Ziemia zadrżała silniej niż kiedykolwiek, a w oddali dał się słyszeć szczękot szyb w oknach. Ludzie spacerujący po ulicach zamarli w bezruchu w oczekiwaniu na to, co będzie dalej. Paryżanie byli coraz bardziej przyzwyczajeni do tego typu sytuacji. Stawało się to niemal ich codziennością. Z oddali dało się słyszeć pierwsze syreny alarmowe.
Marinette wytężyła wzrok, próbując przeniknąć miejski krajobraz, aby dostrzec źródło zamieszania, jednak gęsta zabudowa nie pozwalała jej na to. Oczywiście musiało chodzić o zakumizowanego, ale trudno jej było zrozumieć, co skłoniło Władcę Ciem do tak szybkiego działania. Czy liczył, że obrażenia z poprzedniej walki ją wyeliminują? Jeśli tak, srogo się przeliczył. Mogło ją powstrzymać coś innego.
-Czarny Kocie, dlaczego jeszcze tu stoisz? - zawołała wprost w skonsternowaną twarz chłopaka – Paryż cię potrzebuje!
-Jasne – odpowiedział, patrząc na nią niewidzącym wzrokiem.
Zrobił kilka powolnych kroków i wspiął się na barierkę. Odwrócił się jeszcze ku niej i otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale zmienił zdanie i szybko zniknął jej z oczu.
Dziewczyna stała sparaliżowana i próbowała opanować nerwowe bicie serca.Jak się z tego wytłumaczy? Rozpaczliwie szukała jakiejś dobrej wymówki. Czarny Kot nie mógł zobaczyć rany pod jej kostiumem.Musiała liczyć na to, że chłopak niczego się nie domyśli i przyjmie jej wyjaśnienia. Zniechęcona zeskoczyła na dół, by wybudzić Tikki.
-Mhmmm – ziewnęło kwami, unosząc małą główkę, by na nią spojrzeć.
-Wybacz Tikki, Paryż znów ma kłopoty – szepnęła. Czuła, że ona także je ma.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Z ociąganiem dotarła na miejsce, skąd słychać już było odgłosy starcia. Ludzie powoli opuszczali okolicę, sprawnie kierowani przez policję, jej zaś pozostało jedynie przemieszczać się w przeciwnym kierunku. Wyglądało na to, że walka rozgrywa się w okolicy Luwru. Kiedy znalazła się na placu przed piramidą zastała go opustoszałym. Podążając za dźwiękami wpadła do stacji metra poniżej.
Tuż przed jej twarzą przeleciała z impetem sylwetka w czarnym kostiumie, wbijając się w ścianę i opadając na podłogę wśród stukotu odpadających kolorowych paciorków mozaiki. W jej polu widzenia śmignęła jeszcze wijąca się czarna macka i wreszcie dostrzegła, że po drugiej stronie torów stoi Cień.
Mimowolnie zadrżała, wracając myślami do ich ostatniego spotkania. Na jego twarzy nie było już kpiącego uśmieszku, który zapamiętała.Wyglądał na strapionego, kiedy się jej przyglądał. Od niechcenia zamachnął się na nią batem, a ona ledwo zdołała uskoczyć.
-Wiesz, że to na nic – zawołał, ale ona nie zwracała już na niego uwagi. Uklękła przy ciele Czarnego Kota, obróciła go na plecy, przyglądając się licznym drobnym ranom i zadrapaniom. Nim łza przecięła policzek i opadła, kciukiem otarła krew z jego twarzy.
-Dlaczego?! - wrzasnęła krztusząc się przy tym. Była zła na siebie, że tak długo zwlekała z przybyciem. To przez nią Czarny Kot znów odniósł rany. Kiedy to mówiła, powieki chłopaka zatrzepotały i rozchyliły się, a on sam z wysiłkiem przybrał na twarz zadziorny uśmiech.
-Gdzieś ty była? - zakpił – Facet zamiata mną podłogę.
-Pora utrzeć mu nosa – zaśmiała się, wycierając łzy. Wstała, sięgając w tym samym momencie po ukrytą w kostiumie perłę - Czas zmienić reguły gry!
-No to dawaj Kropeczko – zaśmiał się Kot, przysiadając w kucki.
-Nie sądzę – rzucił Cień i ruszył w ich stronę. Jednym skokiem przesadził torowisko i zatoczył łuk, by zepchnąć ich ku klatce schodowej. Smagał zawzięcie batem, nie dając im chwili wytchnienia. Marinette skupiona była całkowicie na unikaniu kolejnych ataków, ale zmysły Biedronki podpowiadały jej, że w tym starciu jest coś dziwnego. Cień nacierał, ale mało celnie,wydawał się bardziej pogrążony we własnych myślach niż w ich walce.
CZYTASZ
Miraculum Kropla Prawdy
FanfictionŁza powoli spłynęła po policzku, spadając w przepaść dzielącą ją od ziemi. - Przepraszam Tikki - szepnęła, czując jak bezlitosne ręce wyszarpują kolczyki z jej uszu. Widziała opętane obłędem oczy Władcy Ciem, oczekującego, aż jego wierna sługa poda...
