Rozdział 13

2K 144 7
                                        

Rose POV

Obserwowałam całe zdarzenie z daleka, ale doskonale wszystko słyszałam. Wiem, że nie ładnie podsłuchiwać, ale tu chodziło o wyższe dobro. Harry nie powinien zapraszać Kylie, nawet jeśli próbowała wymusić to nam nim siłą.

- Chyba się zaczęło - usłyszałam. Wytrzeszczyłam oczy i skierowałam się spanikowana w ich stronę. Harry był tak spanikowany, że nie wiedział co robić.

- Harry zawieź ją do szpitala - powiedziałam do niego, ale on chyba w ogóle mnie nie słyszał. Był w swoim własnym świecie, a Dakota do cholery zaczęła rodzić. Chwyciłam Harry'ego za rękę i obróciłam w moja stronę. Dała mu w twarz i chyba dopiero wtedy zaczął racjonalnie myśleć - Zawieź ją do szpitala - wycedziłam przez zaciśnięte zęby. Wziął moją przyjaciółkę na ręce i skierował się w stronę samochodu. Podbiegła do Niall'a, który teraz tańczył z naszą córką.

- Niall, Dakota zaczęła rodzić i... pomóż Harry'emu. On kompletnie spanikował - pokiwał głową i pobiegł w stronę wyjścia. Wzięłam moją córkę na ręce i poszłam do domu położyć ją spać, bo oczy jej się prawie same zamykały. Gdy wchodziłam po schodach, Vivi zdążyła już zasnąć. Kiedy weszłam górę, otworzyłam drzwi od sypialni i położyłam ją na łóżko, a następnie nakryłam kołdrą. Pocałowałam jej czółko, a następnie opuściłam pomieszczenie. Nie bałam się, że spadnie z łóżka, albo stanie jej się jakaś inna krzywda, ponieważ zawsze spała spokojnie. Podejrzewam, że będzie spała ze 2-3 godziny, dlatego spokojna kilka chwil później znalazłam się znowu w namiocie. Musiałam znaleźć tę durną dziewuchę Kylie i przemówić jej do rozumu. Zaczęłam rozglądać się po sali i znalazłam ja w końcu, dzięki opisom Dakoty.

Przez sytuację z przed kilku minut trochę się zestresowałam, ponieważ chciałam, aby wszystko było w porządku z dzieckiem i moja przyjaciółką, a także, aby Harry w końcu zmądrzał.

Skierowałam się w jej stronę z kamiennym wyrazem twarzy i poprosiłam, abyśmy wyszły na zewnątrz, porozmawiać. Czułam się jak jakiś James Bond w akcji. Odeszłam w ustronne miejsce, aby nikt nie mógł nas podsłuchać.

- Po co... - nie chciałam jej oglądać, nie mówiąc o słuchaniu jej głosu. Niech się zamknie, albo wyprowadzi mnie całkowicie z równowagi.

- Posłuchaj mnie uważnie, bo chyba nie rozumiesz sytuacji. Harry ma teraz żonę i dziecko w drodze, więc trzymaj się od niego z daleka, bo jak wpakujesz się w to bagno, nie będzie odwrotu, a wtedy pożałujesz - trochę było mi jej żal, bo naprawdę nie wiedziała na co się pisała. Gdyby tylko wiedziała czym naprawdę zajmuje się Harry, bądź kim była Dakota, uciekłaby z krzykiem.

No, ale to nie mój problem, ja ja ostrzegałam, poza tym nie zabiera się za żonatych mężczyzn.

- Kim ty w ogóle jesteś? - prychnęła, zakładając ręce na piersi.

- To nie jest ważne. A teraz grzecznie się stąd zabierzesz - odwróciła się na pięcie i zamierzała znowu wejść do środka, ale w porę ją zatrzymałam. Szarpnęłam jej ramię, tak że teraz stała ze mną twarz.

- Wyjście jest tam - wskazałam na furtkę.

- Idę pożegnać się z Harry - co za bezczelność, zaraz za włosy ją stąd wywlekę

- Harry, zajmuję się teraz swoja zoną, nie ma czasu się z tobą żegnać - pociągnęłam ją za ramię do wyjścia i zamknęłam jej przed nosem furtkę.

- I tak będzie mój - usłyszałam za plecami.

- Ty zdziro - odwróciłam się i ruszyłam wściekła w jej stronę. Gdy już miałam otwierać bramkę, poczułam, że ktoś chwyta mnie za talię i odciąga do tyłu.

- Nie warto - usłyszałam głos Jake'a. Pokiwałam głową, a on mnie puścił. Wygładziłam swoja sukienkę i nie odwracając się za siebie, weszłam, już w miarę spojona, do namiotu. Zajęłam swoje miejsce, a mój brat obok mnie.

Widziałam tę babę raz w życiu, a wkurwiła mnie, jak nikt inny. Wstałam z krzesła i chciałam iść poinformować gości, że para młoda już do nas nie dołączy, ale Jake chwycił mnie za rękę.

- Spokojnie, muszę poinformować gości - zamierzałam odejść, ale dalej trzymał moja rękę.

- O czym? - zapytał ciekawy.

- Zaraz się dowiesz - zaśmiałam się i tym razem udało mi się ruszyć na przód.

Doszłam do sceny i przeprosiłam na chwile kapelę, która grała teraz jakiś wolny kawałek i ustałam przy mikrofonie.

- Proszę wszystkich o uwagę. Chciałabym państwa poinformować, że panna młoda zaczęła rodzić. Przez co z wiadomych przyczyn, Harry i Dakota już do nas nie dołączą - wyjaśniłam i zeszłam z podestu, a w powietrzu rozległy się brawa i radosne głosy gospodarzy, przez co mój humor od razu się poprawił.

Po chwili znowu siedziałam przy stole.

- Dlaczego od razu mnie nie poinformowałaś? - zapytał brat, udając oburzenie i prawie mu to wyszło, gdyby nie kąciki jego ust, które coraz bardziej pięły się do góry.

Usłyszałam dzwonek swojego telefonu, dlatego wyjęłam go z torebki.

- Kto to? - Boże, jaki on ciekawski.

Spojrzałam na wyświetlacz i ujrzałam zdjęcie Niall'a. Czyżby coś się stało? Niemożliwe, aby poród już się skończył, minęła może dopiero z godzina. Szybko przesunęłam palcem po ekranie i przystawiłam telefon do ucha.

- Halo? Niall, coś się stało? - zapytałam, a panika zaczęła ogarniać moje ciało i umysł.

- Nie wiem, nic nie chcą nam powiedzieć. Wyprosili Harry'ego za drzwi i powiedzieli tylko, że wystąpiły jakieś komplikacje...

~~*~~

Hejka! Na początku, chciałabym przeprosić, że rozdział nie pojawił się wczoraj, ale się nie wyrobiłam. Następny powinien się pojawić w terminie :).

A na końcu, mam nadzieje, że rozdział się spodoba :)

Do zobaczenia xoxo


Changes ✔️Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz