- Nie.- zupełnie oderwana od świata oraz wryta w ziemie Emma głośno przęknęła ciążącą w jej gardle gule. Jej oczy były przekonane że śnią a podświadomość nie pozwalała skleić faktów w spójną rzeczywistość.
- Ależ tak moja droga.- tuż obok swojego ramienia usłyszała przeszywający na wskroś głos Voldemorta.
- Nie. Nie ide tam.- brunerka prędko odwróciła się tak by Tom nie był w stanie zlokalizować gromadzących się w jej zaszklonych oczach łez. Codziennie próbowała pozbyć się tego widoku który w wielokrotnie pojawiał się w jej snach. Widoku, tamtych lat, domu, ojca. Dziś nadszedł ten czas że niespodziewanie jest zmuszona brutalnie zmierzyć się z tym co wyrządziło jej tak ogromną bliznę która nie ma zamiaru się zagoić.
Poczuła ucisk w okolicach nadgarstka spowodowany mocnym przytrzymywaniem go przez drugą osobę. Emma niechętnie zwróciła twarz w jej strone tymsamym napotykając na swojej drodze ciemne prawie że zlewające się z królującą teraz nocą tenczówki.
- Nie możesz za każdym razem uciekać od problemów Emmo.- Powiedział swoim zobojętniałym tonem słowa którym Emma musiała przyznać rację.
We wnętrzu jej umysłu toczyła właśnie zapartą walkę między stawieniem tych zaledwie kilku kroków do przodu kierujących ją w stronę drzwi. Lecz nie potrafiła. Nogi które miała jak z waty kategorycznie odmawiały jej posłuszeństwa a w głowie przewijały się różne wizje z przeszłości. To wszystko ją wyniszczało. Zżerało, tłamsiło i trawiło od środka. A głównym punktem, źródłem tego wszystkiego był dom przed którym właśnie stała.
Piwnooka przeniosła swój bystry wzrok na okno pomieszczenia w którym świeciło się światło. Pomyślała o jednym.
- Tak tam jest twoj ojciec.- Tom jakgdyby czytając jej w myślach odpowiedział na krążące w jej umyśle pytanie. - Jest tam bezkarnie wylegując się na kanapie. Zero poczucia winy. Po tym wszystkim co ci zrobił on leży beztrosko wlewając w siebie litry alkocholu. Nie masz ochoty sie zemścić? Pokazać mu jak bardzo powinien żałować swoich czynów? Nie masz ochoty zniszczyć go tak jak on zniszczył ciebie?- czarna sylwetka Riddla wolnymi, dystyngowanymi krokami obkrążała zdrętwiane ciało dziewczyny której wzrok wciąż był skierowany w widoczną jasną poświatę wydobywającą się z szyby.
Po jego słowach uderzyła w nią tak wielka fala nienawiści do ojca którą nie była w stanie okiełznać. Znów poczuła czucie w nogach i nie patrząc na swojego towarzysza który widząc jej poczynania posłał jakby dumny uśmiech a ona szybkim marszem zaczęła zmierzać ku drzwi mieszkania.
Z każdym krokiem nieznana jej chęć mordu wzrastała. Niezastanawiając się zanadto otworzyła drzwi zaledwie jednym głupim zaklęciem "Alochomora" i pod wpływem impulsu emocji dostała się do środka. Szybko przemierzała znane jej korytarze a w oczach gromadziło się coraz więcej łez. Wspomnienia jak nigdy uderzyły ją ze zdwojoną siłą. Wiedziała jednak żeby to zakończyć musi zniszczyć ich źródło.Tom nieco wolniejszym krokiem podążał za dziewczyną bacznie przyglądając się jej poczynanią.
Clark wciąż nie odwracająca się za siebie dotarła do drzwi z których wydobywało się światło. Dobrze pamiętała że była to niegdyś sypialnia jego i matki. Matki którą tak bardzo miała ochotę teraz pomścić.
Spektakularnie weszła do pokoju wykorzystując zaklęcie "Bombarda". Teraz musiała zmierzyć się z czymś najgorszym. Jej ojcem.
Kiedy ujrzała go na kanapie był dokładnie taki sam jakiego sobie zapamiętała. Ciemne oczy. Arystokrackie rysy twarzy. Lekko zmierzwione już siwe włosy. Dziarska i mężna postura. I Jedyne co sie w nim zmieniło to dodane kilka pojedynczych zmarszczek na jego czole. Na sam widok tego człowieka Emmie rosła coraz to większa gula w gardle.
- Co to napad ma być czy co?- mężczyzna odparł zaskoczony swoim grubym basem na który Clark odrazu się skrzywiła. Niesądziła że jeszcze kiedykolwiek go usłyszy.
Kiedy spryrnie próbował sięgnąć po swoją różdżkę ta nie pozwoliła mu tego dokonać i za pomocą zaklęcia znajdywała się teraz w rękach stojącego niedaleko niej Toma.
Steve Clark popatrzył na celującą w niego córkę wzrokiem zamyślenia. Jego mózg zaczął szybciej pracować a dane zaczęły powoli składać się w całość.
- Emma?- spytał na co ta odpowiedziała mu ciszą ze łzami spływającymi po jej porcelanowych lekko zaróżowionych policzkach. Siwowłosy zrobił kilka kroków w jej strone lecz cel jej różdżki wciąż spoczywał na jego osobie.
- Kochana ale wyrosłać- wyciągnął gruboskórną tak dobrze znaną Emmie dłoń skanując ją od góry do dołu.
- Nie dotykaj mnie!- wykrzyczała mu prosto w twarz przykładając magiczny przedmiot do jego krtani.
- Tylko spójrz na tego ochydnego podludzia. Nie zasługuje na twoją łaske. Nie zasługuje na życie.- Nagle Tom wyłonił się zza wernandy szpecząc te słowa Emmie prosto w ucho. Czując jego oddech na swoim karku Emmie z niewiadomych dla niej przyczyn po całym ciele przeszła gęsia skórka. Nie rozumiała tego w jaki sposób on na nią odziaływuje.
Na widok Riddla Stevowi automatycznie rozszerzyły się oczy. Dobrze wiedział z kim ma doczynienia.
- Widze że moją córke kręcą czarne charaktery.- tymrazem głos zabrał Steve z wciąż wycelowaną w jego krtań różdżką.
- Zamknij sie! Nie jestem twoją córką.- łzy lały jej się wodospadem który nie była w stanie opanować. Była bezradna. Z jednej strony pragnęła zemsty a z drugiej nigdy nie zamierzała zabić człowieka. Nawet jeśli tym człowiekiem miałby być jej ojciec.
- Rodziny sie nie wyrzeczesz skarbie. Nie zrobisz mi tego. Emmo przecież cie znam.- Jego głos stał się dziwnie troskliwy oraz przekonywujący. Rozdarcie w sercu Clark coraz bardziej się pogłębiało.
- Bredzi. Zabij.- Ponownie nad uchem usłyszała dobrze znany jej głos Toma.
Stała tak pomiędzy nimi niewiedząc czego ma dokonać. Jej dłoń trzęsła się w takim stopniu że prawdopodobnie gdyby miała wypowiedzieć teraz zaklęcie trafiło by one w niewinny oddalony o kilka metrów taboret lub starą zardzewiałą szafę.
Nagle na swojej drżącej ręce trzymającą różdżkę poczuła dłoń która umożliwiła jej dokładne wycelowanie w ojca. Była to dłoń Toma Riddla.
Nagle poczuła się pewniej. Panika odeszła. Łzy przestały się lać. Serce zaczęło ponownie bić swym starym spokojnym rytmem. Poczuła się dobrze? Jeżali w takowy sposób można by było to określić.
- Zrób to.- Brunet poraz kolejny dzisiejszego dnia wyszeptał jej w ucho.
Clark z kolei raz otwierała raz zamykała buzie. Wkońcu zebrała się na głęboki oddech a z jej ust wypłynęło już pewne:
- Avada kedavra.
CZYTASZ
Death Eater
FanfictionA co jeśli śmierć będzie musiała się stać główną domeną? Autor: Black_cat221 Autor okładki: Black_cat221 ~RANKINGI 02.01.2019~ #2🏆- #tommarvoloriddle #4- #czarnypan #22- #tomriddle #39- #voldemort #57- #hp #127- #hogwart #669- #fanfiction ~15.05~ #...
