7.Wiesz co masz robić.

428 36 10
                                        


- Dziękujemy, że się nimi zajęłaś, matko.- mówi Loki, gdy wraz z Friggą opuszczamy komnatę, w której przebywają wszystkie nasze pociechy.

- Żaden problem, nie dziękuj mi. Zawsze chętnie zajmę się swoimi wnukami. Zresztą Halla będzie teraz potrzebować uwagi nad wszystkich.-

- Czy Odyn...- wtrącam ze zdenerwowaniem- Czy Odyn mówił coś na temat konsekwencji jakie ją czekają?-

Ręka Lokiego zaciska się mocniej na mojej.

Martwi się o córkę tak samo jak ja.
Kto wie czy Odyn nie każe jej zamknąć?

Przecież dla niego nie robi żadnej różnicy to, że chciała mnie bronić, że zrobiła to przez przypadek, że teraz jest w ciężkim szoku emocjonalnym i będzie miała traumę.

Morderstwo to morderstwo. Choć sama kiedyś tak mówiłam teraz mam straszny mętlik w głowie, bo chodzi o moje dziecko.

- Potraktował ją w dość wyrozumiały sposób nawet jak na niego. Teraz i tak ma inne sprawy na głowie, takie jak... wy widzicie to co ja?-

Frigga wskazuje głową przed siebie, a my mechanicznie przenosimy wzrok w tamtym kierunku. Dostrzegam Thora całującego się z Jane.

Ty...
Thor, straciłam do ciebie cały szacunek. Cały, caluśki.
Jak można się tak zachować, no po prostu nie wierzę.

- Idę do Sif.- mówię i już mam ruszać, gdy Frigga mnie powstrzymuje.

- Zaczekaj, może się zaraz zreflektuje.- uspokaja po czym podchodzi bliżej do tamtej dwójki, a mi i Lokiemu, za pomocą gestu ręki, nakazuje pozostać na miejscu.

- Co ze mną będzie?- powoli zaczynają do mnie docierać fragmenty rozmowy szatynki i gromowładnego.

- Znajdę sposób aby cię ocalić.- mówi Thor, a we mnie się krew gotuje.

- Twój ojciec mówił...-

- Mój ojciec nie jest wszechwiedzący.-

- Lepiej żeby nie wiedział, że tak uważasz.- Frigga przerywa milczenie.

- Jane...- zaczyna gromowładny, ani na moment nie puszczając rąk śmiertelniczki- To jest Frigga, królowa Asgardu, moja matka.-

Ty przeklęty...
Mogłoby cię coś zeżreć?

- Mogę zabić twojego brata?- szepczę do Lokiego, siląc się na ironię.

Brunet uśmiecha się jakbym właśnie powiedziała jakiś dobry dowcip.

- Sam to zrobię.- prycha- Jeśli dalej będzie się tak zachowywał.-

Tymczasem Jane dyga, staje się widocznie bardziej zdenerwowana. Kiedyś byłoby to zachowanie spodziewane dla tego sytuacji, nieco urocze, może nawet trochę niewinne podobne do zachowania małego dziecka. A teraz mnie to irytuje tak bardzo, że mam wrażenie, iż zaraz dosłownie eksploduję ze złości.

- Starczy tego.- mówię i puszczam rękę Lokiego- Idę do Sif.-

- Teraz nie pójdziesz, ona jest w lochach. Nie chcę żebyś patrzyła na te parszywe gęby...-

Nagle na korytarzu zapanowuje poruszenie. Strażnicy przestają zajmować swoje pozycje i pędzą w dół po schodach.

- Niech Wasze Wysokości opuszczą pałac!- woła jeden z nich- W lochach doszło do buntu! Więźniowie uciekli!-

Jak to uciekli? Przecież się nie da, pole ochronne by ich zabiło...
Ktoś ich musiał wypuścić...
Tylko kto?

- Idę tam.- Thor wreszcie puszcza Jane- Mogę się na coś przydać! Loki, chodźże!- dodaje gromowładny i rusza za strażnikami.

- Wyprowadź Kluski z pałacu. Czekajcie na mnie na zewnątrz.- mówi mój mąż, a jego głów jest nad wyraz spokojny.

Domyślam się, że to maska żeby mnie dodatkowo nie stresować.

- Ale w lochach są Sigyn i Havnir. Co jeśli...-

Mężczyzna bez słowa wręcza mi jeden ze swoich sztyletów.

- Jeśli ich spotkasz, wiesz co masz robić. Widzimy się na zewnątrz.- stwierdza brunet i składa przelotny pocałunek na czubku mojej głowy po czym biegnie w tym samym kierunku, co wcześniej brat i inni wojownicy.

Wszyscy chcący wyjść z pałacu tworzą korowód na korytarzu. Usiłują mieć przy sobie nawet prowizoryczny oręż, bo strażników została garstka. W zasięgu mojego wzroku jest tylko troje. Podprowadzają mi oni Ulra i Freydis na co oddycham z ulgą.
Idę, trzymając dzieci na tyle blisko przy sobie na ile jestem w stanie, gdy nagle tracę z oczu Friggę i Jane.

- Gdzie jest królowa?!- wołam do jednego ze stojących w pobliżu strażników.

Ten rozgląda się dookoła z niepokojem na twarzy.

- A nie ma jej z Panią, księżno?-

Pytałabym się gdyby była ze mną?!

Nagle dostrzegam lekką, czerwoną poświatę emanującą z mojej kieszeni. Wyciągam stamtąd buteleczkę od Yggdrasil. Jej zawartość zmienia systematycznie kolor z mlecznego na czerwony i świeci.

Mroczne Elfy...

Na bogów, Loki jest w lochach. Thor i Sif są w lochach. Przy sobie mam wszystkie, nasze dzieci.

Ale jeśli Elfy dostaną Æther w swoje łapska...

Co ja mam zrobić?!

- Mamo!- do rzeczywistości przywraca mnie Halla- Mamo, co się dzieje?-

- Masz.- wręczam dziewczynie sztylet- Użyj go tylko w ostateczności. Czekajcie na mnie i na tatę na zewnątrz. Ja idę po babcię.-

Ad meliora|marvel ff|Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz