Avengers wzięli sobie tydzień wolnego. Ana z rodzicami byli na farmie. Cap, Tony, Falcon, Vision, Wanda byli w nowej bazie, Hulk'a nie dało się namierzyć, a Thor wrócił do Asgardu. Przez tydzień każdy cieszył się urlopem, a potem wszyscy wrócili do rzeczywistości, do nowej bazy Avengers.
- Choć na strzelnice.
Anę z zamyślenia wyrwał głos taty.
- Chcesz przegrać? - spytała ze śmiechem, biorąc łuk i kołczan. Oboje udali się na salę, gdzie urządzili zawody. Jak się okazało, był remis.
- To co teraz robimy? - spytała dziewczyna, gdy wracali do pokoi.
- Salon?
- Można. Można.
Córka agentów weszła do pokoju i odstawiła sprzęt. Kątem oka spojrzała w lustro. Gdyby ktoś pół roku temu powiedział jej, że będę ratować świat, mając ramię odkryte, wyśmiałaby go. Wyszła z pokoju i udała się do salonu.
- Hej Ana - powiedział Sam uśmiechając się do niej zalotnie, co zauważyła Nat.
- Sam i tak nie masz u niej szans, bo już jej serce jest zajęte.
Ana zaśmiała się na słowa mamy.
- W takim razie chłopak ma wielkie szczęście - odrzekł brunet. Dziewczyna położyła się na łóżku, a łuski ramienia, otarły się o siebie.
- Oj ma...
Zimowy żołnierz westchnęła, wyjmując telefon.
Do: Sierżant
Tęsknię 🥺🥺🥰🥰
Od: Sierżant
Ja też 😘😘
Do: Sierżant
A co ty na to, abym do ciebie przyjechała?
Od: Sierżant
Wiesz, że tego pragnę, ale to jest mało bezpieczne.
Do: Sierżant
Czyli postanowione. Przyjeżdżam do ciebie sierżancie 😘😘
Od: Sierżant
Nie namówię cię na zmianę zdania, więc uważaj podczas podróży sokole. 🥰
- Czyżby ten chłopak? - spytała mama.
- Tak. Pojadę do niego - rzuciła. Rodzice wymienili spojrzenia, a potem uśmiechnęli się do córki. Ana poszła się spakować. Wygrzebała spod łóżka jakąś niewielką i wygląda torbę. Na spód włożyła łuk, strzały i groty oraz kilka par ubrań i najpotrzebniejszych rzeczy. Po około godzinie była spakowana. Sprawdziła szybko loty do Bukaresztu, najbliższy miała dwie godziny. Przebrała się i zeszła z torbą na dół.
- Podwiezie mnie ktoś na lotnisko, bo za dwie godziny mam samolot? - spytała. Clint tylko skinął głową.
- Czekam w aucie.
Ana pożegnała się z zespołem i zeszła do garażu.
- Możemy jechać - powiedziała, wsiadając do auta. Pół godziny później ojciec z córką byli na lotnisku.
- Dasz radę? - spytał Hawkeye, patrząc na ramię ukryte pod skórzaną kurtkę.
- Poradzę sobie - odpowiedziała.
- Trzymaj się - powiedział, przytulając dziecko.
- Ty też. Nie pozwól, aby się pozabijali.
Łucznicy zaśmiali się. Gdy ojciec odjechał, Ana poszła do punktu sprzedaży i zakupiła bilet. Usiadła na chwilę na krześle i napisała do Bucky'ego, że zaraz ma samolot. Odpisał prawie natychmiast, życząc bezpiecznej podróży i aby napisała, gdy wyląduje. Dziewczyna usłyszała głos z głośników, informujący, aby pasażerowie udali się do samolotu. Odprawa minęła bez przeszkód. Ramię zostało specjalnie zaprogramowane, aby nie dało się go wykryć wykrywaczem metalu. Gdy usiadła w samolocie, wyjęła z plecaka słuchawki, założyła je, włączając losowy utwór. Ukryty Sokół zapięła pasy i obserwował start maszyny. Leciała wiele razy samolotem, ale takiego czegoś jeszcze nie widziała. Oparła głowę o szybę i, wpatrując się w krajobraz, zasnęła.
CZYTASZ
Hidden hawk
FanfictionCo się stanie gdy Avengers odkryją córkę Czarnej Wdowy i Hawkeye'a? Jaka będzie jej rola?
