Nadszedł dzień w roku za którym szczerze nie przepadam. Wigilia. Rodzina ze strony mojego ojca, zjeżdża się do naszego domu, by jak zawsze sztucznie się uśmiechać, rozmawiać przy wigilijnym stole o interesach, kłócić się, wymieniać drogimi prezentami i jeszcze raz się kłócić. Jedynym plusem tego wszystkiego jest fakt, że ten jeden raz w roku widuję się z całym moim kuzynostwem. Rzadko kiedy jest do tego okazja i właściwie ostatni raz widzieliśmy się na ostatnich świętach. Gdy tylko obudziłam się rano, zeszłam do kuchni z nadzieją, że Sally nie opuściła jeszcze naszego domu. Gdy tylko ujrzałam blondynkę, która coś pichciła, ucieszyłam się.
-Wesołych świąt- odparłam radosnym głosem.
Kobieta odwróciła się w moją stronę z uśmiechem.
-Wesołych świat, kochana!
Jej uśmiech rozpromieniał się w każdą stronę. Podeszłam bliżej niej i wyciągnęłam zza pleców malutkie pudełeczko.
-Nie miałam zbyt dużych funduszy, ale chciałam kupić Pani chociaż drobny prezent.
Nie ukrywała zdziwienia, ale na jej twarzy pojawił się również delikatny grymas.
-Rose, słonko... Ale ja nie mam nic dla Ciebie.
-Nie szkodzi- wręczyłam prezent w jej ręce.- To nic wielkiego naprawdę.
Sally niepewnie otworzyła swój prezent i po chwili wyciągnęła z pudełeczka kawałek papieru.
-Bon do spa? Złotko, ale to pewnie musiało sporo kosztować.
-Właściwie to nie- uśmiechnęłam się.- To spa matki mojego przyjaciela, dostałam małą zniżkę, a Pani na pewno przyda się porządny masaż.
-Masz trochę racji- zaśmiała się.- Zwłaszcza po tych przygotowaniach do świąt.
Widziałam, że jest już przemęczona i cholernie dziwiło mnie to, że moja matka nie przygotowuje potraw świątecznych sama, tak jak robiła to w zeszłych latach. Od kiedy zatrudnili gosposie, już nic nie chce im się robić i mam wrażenie, że gdyby mogli to kazaliby nawet podcierać sobie tyłki, bo im nie chciałoby się tego robić. Usłyszałam za sobą stukot obcasów.
-Rose, nie przeszkadzaj gosposi- mruknęła matka.- Sally, jadę na chwilę do firmy, mam nadzieję, że jak wrócę wszystko będzie skończone.
-Oczywiście Pani Walker.
Spojrzałam na matkę, która ubrana w eleganckie ciuchy właśnie opuszczała naszą kuchnię. Porozmawiałam jeszcze chwilę z kobietą i udałam się do swojego pokoju, by przygotować się na wieczorną kolację. W zasadzie, głównie musiałam się na to przygotować psychicznie, zwłaszcza, po ostatnich wydarzeniach związanych z ojcem. Nie wiem, czy jestem gotowa na to by przysiąść z całą rodziną przy jednym stole i jak zawsze udawać, że wszystko w tym domu jest takie cudowne jak myślą. Po tym co działo się ostatnio, nie będzie to takie łatwe. Sprawy komplikują się jeszcze mocniej, bo od tamtej chwili nie odzywam się do matki. Kilkukrotnie próbowała zapytać o moje samopoczucie, ale stałam twardo i ani razu nie udzieliłam jej odpowiedzi na jej pytania. Alexowi na razie nie powiedziałam o tym co się wtedy wydarzyło. W zasadzie, nie powiedziałam o tym nikomu. Nawet Dylanowi. Wiem o tym tylko ja, moi rodzice i Violet, która obiecała nie pisnąć nikomu ani słowa.
Kiedy rodzina powoli zaczęła się zjeżdżać akurat kończyłam się szykować. Usłyszałam ciche pukanie do moich drzwi.
-Proszę!
Drzwi do pokoju zaczęły powolutku się otwierać, a moim oczom ukazała się moja mała kuzynka.
-Rose!- pisnęła szczęśliwie.
CZYTASZ
Change me
RomantikKażdy, kto spojrzał kiedyś na Rose Walker, myślał, że ma idealnie życie. Że ma kochających rodziców i chłopaka, na którego zawsze może liczyć. Ale nikt nie wie, jak naprawdę jest w głowie Rose. Przekona się tylko on.
