął, godząc się na wszystko, byleby poczuć już Jungkooka w sobie.
Delikatnie naparł na wejście młodszego, ostatni raz upewniając się, że blondyn nie będzie żałować, po czym wszedł w niego tylko do połowy, bo ścianki chłopaka zacisnęły się tak mocno, że nie był w stanie zrobić nic więcej.
— Jebany kłamca — rzucił przez zaciśnięte zęby Kim. — Miało zaboleć trochę.
Brunet westchnął cicho i chciał się już wycofać, kiedy młodszemu udało się jakoś rozluźnić, a on mógł wsunąć się w niego do końca.
I w tym właśnie momencie zaczął wyklinać wszystkie autorki fanfików, bo w każdym smucie bohaterom szło jak po maśle, a on przeżywał piekło i czuł rozrywający ból. Gdyby nie to, że był facetem i nie chciał sprawiać przykrości Jungkookowi, już dawno by się rozpłakał.
Po odczekaniu kilku minut, spędzonych na obcałowywaniu twarzy blondyna, powoli zaczął się poruszać, aż do momentu, w którym Taehyung dał mu znać, że może przyspieszyć.
Ból stał się nieco znośniejszy, ale dalej nie czuł tej cudownej błogości, o której czytał. No, przynajmniej do pewnego momentu, bo Jungkook starał się wsuwać za każdym razem pod innym kątem, aż w końcu trafił w splot nerwów chłopaka, co poskutkowało najpiękniejszym dźwiękiem, jaki słyszał w całym swoim siedemnastoletnim życiu.
— Trafiaj ta- ah! — nawet nie musiał kończyć, żeby Jeon wykonał jego prośbę i starał się uderzać w ten jeden czuły punkt.
Obezwładniająca go ciasnota młodszego, była tak cudowna, że nigdy nawet nie marzył o takim uczuciu, a widok temu towarzyszący mógłby podziwiać do końca swoich dni, bowiem był to wijący się, raz po raz wyginający w łuk Taehyung, który ledwo miał siłę ruszać dłonią wzdłuż swojego przyrodzenia.
Jako prawiczek nie był szczególnie długodystansowy i wystarczyło kilka naprawdę mocnych pchnięć, aby rozlał się na ich brzuchy. Dwa kolejne ruchy później spełnienie osiągnął Jungkook, a zwieńczeniu ich stosunku towarzyszyły tylko gwiazdy bezwstydnie zaglądające przez okno oraz księżyc, który juz niejedno widział i słyszał, uśmiechając się do kochanków. A przynajmniej oni mieli takie wrażenie.
— Wiesz, Taehyung? — zaczął szeptem, na co drugi odpowiedział mu cichym mruknięciem. — Jesteś najlepszym, co mogło mnie w życiu spotkać. Kocham cię najmocniej na świecie.
Natomiast blondynowi zaszkliły się oczy i kolejny raz złączył ich usta w pocałunku. Delikatnym, przesiąkniętym uczuciami, zupełnie innym niż wszystkie poprzednie.
Takim, że świat naprawdę mógłby się jutro skończyć.
the end.
_____________
a/n: well dzięki za czytanie miłego poranka/południa/wieczoru/nocy c;
YOU ARE READING
something ↳taekook
Fanfictiongdzie taehyung jest strasznym dzieciakiem, a jungkook jeszcze większym. start: 04/01/18 end: 29/07/18 tags: fluff; komedia; chat; top!jk; friends to lovers; highschool!au; slowburn;
