Z każdą mijającą sekundą musiała mocniej przyciskać twarz do jego ciała i zaciskać powieki, by osłonić się przed smagającym ją wiatrem. W ten sposób czuła się całkiem oszołomiona i zdezorientowana, zatracając poczucie kierunku. Nie obawiała się jednak, bo odkąd została Biedronką dane jej było poznać Paryż jak własną kieszeń.
Kot przemieszczał się szybko i zwinnie, tylko kilka razy wspomagając się swoją bronią. Jego chwyt był pewny, niósł ją z łatwością, jakby nic nie ważyła. Oddychała szybko, łykając w płuca zimne powietrze, nie mając nawet czasu, by się zastanowić nad swoją sytuacją. Kiedy w końcu postawił ją na ziemi, musiała chwilę trzeć oczy by przywrócić wzrok, a tym, co najpierw zobaczyła, były rozwiane pasma jej włosów. Kot stał obok niej, nie komentując, gdy doprowadzała się do porządku. Gdy w końcu udało jej się rozejrzeć, niemal zaparło jej dech.
Otaczające ją urokliwe alejki, drewniane mostki przerzucone nad oczkami wodnymi i zapach kwiatów unoszący się w powietrzu podpowiedział jej, że są w parku Bagatelle. Stawiając pierwsze nieśmiałe kroki chłonęła zapach dzikich róż i podświetloną klimatycznie scenerię.
- Pięknie - wydukała, w końcu spoglądając na Kota, który wyraźnie pękał z dumy - Ale chyba nie powinno nas tu być. A jeśli ktoś nas tu znajdzie?
- Zapomniałaś może, kim jestem? - spytał, śmiejąc się zadziornie - Koty potrafią ukryć się tak, że nikt ich nie odnajdzie. Ciebie też zdołam ukryć przed światem.
Na jej twarz mimowolnie wstąpiły rumieńce. Odwróciła się szybko udając, że podziwia widoki. Serce niecierpliwie tłukło się w piersi. Chciała coś powiedzieć, ale nic nie przyszło jej do głowy. Nie tego się spodziewała.
Chłopak, jakby wyczuwając jej napięcie, uśmiechnął się pogodnie, chwytając ją za rękę i ciągnąc jedną ze ścieżek. Wydawał jej się podekscytowany, jak ktoś, kto się cieszy na otwarcie wyczekiwanego prezentu.
- To może mi powiesz, co planujesz? - spytała niepewnie, próbując przybrać lekki ton.
- To niespodzianka. Boisz się? - spytał, spoglądając na nią kątem oka, nie zwalniając przy tym kroku.
- Co? Nie, skąd. Po prostu jestem trochę zaskoczona. Zresztą czy to przystoi dziewczynie tak się dać wieść w nieznane przez nieznajomego w masce?
Chłopak parsknął perlistym, szczerym śmiechem, słysząc jej marne próby zażartowania, po czym odparł - Przyrzekam ci odstawić cię w jednym kawałku, nim zastanie nas świt. No i nie będziesz żałować.
Zapewne liczył, że się uspokoi, ale jego ton i zachowanie tylko pobudziły jej czujność. By się nieco rozluźnić i nie zbłaźnić przed nim skupiła się na podziwianiu widoku. Park robił wielkie wrażenie w ciągu dnia, ale nocą przeistaczał się w tajemniczy ogród, pełen nieznanego. To odruchowo budziło w niej żądzę przygody.
Kot tymczasem zwolnił nieco, ujawniając przed nią niewielką polankę nad brzegiem jeziora, na której rosło jedno wielkie drzewo, swoją koroną roztaczające parasol sięgający aż nad wodę. Na jego gałęziach podwieszone były różnokolorowe latarnie, rzucające wokół mozaikę barw. Na trawie leżał rozłożony koc i kilka poduszek.
Choć jej artystyczna dusza zachwycona była widokiem, jej umysł podpowiadał jej, że to wszystko się nie klei. Często przebywała w towarzystwie Kota jako Biedronka, ale nie mieli wiele okazji by była z nim jako Marinette. Kim właściwie była dla niego w tej postaci? Dlaczego miałby organizować dla niej coś takiego? Przecież to wyglądało jak...
- Wiem, atmosfera trochę za gęsta - stwierdził chłopak - ale bardzo lubię to miejsce. Często tu bywałem jako dziecko i zawsze ten widok pomagał mi się pozbyć złych myśli. Chciałem ci je pokazać. Pomyślałem też, że to niezła sceneria by razem pogadać. Lub pomilczeć.
CZYTASZ
Miraculum Kropla Prawdy
FanficŁza powoli spłynęła po policzku, spadając w przepaść dzielącą ją od ziemi. - Przepraszam Tikki - szepnęła, czując jak bezlitosne ręce wyszarpują kolczyki z jej uszu. Widziała opętane obłędem oczy Władcy Ciem, oczekującego, aż jego wierna sługa poda...
