Rozdział 25

53 0 0
                                        

Ana otworzyła oczy na świat, który zdawał się jednocześnie obcy i znajomy. Najpierw był tylko szum — tysiące oddechów, jakby ktoś włączył radio pełne szeptów — potem dopiero ciało zareagowało. Zimny, metaliczny smak powietrza. Zapach kurzu. Ktoś krzyczał jej imię i jej serce w odpowiedzi zabiło tak mocno, że poczuła to w żołądku.

— Ana? — głos był łamliwy, pełen nadziei.

Odwróciła głowę. James stał nad nią, dłoń dotykająca jej twarzy jakby chciała ją przywrócić do świata.

— James — wyszeptała, a jego ramiona przyszły jej na ratunek zanim zdążyła wstać.

Przez chwilę leżeli tak razem, a potem powietrze zadrżało. Z ciemności wyłoniła się sylwetka czarodzieja, a złoty portal rozwarł się szeroko. Przez niego wlała się energia bitewna: metal uderzający o beton, krzyki, zgrzyt ostrzy. Ana poczuła chłód na skórze i wiedziała, że to nie koniec, tylko początek nowej walki.

Ana podniosła się, przeciągnęła palcami po vibranium na ramieniu i sprawdziła łuk. Strzały były gotowe. Bucky skinął do niej — nie potrzebowali słów.

Bitwa wciągnęła ich jak rwąca rzeka. Ana znalazła rytm: bieg, napięcie cięciwy, lot strzały, przeszycie pancerza. Podawała amunicję Bucky'emu, gdy wymieniał magazynki. Rocket wpadł z przekomicznym „Co tam, żołnierze?", Ana skinęła i oddała mu przyczajoną strzałę z elektromagnetycznym grotem. Rocket odpalił swoją zabawkę, niszcząc grupę wrogów.

Thor wraz z Grootem i Rocketem wdarł się w sam środek walki, odcinając kolejne fale przeciwników. Steve i Sam utrzymywali front, a Wanda zabezpieczała tyły swoją magią.

W oddali Ana zobaczyła błysk — Tony w pełnej zbroi, kamienie Nieskończoności błyszczały na jego dłoni. Czas zdawał się zwalniać, powietrze trzeszczało jak stare szkło. Tony uniósł rękę:

— Ja jestem... Iron Man.

Pstryknął palcami. Świat eksplodował ciszą.

Ana pobiegła do przodu. Wokół Tony'ego zgromadzili się bohaterowie — Peter skulony obok, Pepper lekko osłupiała. Reszta powoli podbiegała, widząc, co się wydarzyło.

— Panie Stark? — drżącym głosem odezwał się Peter. — Panie Stark, słyszy mnie? To ja, Peter. Wygraliśmy. Pan... wszyscy wygraliśmy.

Ana wstrzymała oddech. Słowa ugrzęzły jej w gardle.

— Hej — wyszeptała Pepper, opadając na kolana. Jej oczy były pełne bólu i zmęczenia, ale wciąż skupione.

— Hej, Pep... — Tony próbował uśmiechnąć się.

— Krytyczny poziom parametrów życiowych — oznajmiła Friday.

— Spójrz na mnie — szepnęła Pepper, głos łamiący się, ale pełen ciepła. — Nic nam nie będzie. Możesz odpocząć.

Peter pochylił się, łzy napłynęły mu do oczu: — Panie Stark... proszę, odpocznij. To koniec.

Tony dotknął dłoni Pepper, uśmiechając się krótko, ulotnie, ale szczere:

— Dobrze... — mruknął. — Dobrze...

Zamknął oczy, cisza zapadła nad polem bitwy.

James pierwszy ukląkł przy Tony'm. Po nim Peter, skulony i drżący. Ana uklękła obok Bucky'ego, trzymając jego rękę i czując ciepło obecności. Powoli reszta bohaterów, oddając w ten sposób hołd za jego poświęcenie

— Dziękuję... — wyszeptała do Tony'ego, głos drżący, pełen wdzięczności.

Rocket podskoczył lekko, próbując ukryć emocje za swoim zgrywem, ale nawet on nie mógł powstrzymać momentu milczenia.

— Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy... dzięki tobie — Steve odezwał się cicho.

Ana poczuła, że cały ból, strach i chaos wojny ustępują miejsca cichej wdzięczności. Świat przetrwał dzięki jego poświęceniu.

Wracam... po roku przerwy. :) 

Hidden hawkOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz