2. To nie jest tego warte.

491 36 2
                                        

- I wtedy Tamora podcięła mu nogi!- Volstagg uderza w blat stołu opróżnionym kuflem po piwie, a jego córka, siedząca mu na kolanach, wybuchła głośnym śmiechem, podobnie jak reszta siedzących wokoło nas osób.

Moje dzieci wracają do wcinania kawałków dzika jakie im podano, a Loki odmawia
kolejnego kufla, gdy służący chce mu nalać.

- Co jest?- pytam.

- Jak się napije to zasnę. Męczący był dzisiejszy dzień.- odpowiada.

- Możemy już wracać. Tylko niech Kluski jeść skończą.-

- Jakoś przeżyję.- odpowiada- Niech Kluski jeszcze chwile posiedzą, widzisz jak dobrze się bawią?-

Mimo zapewnień Lokiego, zaczynam szukać jakiegoś powodu, dla którego moglibyśmy się kulturalnie „wydostać" z uczty.

Thor i Sif przyszli bez dzieci, dlatego znikają dość szybko po mojej rozmowie z mężem. Fandral wypija kolejny kufel i coś tam mruczy do dwóch kobiet uwieszonych na jego ramionach. Volstagg z żoną i córką wracają do siebie. Na uczcie jest coraz mniej ludzi, co w sumie mnie cieszy, bo sama też bym chętnie poszła spać.

Wtem z tłumu wyłaniają się dwie, kłócące się ze sobą osoby. Fulla i Deethra.

- Prosiłam ją żeby do was nie szła, ale...- rudowłosa usiłuje odciągnąć szatynkę od naszego stołu, ale nie jest w stanie, bo ta się strasznie szarpie i macha rękoma bez ładu.

Jest pijana...

- Loki zabierz stąd dzieci.- proszę.

- Chwila rozmowy...- Deet patrzy na mnie błagalnie, a po chwili z jej ust wydobywa się szybki, niekontrolowany bełkot.

- Dobra, dobra.- wstaję od stołu i odciągam kobietę od mojej rodziny.

- Co ty robisz? Chociaż nie, nie odpowiadaj, znam odpowiedź. Przesadzasz. To robisz. Naprawdę uważasz, że moje dzieci to idealna publiczność na twoje pijackie wyczyny?-

- Posłuchaj...-

- Deet, ja wiem, że cierpisz. Wiem, że wolałabyś żeby było inaczej, ale nie możesz się tak stoczyć przez wydarzenia z przeszłości. To nie jest tego warte.-

- A może...- bełkocze kobieta- To ty uważasz, że ja nie jestem warta tego, całego przedstawienia?-

Czego?

- Przedstawienia?-

- Tak... Ty... ty i ten twój, pożal się, mężulek lubicie jak się na was zwraca uwagę. Potrzebujecie widowni, co pokazaliście dzisiaj. Ale tutaj...- Deethra stuka się w głowę- Jest pusto.-

- Mam gdzieś te uwagi. Jesteś pijana.-

- Nie jestem pijana tylko pod wpływem.-

- Wielka mi różnica. Deet, jeśli ci zależy żebyśmy miały kontakt musisz zacząć zachowywać się normalnie. Albo...-

- Albo, co? Zamkniesz mnie w lochach, paniusiu?-

- W lochach jest miejsce dla Sigyn.-

- I dla twojego męża też. A może i nawet dla ciebie. Kto wie czy nie miałaś czegoś wspólnego z morderstwem Laufeya?-

- Deethra...- warczę- Nie przeginaj.-

- A może właśnie chcę przeginać, hmm? Pamiętaj o tym co wiem. Mogę wszystkim powiedzieć kim naprawdę jest twój mąż.-

- Nie zrobisz tego.-

- Założymy się?-

- Nikt ci w to nie uwierzy. Poza tym, nie będziesz nas szantażować. Ta rozmowa nie ma sensu. Odezwij się jak wytrzeźwiejesz o ile to w ogóle kiedyś nastąpi.- odwracam się aby odejść, gdy kobieta znów się odzywa.

- Taa...- syczy wściekle- Idź sobie, do tej, swojej przybłędy, która miała sczeznąć jako niemowlę pośród skutych lodem skał.-

Coś we mnie pęka. Odwracam się i z całej siły wymierzam kobiecie policzek. Chwile potem orientuję się co zrobiłam. Zasłaniam usta dłońmi w szczerym szoki. Plaśnięcie natomiast zwraca na nas uwagę osób postronnych. Nim zrobi się większe zamieszanie, zwracam się do stojącej wśród tłumu Fulli.

- Możesz na chwile?-

- Jasne.- odpowiada i wychodzimy na korytarz.

- Co się stało?- pyta rudowłosa, gdy zamykają się drzwi- Co ciebie aż tak wyprowadziło z równowagi, że dałaś jej w twarz?-

- Nazwała Lokiego przybłędą, która miała sczeznąć jako niemowlę wśród skutych lodem skał.-

- Na Odyna... co za tupet...- wydusiła Fulla.

- Tęsknie za tym kiedy byłyśmy paczką we trójkę. Teraz... teraz Deethra chce na mnie co najwyżej napluć.-

- Tamora, ty nie możesz mieć sobie za złe tego, jak ona się zachowuje. Jest dorosłą kobietą. Miała dużo czasu żeby się podnieść po tym jak odmówiłaś jej bycia razem. Zrobiłaś wszystko żeby miała jak najlepsze warunki do dojścia do siebie. Deet musi wziąć się w garść. Minęło tyle lat.-

Już chcę odpowiedzieć, gdy nagle z lewej pada na nas jasnoczerwone światło.

- Co to jest?- pytam i obie z Fullą odwracamy głowę w kierunku anomalii.

Widok jaki napotykam, przeraża mnie. Wyglada jakby nocne niebo pękło i wylewała się z niego plątanina czerwonych błyskawic.

Wtem jedna z nich robi się niewyobrażalnie długa i uderza w filar po drugiej stronie okna, jakieś trzy stopy od nas. Rozlega się głośny huk, a potem zapada ciemność.

Ad meliora|marvel ff|Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz