Rozdział 12

2.3K 157 12
                                        

***Kilka miesięcy później***

Siedzę przed toaletkę, a Rose robi mi makijaż. Wychodzę dziś za Harry'ego. Wypadło nam tyle rzeczy, że nie wyrobiliśmy się do maja, dlatego to dziś, w zostanę panią Styles.

- Gotowe - klasnęła uradowana w dłonie. Uśmiechnęłam się do niej i złapałam ją za rękę, aby pomogła mi wstać. Podtrzymała mnie i pociągnęła do góry.

- Tylko żebyś nie zaczęła rodzić - zażartowała.

Było to bardzo możliwe, ponieważ byłam w trzydziestym dziewiątym tygodniu ciąży i mój brzuch był niebezpiecznie nisko, od kilku dni. Gdy cztery miesiące temu byliśmy z Harry'm na USG, okazało się, że będzie to dziewczynka i, że nazwiemy ją Hannah Cocoline.

Te sześć miesięcy minęły spokojnie. Od czasu zasłabnięcia nie widziałam Jeremy'ego oraz nie kontaktowałam się z nim. Nie wiem czy on to robił, ponieważ zmieniałam numer i teraz mają go tylko moi najbliżsi. Odnowiłam kontakty z rodziną. wiedzieli o ciąży, ale myśleli, że to dziecko Harry'ego, tak było dla nich lepiej. Nigdy nie dowiedzieć się prawdy. Także Kylie nie zakłócała naszego spokoju i nigdy więcej nie pojawiła się w naszym domu, bo jakby to zrobiła, to chyba udusiłabym ja gołymi rękami.

- Pomóc ci ubrać sukienkę, czy sama sobie poradzisz? - zapytała Rose.

- Dam radę - zapewniłam ją, a ona wyszła z pokoju, dając mi chwilę prywatności. Z chodzeniem nie było tak źle, gorzej z siadaniem i wstawaniem.

Wyjęłam suknię ślubną z pokrowca i zawiesiłam na haczyk. Zdjęłam z siebie szlafrok i rzuciłam na oparcie fotela. Wcisnęłam się w suknię, ale nie potrafiłam zapiąć guziczków z tyłu. Podciągnęłam ja trochę do góry, żeby było mi łatwiej chodzić i skierowałam się drzwi. wychyliłam głowę na korytarz i zauważyłam Rose, dlatego trąciłam ją w ramie. Odwróciła się w moja stronę, a ja kazałam jej wejść do środka.

- Pomożesz mi z guzikami? Nie dam rady ich sama zapiąć - pokiwała głową i zaczęła zapinać mi sukienkę.

- Już. Jakie buty masz zamiar założyć? - zapytała z tak szerokim uśmiechem, że aż mnie szczęka rozbolała.

- Białe balerinki - wzruszyłam ramionami - Mam wrażenie, że bardziej ekscytujesz się ślubem niż ja, chyba, że coś przede mną ukrywasz - powiedziałam, wymierzając w nią oskarżycielskie spojrzenie.

- Może - uśmiechnęła się się jeszcze szerzej.

- Mów, bo widzę, że zaraz cię rozsadzi - powiedziałam, chociaż sama byłam ogromnie ciekawa, jaka nowinę ma dla mnie przyjaciółka.

- Jestem w ciąży - pisnęła zadowolona.

- Naprawdę? - pokiwała głową - To wspaniale - uśmiechnęłam się i przytuliłam ja na tyle, na ile pozwalał mi brzuch.

- Nie planowaliśmy, ale skoro tak wyszło - wzruszyła ramionami - Poza tym Vivian za dwa miesiące kończy rok, więc uważamy, że to dobry czas na drugie dziecko.

- Który miesiąc? - zapytałam.

- Drugi - odpowiedziała i spojrzała na zegarek, a ja razem z nią.

Za piętnaście minut ceremonia, ale nie musiałam się śpieszyć ponieważ będzie ona w salonie na dole, a wesele w ogrodzie. Z racji na to, że jest już październik będzie pod ogrzewanym namiotem.

- Gdzie są te balerinki, przyniosę ci je.

- Ostatnia półka - odpowiedziałam, a po chwili Rose przyniosła mi moje buty i przy okazji mi je założyła. Bo gdybym ja to robiła, pewnie wyszłabym stąd godzinę później, a nie miałam tyle czasu.

- Zaczynam się denerwować - wystawiłam rękę przed siebie, która teraz trzęsła się, jak galareta - Chyba dopiero teraz do mnie doszło, że wychodzę z za mąż. Musze usiąść, bo zemdleje - zaczęłam się wachlować ręką i usiadłam powoli na stołku.

- Wszystko okej? - zapytała Richardson, podchodząc do mnie. Pokiwałam głową i nagle poczułam skurcz.

- Ał - krzyknęłam.

- Idę po Harry'ego - już chciała wychodzić, ale złapałam ją za rękę.

- Ani mi się waż, to tylko skurcz. Nic mi nie będzie - zapewniłam ją, a po chwili wstała i zaczęłam iść w kierunku drzwi. Wzięłam jeszcze tylko bukiecik czerwonych róż i wyszłam na korytarz. Jako pierwsza na dół zeszła Rose, aby dać znak, że możemy już zaczynać. Wszystko zostało przygotowane tak, że gdy zejdę z tych schodów, od razu będę szła w stronę ołtarza.

Zrobiłam kilka głębokich wdechów i zaczęłam ostrożnie schodzić na dół. Gdy stałam już na ostatnim schodku, po mojej prawej stronie pojawił się mój tata. Jego usta rozciągnęły się w wymuszonym uśmiechu, nie dziwie się traci swoją jedyną córkę.

- Nie martw się, masz jeszcze Dylan'a - pocieszyłam go i chwyciłam pod rękę. Zaśmiał się cicho i razem ruszyliśmy do przodu. Wszystko było pięknie przystrojone kwiatami, a meble zostały gdzieś wyniesione, tworząc dużo wolnej przestrzeni. skierowałam swój wzrok na Harry'ego, który był ubrany w czarny smoking. Idąc w stronę ołtarza, do mężczyzny mojego życia, wiem, że dobrze postąpiłam przyjmując jego oświadczyny. Kocham go i chcę spędzić z nim całe życie. Gdy znaleźliśmy się przy pastorze, ojciec podał moją rękę Harry'emu, a sam odszedł zająć miejsce w pierwszym rzędzie obok mamy i rodziców Harry'ego.

Spojrzałam w zielone oczy Harry'ego i mogłam dostrzec z nich stres. Pewnie denerwował się tak samo, jak ja.

- Zebraliśmy się tutaj, aby połączyć węzłem małżeńskim Harry'ego Styles'a i Dakote Lautner -przemówił pas nadszedł czas tor, a wszyscy goście wstali.

Teraz nadszedł, abyśmy razem z Harry'm złożyli sobie przyrzeczenia. Pierwszy zaczął Harry:

- "Ja Harry, biorę sobie Ciebie Dakotę, od czasu do czasu, na siebie. Żeby Ci dobrze było, pieniądze żebyś wszystkie oddawała, dobrze gospodarzyła. Dużo dzieci urodziła i szczęśliwa ze mną była" - zakończył Harry nasuwając na mój palec obrączkę. Zaśmiałam się na jego przysięgę, a on uśmiechnął się do mnie ukazując dołeczki w policzkach. Nadeszła moja kolej.

- "Ja Dakota, biorę sobie Ciebie Harry za męża, żebyś mało spał. Rano, w południe i w nocy i po północy, mnie kochał i na resztę godzin jeszcze siły miał" - teraz ja nasunęłam obrączkę na jego palec i wyszczerzyłam zęby dumna ze swojej przemowy. Pisaliśmy je sami, dlatego wyszły takie... oryginalne.

- Ogłaszam was mężem i żoną - po tych słowach nasze usta złączyły się w pocałunku. Goście zaczęli klaskać, a my przerwaliśmy pocałunek i skierowaliśmy się do ogrodu. Oklaski ucichły, ale za to zaczął lecieć ryż.

Przekroczyliśmy próg namiotu i wszyscy zajęli swoje miejsca. Harry i wstaliśmy, a chłopak wygłosił podziękowania za przyjście i, że jest szczęśliwy, że ten dzień w końcu nadszedł. Wszyscy wzięli łyk szampana, a ja wody. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, aż natrafiłam na twarz, której nigdy w życiu bym się tu nie spodziewała, dzięki Bogu patrzyła w inną stronę. Goście zaczęli się bawić,a ja chwyciłam Harry'ego za rękę i zaprowadziłam na zewnątrz. Mimo, że był październik, było dość ciepło i na szczęście nie padało.

- Co on tu do kurwy nędzy robi? To miał być nasz dzień Harry, a ty zaprosiłeś ją na nasz ślub?

- O kim ty mówisz? - zapytał zdezorientowany.

- Jak to o kim, o Kylie - krzyknęłam - Jak mogłeś mi to zrobić?! Przecież wiesz, że jej nie znoszę.

- Uspokój się. Tak wyszło, można powiedzieć, że nie miałem wyjścia, głupio mi było odmówić - potarł ręką swój kark.

Już miałam mu nawrzucać, gdy nagle poczułam mocny skurcz. Mocniejszy, niż wcześniej. Złapał się za brzuch i wykrzywiłam twarz w grymasie bólu.

- Co się dzieje? - zapytał Harry podtrzymując mnie.

- Chyba się zaczęło...

Changes ✔️Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz