18. Będziesz musiała.

442 37 4
                                        


Przez całą noc nie mogę spać. Snuję się po korytarzach pałacu niczym duch.
Z komnaty Sif i Thora słychać odgłosy kłótni, u Deethry płacz, u Fulli śpiewanie kołysanek.
To wszystko jednak kończy się, gdy zegary zaczynają wybijać drugą. Wtedy w budynku zapada cisza jak makiem zasiał, a jedynie w mojej głowie panuje istna apokalipsa.

Dobija mnie to na tyle, że kończę zapłakana i skulona pod ścianą we własnej łazience, ściskając w ręce nożyczki, którymi chwile wcześniej wyrównałam sobie włosy do długości obciętej przez Asnira.

Nosimy długie włosy żeby pokazać niezłomność. Taka już nasza kultura. Ścięcie włosów to pozbawienie honoru. Dlatego Loki nosi długie włosy choć Jotunowie najczęściej mają ogolone głowy.

Asnir odciął mi trzy cale włosów*... dla wielu kobiet pozbycie się tej ilości kosmyków byłoby równe katastrofie, a dla mnie to będzie dowodem, że ktoś walczył...Walczył o moje przeżycie.

Włosy wciąż sięgają prawie do pasa, pewnie nikt nie zauważy różnicy. Nikt prócz mnie i zapewne Lokiego. Ale ja nie wrócę do tamtej długości. To będzie symbol.

- Tamora?- słyszę głos Lokiego i podnoszę wzrok- Skarbie, wszystko... nie no, wiadomo, że nie wszystko w porządku...- dodaje, bardziej do siebie niż do mnie.

Podchodzi bliżej i przykuca po czym zabiera nożyczki z moich rąk i kładzie na brzegu zlewu.

- Obudziłam cię?- pytam, ocierając łzy.

- Nie. Nie mogłem spać, pewnie przez tą sześciogodzinną drzemkę... Ale ty powinnaś się przespać. Chodź.-

Po tych słowach Loki zaprowadza mnie do łóżka, kładzie na nim, przytula się do mnie mocno i nakrywa nas kołdrą.

- Zamknij oczy i spróbuj zasnąć.- szepcze, a ja dopiero wtedy czuję jak bardzo jestem wyczerpana.

Mam nadzieję, że sen będzie równie bardzo chętny by nadejść.

- Pamiętam łzy spływające po twojej twarzy, gdy powiedziałem: "Nigdy nie pozwolę ci odejść".- zamieram ze zdumienia po usłyszeniu śpiewu mojego męża.

A przede wszystkim po usłyszeniu co śpiewa.

- Gdy te wszystkie cienie niemalże zgasiły twoje światło. Pamiętam jak powiedziałaś: "Nie zostawiaj mnie tu samej". Lecz to wszystko już odeszło i przeminęło dzisiejszej nocy. Po prostu zamknij oczy. Słońce chyli się ku zachodowi. Będzie dobrze. Nikt nie może cię teraz skrzywdzić. Przyjdź, światło poranka. Ty i ja będziemy cali i zdrowi. Nie waż się wyglądać przez okno, skarbie. Wszystko się pali. Za naszymi drzwiami szaleje wojna. Trzymaj się tej kołysanki. Nawet gdy muzyka zniknie, zniknie. Po prostu zamknij oczy. Słońce chyli się ku zachodowi. Będzie dobrze. Nikt nie może cię teraz skrzywdzić. Przyjdź, światło poranka. Ty i ja będziemy cali i zdrowi.-

*****

Kiedy budzę się następnego dnia słońce jest już wysoko na niebie co sugeruje rychłe zbliżanie południa. Na szafce nocnej leży złożona w pół kartka. Biorę ją w dłonie, otwieram i czytam.

Dzień dobry Najdroższa,

Poszedłem ogarnąć sprawy w pałacu. Wrócę zanim się obudzisz.

L.

Kłamczuch. Obudziłam się, a ciebie nie ma.

Loki otwiera drzwi do naszej komnaty dosłownie kilka sekund później.

- O, nie śpisz już. Jak tam, wyspana?-

Kiwam głową, a mężczyzna siada na łóżku. Biorę jego ręce w swoje przez co patrzy na mnie zdumiony. Z reguły robię tak wtedy, gdy chcę mu powiedzieć coś ważnego  i ten raz nie jest wyjątkiem.

- Wczoraj... dzisiaj w nocy dużo myślałam, na temat wydarzeń w Svartalfheim i tego co się tam ze mną stało... i jestem przerażona mówiąc wprost. Pozwoliłam żeby zawładnęła mną furia...-

Po raz kolejny...

- Każdemu się zdarza... choć u ciebie chyba pierwszy raz w życiu.-

- Drugi.- poprawiam niemal machinalnie.

Loki spogląda na mnie jeszcze bardziej zdziwiony niż wcześniej.

- Drugi..? Chcesz mi powiedzieć, że coś takiego już kiedyś miało miejsce?-

- Moja utrata kontroli? Tak.-

- Kiedy? I, przede wszystkim, dlaczego?-

- Jak myślisz dlaczego Egir mnie tak nienawidzi?-

- Co to ma do rzeczy? Nienawidzi cię, bo jesteś córką jego siostry, która zamiast wżenić się w bogatą arystokracje wzięła sobie żołnierza z Asgardu, będącego w połowie krasnoludem...-

- Nie. To nie to.- wzdycham.

- W takim razie dlaczego?-

- Matka Sigyn, Asnira i Havnira zmarła po urodzeniu córki. Egir ożenił się ponownie kiedy ja i Sigyn miałyśmy po dziesięć lat, a Asnir z Havnirem czternaście i siedemnaście. Żadne z nas nie lubiło tej kobiety z resztą, z wzajemnością. Dokuczała nam na każdym kroku, zdarzyło jej się nawet nas porządnie sprać.-

- Ciebie też biła?- pyta brunet, z niepokojem.

- Każdego z naszej czwórki. I pewnego dnia... pewnego dnia, chyba półtora roku później, gdy do mnie podeszła i zaczęła szarpać to... poczułam ogarniająca mnie furię, tak jak wtedy w Svartalfheim, a potem... potem jedyne co pamietam to, to jak stanęła w płomieniach...-

Loki odsuwa się ode mnie z przerażeniem wymalowanym na twarzy.

- Nie zdołali jej ugasić. Tylko ja mogłam to zrobić. Ale nie zrobiłam. Raz, bo zemdlałam, a dwa, bo nie opamiętałam się dostatecznie wcześnie.-

- Czemu, na wszystkich bogów, mówisz mi to dopiero teraz?! Jesteśmy małżeństwem prawie dwadzieścia lat! Myślałem, że to coś dla ciebie znaczy! Że ufasz mi na tyle, żeby powiedzieć mi coś takiego!- mężczyzna zrywa się do pionu, a ja podążam za nim.

- Bo ufam! Ale myślałam, że taka sytuacja już nigdy się nie powtórzy, po tym jak Egir zapieczętował we mnie moją moc, tak żebym nie mogła jej w pełni używać! Dopiero w Nowym Yorku odzyskałam ją na nowo!-

- Co z tego?! Jak mogłaś coś takiego przede mną ukrywać?! Ja ci powiedziałem wszystko, rozumiesz? Dosłownie wszystko!-

- Loki...-

- Znając życie wszyscy wiedzieli tylko nie ja, prawda?!-

- Nie wszyscy. Poza moim kuzynostwem i Egirem tylko moi rodzice i twoja matka.-

- Nie, no to wcale nie są wszyscy!- stwierdza mężczyzna z ironią i podchodzi do drzwi.

- Gdzie idziesz?-

- I tak cię to nie obchodzi!-

- Loki...- łapię go za ramię, tuż przed tym jak naciska klamkę- Nie wychodź, proszę...-

- W Svartalfheim mówiłaś, że straty mnie byś nie przeżyła. Cóż, najwyraźniej będziesz musiała.-

- Nie mów tak, proszę.- błagam, ale mężczyzna nie zwraca na to uwagi.

Wychodzi z komnaty i nim zdążę się jeszcze raz odezwać teleportuje się z korytarza niewiadomo gdzie.
————————————————————————
Trzy cale: około dziesięć centymetrów.

Ad meliora|marvel ff|Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz