Rozdział 27

35 0 0
                                        

Bitwa ucichła. Na polu panował chaos – bohaterowie próbowali składać rannych, inni po prostu siedzieli na gruzach, wpatrzeni pustym wzrokiem w horyzont. Dym unosił się nad zgliszczami, a gdzieś w oddali wciąż trzaskały płomienie.

Ana stała w miejscu, jakby jej ciało odmówiło współpracy. Ręce drżały, choć wciąż kurczowo trzymała łuk. W głowie dudniło jej jedno: Tony Stark nie żyje. Ale zaraz potem przyszła inna myśl. Bardziej cicha. Bardziej przerażająca.

Nie widziała jej.
Nie widziała Nat.

Odwróciła się gwałtownie. Wokół przechodzili bohaterowie, wszyscy zmęczeni, niektórzy brudni, zakrwawieni, ale... obecni. Steve. Thor. Bruce. Wanda. Sam. James. Jej tata. Ale nie mama.

— Mamo? — wyszeptała tak cicho, że sama ledwie to usłyszała. Ruszyła w stronę ruin, wypatrując znajomej sylwetki w czarnej skórze. — Mamo?!

Clint podszedł, kładąc jej dłoń na ramieniu. — Ana...

— Nie — przerwała mu gwałtownie, czując jak serce podchodzi jej do gardła. — Może jest ranna, może potrzebuje pomocy, musimy jej szukać. — Wyrwała się i zaczęła rozglądać gorączkowo, biegać pomiędzy porozrzucanymi kamieniami i żołnierzami. — Mamo!

Clint stał bezradnie. Jego oczy były czerwone, jakby już od dawna zabrakło mu łez. Kiedy Ana ponownie  zatrzymała się przy nim, on tylko pokręcił głową. Nie musiał nic mówić.

— Nie... — wyszeptała, cofając się krok. — Nie, nie kłam. To niemożliwe...

— Ana... — zaczął Barton, głos mu się łamał. — Ona... poświęciła się. Kamień Duszy. To... to była jej decyzja.

Świat wokół dziewczyny zawirował. Kamień Duszy. Poświęciła się. Słowa odbijały się w jej głowie jak echo w pustym pokoju.

— Nie — powtórzyła raz jeszcze, tym razem ostrzej, jakby siłą głosu mogła zmienić rzeczywistość. — Nie zostawiłaby nas. Nie... nie mogła...

Bucky podszedł do nich i przyciągnął ją do siebie, a ona uderzała pięściami w jego pierś, nie chcąc przyjąć prawdy.

— Oddajcie mi ją... oddajcie mi mamę... — powtarzała, aż głos całkiem się załamał i zmienił w cichy szloch.

Clint opuścił głowę. Wiedział, że nic nie powie, co mogłoby ukoić jej ból. Sam też go czuł.

Ana osunęła się na kolana, dłonie zaciskając na ziemi. W głowie wciąż widziała mamę – jak uśmiecha się, jak ściska jej dłoń, jak mówi „będzie dobrze" tuż przed bitwą w Wakandzie. Teraz jednak została tylko cisza.

I świadomość, że jej mama oddała życie, żeby inni mogli żyć.

Skończyliśmy prawie EndGame. (Wracam po długiej przerwie. Trochę się u mnie działo).

Hidden hawkOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz