16.Bagno kłamst

1.4K 26 4
                                        


    Tej nocy obudziły mnie odgłosy panującej za oknem burzy. Nienawidziłam tego, bo od dziecka cholernie bałam się grzmotów i błyskawic. Od kilku dni myślałam ciągle tylko o tym, jak cholernie tęsknię za Dylanem. Od ostatniego wydarzenia w barze, nie odezwał się do mnie słowem. Nie przychodził też do mojego brata, co jego również dziwiło, ale po prostu przecież nie wiedział o całym incydencie. Właściwie, nikt nie wiedział. Tylko ja i Hayes. Zastanawiałam się, czy postąpiłam źle, ale przecież to on wyznał mi coś, czego nie powinien. Humor poprawiał mi jedynie fakt, że dziś po raz pierwszy od dłuższego czasu, spotkam się z moimi przyjaciółmi poza murami szpitala. Baker był przeszczęśliwy, że w końcu mógł wyjść do domu. Jego stan był już na tyle dobry, że lekarze postanowili nie męczyć go dłużej i pozwolili mu wyjść.  

 Po tym jak obudziłam się podczas burzy, nie mogłam już zasnąć. Postanowiłam oglądnąć jakiś film, by chociaż przez chwilę nie myśleć o Dylanie. Niestety okazało się, że nawet w tej chwili, ciągłe myśli o nim nie dawały mi spokoju. Nie mogłam wyzbyć się z głowy wspomnień tamtego wieczoru. Nie mogłam zmyć z ust, jego smaku. 

  Wcześnie rano zaczęłam szykować się na spotkanie z przyjaciółmi. Kilka godzin później, byłam już gotowa i jechałam do kawiarni w której mieliśmy się spotkać. Gdy dojechałam na miejsce dostrzegłam przez szybę, że moi przyjaciele już siedzieli przy naszym ulubionym stoliku. Pierwsze co ujrzałam to roześmianą twarz Justina. Podeszłam bliżej nich z uśmiechem.

-No w końcu na wolności!- spojrzałam na rudowłosego.

-Walker!

 Chłopak od razu podniósł się z miejsca i wtulił mnie w swoje umięśnione ciało. 

-Cieszę się, że już jesteś- przytuliłam się mocniej. 

-Ja też się cieszę.

 Odkleiliśmy się od swoich ciał i podeszłam przywitać się z moją przyjaciółką, a następnie przysiadłam na wolnym krześle. Justin poszedł zamówić nam nasze ulubione napoje i ciasta. Przez prawie dwie godziny siedzieliśmy w kawiarni i dużo rozmawialiśmy. Justin opowiadał nam o każdym spędzonym dniu w szpitali, chociaż już każdą z tych opowieści słyszałyśmy na mierząco. Natomiast ja i Sammie opowiadałyśmy o jej imprezie urodzinowej i ostatnim spotkaniu w barze, ale nawet przez głowę nie przeszła mnie myśl, by powiedzieć im o sytuacji z Dylanem.  

 Siedząc w tej kawiarni z dwójką najdroższych mi przyjaciół i sącząc dyniowe latte które przegryzałam jeszcze cieplutkim jabłecznikiem, czułam się jak w niebie. Zupełnie, jakbym nie potrzebowała już nic więcej do szczęścia, ale po chwili przypominało mi się, że jednak potrzebuję jeszcze jednej rzeczy. 

 Po kolejnej godzinie i kolejnej wypitej kawie, rozeszliśmy się w swoje strony. Ja zrobiłam małe zakupy i wróciłam do domu, wjeżdżając na naszą posesję dostrzegłam pod bramą wysokiego mężczyznę. Zatrzymałam samochód i otworzyłam szybę.

-W czymś mogę panu pomóc?- spojrzałam na niego.

-Nie, podziwiam sobie tylko piękny dom- uśmiechnął się. 

 Skądś kojarzyłam jego twarz, ale nie mogłam sobie przypomnieć gdzie już go widziałam. 

-Bardzo mi miło- nałożyłam na twarz sztuczny uśmiech.- Ale jednak jest to teren prywatny, a pan prawie wchodzi na posesję, więc prosiłabym, by pan odszedł. 

-Dobrze, Panno Walker. 

 Mężczyzna posłał mi ostatnie spojrzenie i odszedł. Nie dziwił mnie fakt, że powiedział do mnie po nazwisku. W końcu mój ojciec był burmistrzem naszego miasta, więc teoretycznie każdy w Springfield wiedział kim jestem. 

Change meOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz