3. Ja go zabiłam...

465 39 1
                                        


Kiedy na powrót odzyskuję przytomność orientuję się, że leżę prawie na drugim końcu korytarza. Wszystko mnie boli, prawie nic nie słyszę, widzę jak przez mgłę i coś cieknie mi po twarzy. Przykładam dłoń do czoła i policzków, a tą od razu pokrywa szkarłat.

Krew.
Jestem ranna, coś wybuchło... i gdzie na wszystkich bogów Asgardu jest Fulla?!

Staram się najmocniej jak mogę aby odzyskać ostrość wzroku, ale nie udaje mi się. Ale nie potrzebna mi ona by dostrzec migniecie rudych włosów mojej przyjaciółki przy podłodze. Ktoś ją przyciska do podłogi i krzyczy, a Fulla charczy jakby walczyła o oddech.

On ją dusi.

Zaciskam dłonie w pieści i podnoszę się do siadu, a potem do pionu, opierając się o ścianę. Odbijam się nieco od niej by stanąć prosto i zaczynam krzyczeć.

- Hej!- wołam w stronę napastnika, którego nie jestem w stanie rozpoznać.

Ma bardzo dziwną zbroję, nigdy takiej nie widziałam.

Przeciwnik podnosi na mnie wzrok, a wtedy rudowłosa sprzedaje mu solidnego kopniaka między nogi po czym zdziela go jakimś odłamkiem muru w głowę. To go na chwile otumania. Fulla zrywa się do ucieczki, dobiega do mnie i chwyta mój nadgarstek. Nie odbiegamy jednak daleko, bo wróg chwyta mnie, gdyż jestem nieco z tylu, bliżej niego.

- Tamora!- krzyczy rudowłosa- Pomocy! Pomocy!-

Usiłuję jakoś oparzyć przeciwnika, ale ten nie reaguje. Najwyraźniej jego zbroja jest za gruba. Przypiera mnie do ściany, tak jak wcześniej Fullę do podłogi.

- Äskärdhiksä gorjeth äppänith.- mówi, okropnie chrapliwym głosem, a ja zamieram rozpoznając jeden z praktycznie wymarłych języków, których kiedyś się uczyłam.

Nagle wróg zaciska mi rękę na gardle.

- Näkäthish...- odzywa się, a jego upiorną twarz wykrzywia uśmiech.

Wtem przed moimi oczami przelatuje coś jasno niebieskiego i uderza mojego oprawcę w głowę.
A raczej przebija się mu przez głowę na wylot.
Wokoło rozlega się przerażony krzyk. Upadam na ziemie, martwy przeciwnik także. Po zderzeniu z podłożem, to coś, co utkwiło mu w głowie rozsypuje się, a do mnie dochodzi straszna rzecz.

Lód. Pocisk z lodu. Znam tylko jedną glacjokinetyczkę.

Przerażona, odwracam głowę w lewo, gdzie kłębi się tłum Asgardczyków. Na czele z Fullą i jej rodziną, Lokim, moimi synami i... i Halą.

Sprawczynią zamieszania.

Mój mąż podchodzi bliżej i podnosi mnie z ziemi. W tym czasie Fulla odwraca mojego najmłodszego syna żeby nie patrzył na to wszystko. Tymczasem ja proszę Lokiego żeby mimo wszystko mnie postawił, bo musimy zająć się córką.

- Halla...- mówię, półszeptem i dość chrypliwie po ataku- Halla, kochanie...-

- Ja go zabiłam...- wykrztusza dziewczyna i wybucha płaczem- Ja go zabiłam...-

*****

- Zasnęła.- szepczę do Lokiego, pozostawiając uchylone drzwi do komnaty Halli.

Łączy się ona ścianą z naszą, małżeńską komnatą, tak samo jak pokoje bliźniaków i Juniora.

- Że też to akurat ją musiało spotkać...- dodaję- Próbowałam jej wytłumaczyć, że tylko mnie broniła, że to był wypadek, ale...-

- Lata temu mówiłaś do mnie to samo kiedy zabiłem Laufeya.- Loki przerywa milczenie- Że tylko broniłem ciebie i reszty. A mi i tak z tym jest źle. Pewnie samo jest z Hallą.-

Brunet bierze moje ręce w swoje.

- Nie zbawisz całego świata, ani tego, ani żadnego z ośmiu pozostałych. Nie wyplenisz całego zła, przykro mi, skarbie.- dodaje, przytulając mnie, mocno- Swoją drogą, powinnaś odpocząć tak jak Halla. Gdybym dorwał tego, który...-

- Loki, teraz to ja muszę iść pomówić z twoim ojcem.-

- Odyn nie jest...- mąż ucina wypowiedź w połowie zdania,  gdy rozlega się pukanie do drzwi.

- Proszę.- mówię i, z użyciem zdolności, przekręcam klucz w zamku.

Po drugiej stronie drzwi stoi kilkoro strażników.

- Wszechojciec wzywa Wasze Książęce Mości do siebie.-

Ad meliora|marvel ff|Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz