10.Za dużo gadasz.

439 37 5
                                        

Nie wierzę, że mnie do tego zmusiłeś, szwagrze...

Przemykam się ostrożnie korytarzami pałacu by dotrzeć do komnaty, w której akurat przetrzymywana jest Jane.

Odyn zadbał tylko o to, żeby jej wygodnie było.

Dostrzegam strażnika niosącego jedzenie dla kobiety.

Idealna okazja. Przyszła kolej na przedstawienie.
Trzy, dwa... jeden.

Najszybciej jak jestem w stanie przewracam jeden z ozdobnych świeczników tak żeby wydał z siebie głośny huk po czym rzucam się na ziemie udając zemdloną. Słyszę jak strażnik pospiesznie odstawia tace z posiłkiem na parapet, a potem jak jego skórzane buty z metalowym wzmocnieniem stukają po podłożu.

- Wasza Książęca Mość?! Wasza Książęca Mość, halo?!- wykrzykuje, podnosząc mnie z ziemi i klepiąc po twarzy.

Ocknij się żeby pomocy nie zaczął wzywać.

Zaczynam powoli mrugać oczami, potem coraz szybciej, udając, że się ocknęłam.

- Uff...- wzdycha mężczyzna- Całe szczęście, bo książę Loki by mnie...

Bez wahania obsuwam strażnikowi klapę w hełmie, łapię za górną, charakterystyczną część i ciągnę za nią. Mężczyzna uderza głową o podłogę z łoskotem. Oddycha, ale jest nieprzytomny. „Chowam go" poprzez  przykrycie gobelinem i przyjmuję jego postać. Biorę tacę z jedzeniem w ręce i wchodzę do pokoju, gdzie przebywa szatynka.

- Nie jestem głodna.- mówi kobieta, a ja wywracam na nią oczami.

- To dobrze.- stwierdzam, jeszcze głosem strażnika- Bo pójdziesz ze mną.-

Śmiertelniczka patrzy na mnie ze zdumieniem, a dwaj strażnicy pilnujący drzwi domyślają się, że coś jest nie tak. Wchodzą do środka, kiedy stoję do nich plecami.

Od tylu to nie honorowo.

Jeden obrywa przykrywką, a drugi talerzem. Rozlega się głośny, metaliczny dźwięk, a potem obaj strażnicy lądują na podłodze razem z jedzeniem.

Wyglądam za drzwi żeby sprawdzić czy hałas kogoś nie przyciągnął, ale na korytarzu nikogo nie ma. Zamykam wejście i pozbywam się iluzji

- Co ty tu robisz?- pyta Jane.

- Za dużo gadasz. Ubieraj.- mówię, podając dziewczynie okrycie wierzchnie w szarym kolorze żeby zakryć jej niebieską suknie, w którą została przebrana.

Wcześniej zasłaniała ją chusta, którą tamowałam krwotok Friggi.

- Idziemy wyciągnąć to coś z ciebie.- wyjaśniam- Mój mąż zna przejście, dzięki któremu nikt nas nie zauważy.-

- Twój mąż?- pyta, zdumiona- Wzięłaś znowu ślub?-

A no tak... trafiłam do ciebie kiedy byłam pewna, że rozwiodę się z Lokim.

- Nigdy się nie rozwiodłam. Zresztą chyba zauważyłaś, że obok mnie jest cały czas ten sam mężczyzna. Nie widziałaś go w telewizji?-

- Ten ciemny to jest twój mąż?- zadziwia mnie zdumiony ton rozmówczyni.

- Jane, naprawdę chcesz teraz o tym mówić?-

- Tak myślałam, że skądś go kojarzę. W dwa tysiące dwunastym był tylko jakiś taki... wychudły. Zabiedzony, na twarzy. No i miał krótsze włosy.-

- Sama jesteś wychudła.- odgryzam się i mocniej opatulam ją narzutką.

- Nie musisz być taka wredna.-

- Wybacz.- odpowiadam z ironią- Ale przez ciebie prawie zginęła jedna z najważniejszych osób w moim życiu. Nie będę się silić na bycie miłą wobec ciebie, a teraz chodź.- łapię ją za nadgarstek i siłą wyprowadzam na zewnątrz.

Idziemy szybkim tempem wzdłuż korytarza aż docieramy do Thora.

- Chwila...- Jane zwraca się do mnie- Mówiłaś, że twoim mężem jest brat Thora?-

- Tak, a co?-

- A on mi mówił, że to jego brat wysłał tego, wielkiego, metalowego niszczyciela żeby go zabił.-

- Nie rozwlekaj tego teraz. To nie jest dobra pora.-

Jakby na złość całej sytuacji wtedy szatynka dostrzega mojego męża, który stoi nieco z boku, za filarem.

- To ty...- mówi do niego zdenerwowanym głosem.

- „To ja", co..?-brunet urywa wypowiedź, gdy Jane nagle daje my z liścia.

Wyrwę ci te kudły zaraz... ale razem z łbem.

- Oszalałaś?- warczę i podchodzę do Lokiego po czym obejmuje jego twarz dłońmi.

- Nic ci nie jest?- pytam.

- Potrafisz mnie gorzej uderzyć.- mężczyzna uśmiecha się szatańsko- Co prawda nie na korytarzu tylko w sypialni i nie w twarz tylko w...-

- O Boże jesteście okropni...- po raz pierwszy cieszę się, że śmiertelniczka się odzywa.

Thor natomiast ma taki wyraz twarzy jakby miał zaraz zwymiotować.

Hmm... to za Sif.

Bezpardonowo podchodzę do gromowładnego i uderzam go w twarz.

- Hej!- wyrywa się Jane.

- Moja żona nie lubi jak dotykają mnie inne kobiety...- Loki parska śmiechem na widok miny Jane- A to właśnie pokaz jej słodkiej zemsty.-

- Należało mi się.- mamrocze Thor.

- Czysto...- z drugiego końca korytarza nadbiega Asnir- Pośpieszmy się, ta atrapa długo ich nie zajmie.-

- Atrapa?- szatynka unosi brew.

- Za dużo gadasz.- mamroczę i zwracam się do kuzyna- Prowadź.-

Ad meliora|marvel ff|Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz