Biegłem jak najszybciej potrafiłem, żeby zdążyć na trening. W dłoniach miałem stertę książek, które właśnie miałem odnieść do biblioteki. Taka rola wice przewodniczącego. Zapierdalałem patrząc pod nogi, żeby się nie wypierdolić i nagle uderzyłem w coś, a raczej w kogoś. Książki poleciały na ziemię razem ze mną. Uderzyłem w mojego kochanka Aleksandra. Chłopak uśmiechnął się do mnie i pomógł mi pozbierać książki.
- gdzie się tak śpieszysz księżniczko? – zapytał podając mi „Pana Tadeusza".
- mamy przecież zaraz trening – wywróciłem oczami.
- no tak, ale po chuj biegniesz jak antylopa po sawannie – Olek uśmiechnął się głupio jakby dumny ze swoich słów.
- matko ja się śpieszę, a ty mi jeszcze dupę zawracasz jakimiś głupotami.
- dupę to ci będę obracać wieczorem – powiedział szeptem, a ja zarumieniłem się.
- pierdol się Pietras.
- mogę cie... - zatkałem mu dłonią usta.
- nie kończ. Jak ci się nudzi to możesz mi pomóc – powiedziałem i podałem mu połowę trzymanych przeze mnie książek. Chłopak przyjął je bez słowa.
- mam sporo do roboty jestem rozchwytywany, ale takiej księżniczce pomogę – zaśmiałem się, chłopak chociaż jest całkowitym idiotą to ma jakiś swój urok. Razem skierowaliśmy się na trening i weszliśmy do szatni. Położyłem swoje rzeczy na ławce obok Antka i zacząłem się przebierać.
- ej a ty teraz niańczysz tego pierwszoklasistę? - Usłyszałem dość głośne pytanie jakiegoś znajomego Olka miał na imię chyba Bartek.
- co – chłopak wyglądał na dosyć zdezorientowanego.
- no wiesz czy jesteś blisko z tym no Dominikiem – powiedział i wskazał głową na mnie. Aleksander spojrzał na mnie w szoku i zmarszczył brwi. Wyglądał jakby mocno się nad czymś zastanawiał.
- skąd bierzesz takie głupie pomysły – zakpił przywracając swój naturalny uśmieszek na twarz. – nie znam typa. Widuje go tyle co na treningach – nie powiem w jakiś sposób te słowa mnie zabolały, ale wiedziałem przecież, że się mnie wyprze.
- ale ja was... - chłopak przerwał jakby właśnie dotarło do niego coś ważnego, spojrzał na mnie psychopatycznie jakby wiedząc już wszystko o mnie i Aleksandrze. Ten wzrok mnie przerażał. – pedał – powiedział w moją stronę. Po tym jednym słowie poczułem ogromny szok i strach. Skąd on do cholery wie? I dlaczego jego reakcja jest tak nieprzyjemna. Blondyn również wydawał się zdezorientowany, ale zaśmiał się tylko i opuścił szatnie.
Potem odbył się zwyczajny trening. Prawie zwyczajny, bo nigdy nie widziałem, żeby Aleksander próbował mnie podczas grania zabić spojrzeniem lub swoimi zagrywkami. O co mu może chodzić? Ćwiczenia się skończyły i mogliśmy wrócić do szatni. Przebrałem się szybko i opuściłem szatnię razem z Antkiem. Nagle dostałem wiadomość. Była ona od Aleksandra.
„A: wróć do szatni mamy do pogadania"
- Antek bo zapomniałem czegoś z sali, nie czekaj na mnie – powiedziałem i pognałem tam gdzie mi kazał. Jak piesek. Jak tylko wszedłem do środka napotkałem groźne spojrzenie blondyna.
- mówiłem ci kurwa, że masz nikomu nie mówić! – krzyknął podchodząc agresywnie bardzo blisko przez co nie miałem w ogóle prywatnej przestrzeni. Podczas zbliżenia mi to nie przeszkadza, ale aktualnie czuję się niekomfortowo. Złapał mnie za koszulkę. – ale mam ochotę ci przyjebać – powiedział i potrząsnął mną. Niby mogłem próbować się wyrwać, ale chłopak wykorzystał to, że w ogóle się nie spodziewałem takiego ruchu z jego strony.
CZYTASZ
Skrzydłowy I yaoi I
Teen Fiction„- myślę, że nie dasz rady nauczyć się grać w kosza i dostać się do drużyny" Kpina płynąca z tych słów zdenerwowała Dominika. Ambicja chłopca była zbyt wielka, żeby po takim znieważeniu jego umiejętności - odejść bez podjęcia się wyzwania. Chęć byci...
