Piekło to dopiero początek

4.4K 175 12
                                        

     Tamtego popołudnia jak zwykle siedziałam w gabinecie. Nerwowo podrygiwałam na obitym skórą fotelu, wpatrując się we wskazówki zegara na ścianie. Niestety, czekały mnie jeszcze długie godziny spędzone w tych przeklętych czterech ścianach. W małym gabinecie, dzieląc przestrzeń z psychopatami.

     Mogłoby się wydawać, że taki zawód jest niezwykle interesujący. W końcu trzeba wejść w umysł prawdziwego szaleńca, zrozumieć go a następnie mu pomóc. Każdy z nich jest inny, skrywa różne tajemnice. A jednak siedzenie przed mahoniowym biurkiem, spisywanie dokumentów i recept z biegiem czasu przestało mnie kręcić.

     Gdy przeprowadziłam się do Madrytu, miałam przed sobą wiele perspektyw. Z moim doświadczeniem oraz umiejętnościami mogłam zdobyć posadę praktycznie w każdym ośrodku.

     Długo zastanawiałam się nad wyborem miejsca pracy. Spędziłam wiele godzin w przydrożnych motelach, paląc papierosy i oglądając telewizję. Pewnego wieczoru, gdy leżałam na śmierdzącej kanapie bawiąc się zużytym papierosem, przypomniałam sobie mojego starego, dobrego przyjaciela Sergio. Nie widziałam się z nim od lat, ale nigdy nie zapomniałam jego legendarnego planu. Za każdym razem, gdy przypominałam sobie jego słowa, wybuchałam śmiechem. „Chcę spełnić marzenie ojca, Carla. Napad na mennicę, to jest coś."Odpowiedziałam mu wtedy, że jest szaleńcem.

     Jednak z biegiem czasu zrozumiałam, że tak naprawdę każdy z nas jest szalony. Psychika każdego z nas skrywa wiele tajemnic. Sergio chciał włamać się do mennicy, a ja...

     Koniec końców objęłam posadę psychiatry w zakładzie karnym. Zrezygnowałam z tylu ofert, wybierając obcowanie z psychopatami. Dziesiątki więźniów praktycznie codziennie celowali do mnie z pistoletów, a nie rzadko ja również ja musiałam posłużyć się bronią. Praca w takim miejscu wymagała ode mnie wiele poświęceń. Powoli niczym trucizna wysysała ze mnie chęci do życia, a ja z utęsknieniem każdego dnia odliczałam godziny do wyjścia z tego cholernego więzienia.

     I właśnie wtedy, o godzinie 13.30, ciszę w moim gabinecie przerwał mój dzwonek. Barczysty mężczyzna, niejaki Angelo, opierał się nonszalancko o moje biurko, po czym ze zmarszczonymi brwiami zerknął przelotnie na mój telefon.

Nie miałam zamiaru odbierać. Jednak gdy zobaczyłam numer Sergio na wyświetlaczu, porwałam telefon z biurka jak ostatni kawałek pizzy z pudełka i kliknęłam zieloną słuchawkę.

- Cześć Carla. Wiem, że długo się nie widzieliśmy, jednak mam dla ciebie pewną propozycję...  


Witam Was moi drodzy bardzo serdecznie w moim nowym opowiadaniu. Tym razem wzięłam się za "Dom z papieru", mam nadzieję, że komuś się to spodoba :) Standardowo zapraszam Was do komentowania i gwiazdkowania. Do następnego!

𝑰 𝒅𝒐𝒏'𝒕 𝒄𝒂𝒓𝒆 𝒂𝒕 𝒂𝒍𝒍 ❥︎𝐿𝑎 𝑐𝑎𝑠𝑎 𝑑𝑒 𝑝𝑎𝑝𝑒𝑙ꨄ︎𝐵𝑒𝑟𝑙𝑖𝑛Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz