Obudziłam się wcześnie jak codziennie. Stoczyłam się z łóżka i poczułam jak coś mi chrupło w plecach. - Boże.. -jęknęłam starając się podnieść. Po chwili ciężkiej walki w końcu udało mi się postawić na nogi. Skierowałam się do łazienki gdzie na szybko się przebrałam w codzienne ubrania. Dzisiaj było strasznie gorąco więc nic innego nie ubierałam.
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Nie miałam już na nic czasu, ponieważ za długo zajmowało mi wstanie z podłogi. Zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyłam od razu do kawiarnii. Idąc szybkim krokiem przez przypadek wpadłam na jakiegoś kolesia z kawą, która oczywiście rozlała się na mnie. - Jeju, przepraszam - mówi mężczyzna zaskoczony. - Oczywiście - westchnęłam - poniedziałek. Zanim nieznajomy zdążył cokolwiek powiedzieć ruszyłam dalej przeklinając pod nosem. Niestety cała koszulka była przesiąknięta kawą.. Cudnie!
***********
Parę minut później byłam już w kawiarni. Mimo przemoczonej, już brązowej koszuli zajęłam się obowiązkami. Mój strój z kawiarnii został w domu po tym jak zrobiłam pranie. Będę musiała pracować w normalnych ubraniach. Oby szefowa dzisiaj nie przyszła.
Jakiś czas później przyszedł Michael. - Wow a tobie co się stało?! Ja rozumiem napiwki tu są marne ale żeby ubrania z kałuży brać? - zapytał trochę żartobliwie. - Nawet mnie nie denerwuj. I tak mam już zjechany humor - powiedziałam zirytowana. - Aż tak? Co się wydarzyło? - spytał już przestając żartować. - Jakiś gość z kawą na mnie wlazł i puf mam koszulę z,, kałuży" - ostatnie słowo zaznaczyłam gestykulując przy tym palcami. - No już. Widzę, że dzisiejszy poniedziałek ci nie służy. Mam w samochodzie bluzę, mogę ci dać - powiedział łagodnie nie chcąc mnie jeszcze bardziej rozzłościć. - Dzięki - westchnęłam po czym przyjaciel wyszedł z lokalu i wrócił z czarną bluzą. Odebrałam od niego ubranie i weszłam do spiżarnii lokalu gdzie przebrałam górną część ubioru. Bluza była trochę za duża ale i tak w modzie są popularne oversizowe ubrania więc raczej nikt się nie skapnie. Wyszłam z spiżarnii chowając brudną koszulkę do szafki. - I jak? - spytała Michael rozpakowując świeżą dostawę warzyw. - Jest ok. Dzięki. Ratujesz mnie. Oddam ci ją kiedyś. - powiedziałam do chłopaka a ten tylko się uśmiechnął. Opuściłam kuchnię i stanęłam za ladą zakładając te przeklęte uszka.
************
Nikogo nie było więc zaczęłam sobie przeglądać instagrama. Nagle usłyszałam dzwonek obwieszczający, że ktoś wszedł do kawiarni. Gdy spojrzałam w tamtą stronę zamarłam.... Szefowa... Nie no na prawdę dzisiaj wszystko jest przeciwko mnie! Nie to że widziała mnie bez uniformu roboczego to jeszcze siedzenie na telefonie podczas pracy. Mam przesrane. - [T/I]! Co to ma znaczyć! Gdzie masz swój uniform?! I dlaczego siedzisz na telefonie w czasie pracy! - wydarła się kobieta. - Przepraszam. Uniform wyprałam i zapomniałam go dzisiaj przynieść... A telefon.. Nikogo na razie nie było więc myślałam.. - Myślałaś, że możesz od tak to zrobić! - krzyknęła moja pracodawczyni. Widać ten pechowy poniedziałek też dał jej w kość. W odpowiedzi tylko spuściłam głowę błagają aby mnie nie zwolniła. - Ma to być ostatni raz, zrozumiano?! - powiedziała poważnie kobieta. - Oczywiście - od razu przytaknęłam bez ani chwili zwłoki. - Dobrze. A teraz idę do kuchni - jak powiedziała, tak zrobiła, ja zostałam sama w pustym pomieszczeniu. - Boże jaka tu nuda - pomyślałam.