Sammie tak jak obiecała spędziła ze mną cały weekend, mimo, że nie sądziłam by siedzenie wraz z nią w domu mi pomogło, to cholernie się myliłam. Czas z przyjaciółką okazał się być cenniejszy niż jakaś pierwsza lepsza impreza i litry wódki. Prawdziwym plastrem na mój strach były komedie romantyczne które tak kochała Sammie i masa słodkości które przywiózł nam Justin.
Nadszedł poniedziałek, a my dalej siedziałyśmy w moim domu. Blondynka jeszcze dziś zrobiła sobie wolne od szkoły a ja postanowiłam przez kilka dni nie chodzić do niej wcale. Musiałam ochłonąć od wydarzeń z ostatnich dni.
Rano zeszłyśmy z przyjaciółką do kuchni by zjeść śniadanie. W całym domu unosił się zapach naleśników i świeżo zmielonej kawy.
-Dzień dobry- uśmiechnęła się Sally widząc nas.
-Dzień dobry!- odpowiedziała radośnie blondynka.
Przy wyspie kuchennej siedziała również Violet, która wpatrywała się w telefon popijając kawę, a przed nią, stał wazon z wielkim bukietem białych piwonii.
-Ale piękne- podeszłam bliżej by poczuć ich delikatny zapach.
-Są dla Ciebie- odparła gosposia.
-Dla mnie?- zdziwiłam się.
-Kurier przyniósł je jakoś godzinę temu. Jest jakiś liścik ale nie chciałam czytać.
Poszukałam liściku między kwiatami, otworzyłam go i przeczytałam.
"protegam te ab omni malo mundi"
Nie rozumiałam nic więc skrzywiłam się lekko wpatrując się w malutki kawałeczek papieru.
-I co? Od którego to wielbiciela?- zaśmiała się moja przyjaciółka.
-Nie wiem- wzruszyłam ramionami.- Nic nie rozumiem.
Sally podeszła do mnie od tyłu i wzięła kartkę w dłoń.
-To proste kochana- uśmiechnęła się.- To po łacinie.
-Łacinie?
-Tak- kiwnęła głową.- Ktoś napisał Ci, że będzie bronił Cię przed światem.
-Ciekawe kto taki- Sammie wpatrywała się we mnie.
-Nie mam pojęcia- mruknęłam siadając obok niej.
Zamiast jeść w spokoju posiłek wpatrywałam się w kwiaty leżące blisko mnie. Zastanawiałam się kto mógłby wysłać mi kwiaty i kto napisałby liścik pisany łaciną. Sammie podsunęła mi pod nos talerz z naleśnikami nakazując mi jeść. Chwilę później dołączył do nas Alex, a Violet wyszła do pracy. Mój brat siedział w ciszy i przeglądał coś na telefonie. Nie ruszył nawet kęsa z leżącego przed nim śniadania.
-Zjedz coś- nakazałam.- Będziesz głodny w pracy.
-Spokojnie, mogę poprosić kucharza żeby zrobił mi coś do jedzenia.
-Co takiego ciekawego robisz na tym telefonie?- zaśmiała się Sammie odkładając szklankę na blat.
-Piszę z Forestem- odparł.- Jest chory i chciał żebym podrzucił mu jakieś zakupy po pracy.
-Po pracy? Przecież kończysz późno- odparłam.
-Tak, ale nie ma kto mu ich zawieźć. Becky jest z babcią w szpitalu w Chicago, a Chris pojechał z rodziną na ryby.
-Ja mogę mu zawieźć zakupy- zaproponowałam.- I tak jestem mu winna przysługę za to, że przyjechał.
-Wcale nie jesteś mu nic winna- skrzywiła się blondynka.
CZYTASZ
Change me
RomanceKażdy, kto spojrzał kiedyś na Rose Walker, myślał, że ma idealnie życie. Że ma kochających rodziców i chłopaka, na którego zawsze może liczyć. Ale nikt nie wie, jak naprawdę jest w głowie Rose. Przekona się tylko on.
