19. Gdzie chadzają złamane serca?

403 37 5
                                        


- Ile go już nie ma?- z zamyślenia wyrywa mnie głos Fulli.

- Cały dzień praktycznie.- chowam twarz w dłonie- Następnym razem jak będę tak głupia uderz mnie Mjölnirem w głowę.-

- Skąd pomysł, że byłabym go godna?-

- Wytrzymujesz ze mną. Na pewno byś była.-

Do komnaty, po uprzednim zapukaniu, wchodzą strażnicy oraz Frigga wraz z Thorem.

- Wciąż nic?- pytam, podczas gdy ogarnia mnie jeszcze większe poczucie beznadziejności.

- Nic.- wzdycha królowa- Panowie przeszukali pałac i ogrody, a ja z Thorem przejrzałam wszystkie jego, dotychczasowe, sekretne miejsca. Nie ma po nim śladu. Przepadł jak kamień w wodę.-

- Mógł się teleportować wszędzie. Dosłownie wszędzie.- mówi Fulla, a władczyni Asgardu odprawia strażników i każe im przeczesać jeszcze raz cały pałac.

Ci kiwają głowami, żegnają się i posłusznie opuszczają pomieszczenie.

- Jestem idiotką.- przyznaję- Mogłam pomyśleć zanim powiedziałam mu coś takiego. Trzeba było zaczekać jeszcze kilka dni...-

- Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.- rzecze Frigga, markotnie- Poza tym, czekał na to dwadzieścia lat, chyba dzień nie zrobiłby mu różnicy?- dodaje, a ja czuję dosłownie szpilę jaką mi wbija choć robi to jedynie metaforycznie.

- Tamora, myślałam, że on wie.- królowa zakłada ręce na krzyż.

Nagle, ku naszemu zdumieniu do komnaty, wchodzi cała czwórka moich pociech.

- Mamo?- pyta Loki Junior- Wrócił już tata?-

- A widzisz go tu gdzieś?!- syczy Uni, wściekle, po czym kopie w nogę od mojej toaletki- Zostawił nas.-

- Wcale nie!- wybucha najmłodszy- Tatuś nigdy by czegoś takiego nie zrobił..!-

- Spokój!- Ragi i Halla jednocześnie uciszają młodsze rodzeństwo- Nie kłóćcie się.-

- Nie zostawił was tylko mnie.- mówię bardziej do siebie niż do dzieci.

- A ty, Tamora, nie odnajdowałaś go po waszych kłótniach zawsze w jakimś jedynym miejscu?- wtrąca Thor.

- W ogrodach, ale tam sprawdzali strażnicy.- wyjaśniam- Nie odszukamy go tak łatwo. On nie chce być znaleziony.-

- Ale zastanówmy się...- Frigga wykonuje taki ruch dłońmi jakby zagarniała jakieś rzeczy na jedną stertę- Gdzie chadzają złamane serca?-

Wtem drzwi do komnaty się otwierają i staje w nich nikt inny jak Loki Friggason we własnej osobie.

- Co to za zbiegowisko?- pyta, wyraźnie zaskoczony ilością ludzi w pomieszczeniu.

- Tata!- Junior od razu podbiega do ojca, a brunet przykuca żeby najmłodszemu wygodniej się było przytulić- Wróciłeś! Tak się bałem, że nas zostawisz!-

- Słucham? Kto ci takich głupot naopowiadał? Nigdy was nie zostawię. Ani waszej mamy.-

- Uni mówił co innego.-

- Cicho bądź.- mamrocze młodszy z bliźniaków po czym także podchodzi się przytulić do ojca.

Po nim Ragi, a dopiero na końcu, Halla.

- To...- Frigga przerywa milczenie- Pozwolę sobie „porwać" wnuczęta na moment. Nie macie nic przeciwko?-

Loki i ja wymieniamy ze sobą porozumiewawcze spojrzenie, po czym mężczyzna informuje matkę, że nic nie stoi na przeszkodzie żeby zabrała stąd Kluski i Thora przy okazji. Kiedy wszyscy wychodzą atmosfera między mną, a brunetem momentalnie „gęstnieje".

- Nie musiałeś ich okłamywać.- ja zabieram głos jako pierwsza.

- Słucham?- Loki wlepia we mnie zdumiony wzrok swoich, zielonych oczu.

- Klusek. Nie musiałeś okłamywać Klusek.-

- Nie okłamałem.-

- Powiedziałeś, że mnie nie zostawisz. Oboje wiemy jaka jest prawda.-

- Tamora...- Loki siada na łóżku, obok mnie- Mówiłem prawdę. Nie zamierzam cię zostawiać i przepraszam za to co wcześniej powiedziałem.-

Co?
Ale, że jak..?

- Dużo myślałem...- kontynuuje, widząc zdziwienie wymalowane na mojej twarzy- I postanowiłem ci wybaczyć, że wcześniej nie powiedziałaś mi o tym fakcie z przeszłości... tak jak ty mi wybaczyłaś całe zło jakie ci kiedyś wyrządziłem.-

- Loki... - wzdycham- Przecież nie możesz mi wybaczyć w ramach spłacania jakiegoś długu czy coś... Jeśli nie czujesz się na siłach żeby to zrobić to... po prostu tego nie rób. Zasłużyłam.-

- Kiedy właśnie czuję się na siłach...- wyjaśnia, obejmując moją twarz dłońmi- Kocham cię. Jakoś sobie z tym wszystkim poradzimy. Postaram się pomóc ci w nie traceniu kontroli, tak jak ty pomogłaś mi, tylko... tylko musisz mi mówić o takich rzeczach. Nie wolno czegoś takiego dusić w sobie, wiesz, że jestem na to żywym dowodem.-

- Dziękuję. Nawet nie wiesz ile dla mnie znaczą te słowa.- odpowiadam po chwili, jak już pierwsze zaskoczenie ze mnie „schodzi"- I... jeszcze raz cię przepraszam.-

- A teraz... jest coś jeszcze co chciałabyś mi powiedzieć?-

- Kocham cię.-

- Ja ciebie też, a teraz chodź się przytul.-

Ad meliora|marvel ff|Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz